Tragiczna śmierć syna i oskarżenia o romanse zniszczyły mu życie. Dziś Seweryn Krajewski mieszka w USA z producentką filmową

W latach 60. i 70. był jednym z najbardziej cenionych artystów. Hity wylansowane przez niego i grupę Czerwone Gitary, której był liderem, takie jak "Nie zadzieraj nosa", "Anna Maria" czy "Dozwolone od lat 18-tu" nuciła cała Polska. Ale życie Seweryna Krajewskiego nie było usłane różami. Cieniem położyły się na nim rodzinne tragedie i niewyjaśnione tajemnice.

Więcej na temat polskich gwiazd przeczytasz, odwiedzając stronę główną Gazeta.pl.

Był liderem kultowego zespołu, nazywanego "polskimi Beatlesami". Wraz z Czerwonymi Gitarami stworzył nieśmiertelne hity, które okupowały listy przebojów. W późniejszych latach Seweryn Krajewski skupił się na karierze solowej, a dzięki jego talentowi powstały znane i lubiane piosenki największych gwiazd polskiej estrady, m.in. Ireny Jarockiej, Edyty Geppert czy Andrzeja Piasecznego. Zawdzięczamy mu także piosenki, które znalazły się na ścieżkach dźwiękowych filmów takich jak "Kogel mogel", "Uprowadzenie Agaty" czy "Jan Serce".

Jednak powodzenie w życiu zawodowym nie uchroniło Seweryna Krajewskiego przed życiową tragedią. Śmierć syna położyła się cieniem na życiu i małżeństwie artysty. Szeroko komentowany był też skandal z domniemaną nieślubną córką Seweryna Krajewskiego. Wszystko to sprawiło, że małżeństwo artysty nie przetrwało próby czasu, a po latach postanowił opuścić Polskę - kraj, z którym wiązało się zbyt wiele przykrych wspomnień.

Chłopak z gitarą

Urodzony 3 stycznia 1947 roku w Nowej Soli Seweryn Krajewski od najmłodszych lat wykazywał pasję do muzyki. Jako mały chłopiec samodzielnie konstruował perkusję z kubków, w które walił patykami. Matka, widząc jego zacięcie, zapisała go do szkoły muzycznej. Szybko okazało się, że chłopiec istotnie ma talent. Nic więc dziwnego, że jego kariera szybko nabrała rozpędu. Choć w szkole Seweryn uczył się gry na skrzypcach, to gitara okazała się jego ulubionym instrumentem. Od 1963 roku Krajewski występował z zespołem Pięciolinie, a następne został członkiem formacji Czerwono-Czarni. Ale przełom w jego karierze przyszedł w roku 1965, kiedy wraz z Jerzym Skrzypczykiem oraz Krzysztofem Klenczonem Seweryn Krajewski zaczął występować w zespole Czerwone Gitary.

Hity takie jak "Nie zadzieraj nosa", "Anna Maria", "Tak bardzo się starałem", "Dozwolone od lat 18" czy "Płoną góry, płoną lasy" nuciła cała Polska i nawet dziś wielu uważa, że oparły się upływowi czasu. "Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce" - takim hasłem reklamował się zespół. Jego członkowie nigdy nie ukrywali, że ich inspiracją byli legendarni Beatlesi. Niestety, tak jak w przypadku słynnej Czwórki z Liverpoolu, w Czerwonych Gitarach po pewnym czasie nastąpił rozłam. Seweryn Krajewski pod koniec lat 90. opuścił zespół i kontynuował karierę muzyczną na własną rękę. Do dziś nie do końca wiadomo, co tak naprawdę było powodem decyzji artysty, ale najbliższa prawdy wydaje się wersja o konflikcie interesów pomiędzy członkami zespołu. Pewne jest jednak to, że samodzielnie Krajewski również odnosił sukcesy. To dzięki jego talentowi powstały znane i lubiane piosenki największych gwiazd polskiej estrady - Ireny Jarockiej, Edyty Geppert czy Andrzeja Piasecznego.

Teksty dla Krajewskiego pisały takie sławy jak Agnieszka Osiecka czy Jacek Cygan. Ale znajomi artysty są zgodni co do faktu, że kariera nigdy nie zawróciła mu w głowie. Pozostał tym samym skromnym, ceniącym sobie spokój i kontakt z naturą domatorem, który podczas spotkań z wąskim gronem najbliższych zamieniał się w skorą do żartów duszę towarzystwa.

Seweryn KrajewskiSeweryn Krajewski East News

Nigdy nie gwiazdował. Niedługo stuknie czterdziestka, odkąd się znamy. Seweryn prawie się nie zmienił przez te lata. Pozostał tym samym miłym chłopakiem, z którym konie można kraść - przekonywał Krzysztof Szewczyk.

Tak było do dnia, w którym w życiu Seweryna Krajewskiego wydarzyła się potworna tragedia.

Rodzinna tragedia

W 1974 roku Seweryn Krajewski stanął na ślubnym kobiercu. Do przystojnego artysty wzdychało wiele kobiet, ale jego wybranką została ostatecznie Elżbieta, z którą doczekał się dwóch synów. Rodzinne szczęście skończyło się potworną tragedią. Młodszy syn Krajewskich, Maksymilian, po ojcu odziedziczył talent muzyczny. Dumni rodzice postanowili go więc kształcić w tym kierunku - chłopiec pobierał lekcje gry na skrzypcach. Feralnego dnia wracał z jednej z nich do domu. W pewnym momencie w samochód, którym jechał wraz z mamą, uderzyła rozpędzona ciężarówka. Kobieta trafiła do szpitala, ale chłopca nie udało się uratować. Jego śmierć odcisnęła piętno na całej rodzinie. Elżbieta Krajewska ukojenia szukała w ezoteryce, pisała też wiersze, w których wspominała zmarłego synka. Do jednego z nich, zatytułowanego "Piosenka dla Makusia", Seweryn Krajewski skomponował muzykę. Cierpiał też starszy brat Maksymiliana, Sebastian. Chłopiec musiał w błyskawicznym tempie dorosnąć i stać się podporą dla rodziców. Wydawało się, że rodzina nigdy już nie podniesie się po tej tragedii.

Śmierć Maksymiliana to był dla Seweryna i Elki, jego żony, ogromny cios. Tym bardziej że Maksymilian był świetnym dzieckiem - otwartym, żywiołowym, zabawnym. Rodzice długo nie mogli po tym wydarzeniu dojść do siebie - wspominał w wywiadzie Krzysztof Szewczyk, ojciec chrzestny tragicznie zmarłego chłopca i przyjaciel domu.

Dla Elżbiety Krajewskiej śmierć ukochanego dziecka była tak ogromnym ciosem, że nawiedzały ją nawet myśli samobójcze.

Chyba ktoś mnie powstrzymał. Pamiętam, że usłyszałam wyraźny głos, że jeśli to zrobię, już nigdy nie spotkam Maksa. A dla mnie najważniejsze było to, żeby jeszcze go spotkać - wyznała Krajewska w wywiadzie dla "Rewii".

Wkrótce przyszedł kolejny cios - u Elżbiety Krajewskiej pojawiły się poważne problemy ze zdrowiem. Gdy i je udało się zażegnać, wybuchł konflikt pomiędzy rodzicami a starszym synem. Ponoć jego zarzewiem był brak akceptacji dla wybranki Sebastiana - nauczycielki angielskiego. Z czasem rodzinie udało się pojednać, a syn poszedł w ślady słynnego taty. Dziś sam komponuje muzykę do filmów i seriali.

Tajemnica ojcostwa

W 2015 roku rodzina Krajewskich znów została wystawiona na próbę. Wszystko za sprawą kobiety o imieniu Julitta, której historię opisały magazyny "Na żywo" i "Życie na gorąco". Julitta utrzymywała, że jest nieślubną córką Krajewskiego - owocem jego romansu z niejaką Jadwigą, który miał się wydarzyć w 1968 roku, kiedy Krajewski wraz z Czerwonymi Gitarami występował podczas Festiwalu w Opolu. Z relacji Julitty wynikało, że w oparciu o zeznania świadków i badania krwi sąd w 1975 roku uznał, że jest ona córką Krajewskiego, przyznał jej nazwisko ojca i zobowiązał artystę do wypłacania alimentów w wysokości 1800 złotych miesięcznie, co w ówczesnych czasach było niebagatelną kwotą. Kobieta skarżyła się, iż jako dorosła kobieta kilkukrotnie usiłowała skontaktować się z ojcem, ten jednak zawsze ją odrzucał.

Byłam zawstydzona. Nigdy nie traktował mnie jak swoją córkę. Traktował mnie, jakbym nie istniała - twierdzi Julitta Krajewska.

Seweryn Krajewski publicznie odniósł się do tych rewelacji dopiero w 2017 roku. Na łamach mediów po latach opowiedział wówczas o dwóch nieznanych nikomu wcześniej córkach.

Chciałbym oświadczyć, że nie potrzebuję państwa pomocy w kontaktach z moimi prawdziwymi dziećmi i nie mam tu na myśli tylko tych znanych. Mam dwie córki, żadna z nich nie ma na imię Julitta, z którymi mam świetny kontakt. Swoim talentem i rzetelną pracą udowodniły, że nie trzeba podpierać się znanym nazwiskiem, aby do czegoś dojść. Wygrywają od dawna międzynarodowe prestiżowe nagrody muzyczne. Na razie nie widzimy takiej potrzeby, aby powiadamiać o tym media w Polsce - przekonywał artysta.

Do sprawy odniosła się też Elżbieta Krajewska, która z nieznanych powodów podważyła słowa męża.

To nie pierwszy przypadek, kiedy ktoś podaje się za dziecko Seweryna. Były już takie osoby w przeszłości. Tym razem przypadek się nagłośnił, bo ta pani poszła do mediów. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego, bo takiej nagonki nie można robić (..) Seweryn nie ma dwóch córek. Miał dwóch synów. Teraz ma jednego. On lubi sobie zażartować, bo ma poczucie humoru i dystans do wszystkiego. Pisze piękną poezję, która koi serca.

Tymczasem Seweryn Krajewski nie tylko pisał poezję, ale też wziął sprawę domniemanego ojcostwa w swoje ręce. W dniu urodzin Julitty w sieci zamieścił wyniki badań DNA - znacznie dokładniejszych, niż wykonane w latach 70. badania krwi, których rezultat jednoznacznie wykluczał pokrewieństwo z kobietą. Julitta oświadczyła, że wyniki przedstawione przez Krajewskiego są fałszywe, bo nigdy nie dała mu próbki do testu. Dodała też, że wielokrotnie namawiała muzyka na badania DNA, ale on za każdym razem odmawiał. W swoich mediach społecznościowych zamieściła tłumaczenie listu, który otrzymała od laboratorium, któremu rzekomo Krajewski zlecił badania.

Jesteśmy w posiadaniu pani listu z 12 kwietnia 2017, kwestionującego autentyczność raportu DDC, Nr 3148822. Potwierdzam, że raport, który pani załączyła w swojej korespondencji, nie został wydany przez Centrum Diagnostyczne DNA. Mimo że nie możemy dostarczyć żadnych informacji na ten temat, mogę potwierdzić, iż nie ma żadnych danych związanych z osobami Julitta V i Seweryn Krajewski pod tym numerem raportu - czytamy w nim.

Sprawa z czasem ucichła. Ale najprawdopodobniej to właśnie historia z nieślubną córką sprawiła, że małżeństwo Krajewskich, już wcześniej wystawiane na ciężkie próby, ostatecznie się rozpadło. Seweryn Krajewski wyjechał z Polski do USA. Znalazł tam pocieszenie w ramionach nowej ukochanej. Została nią producentka filmów animowanych Helena Giersz, z którą zamieszkał w New Jersey, gdzie wiodą spokojne życie.

Więcej o: