Kamerzysta Kruszwila poniża dziewczynę. Na filmiku rzuca w nią pokrzywami i udaje sceny erotyczne. "Ogląda się to strasznie smutno"

Kamerzysta postanowił nagrać wideo, w którym żartuje i poniża swoją dziewczynę. Nic dziwnego, że w sieci burza.

Kamerzysta rozpoczął internetową karierę w roli operatora innego youtubera, Kruszwila. Na początku występował tylko gościnnie, jednak z czasem sam stał się osobą rozpoznawalną. Założył więc swój własny kanał na YouTube, gdzie zdradza ekscesy z życia prywatnego. Jednak jego ostatni pomysł odbił się szerokim echem w mediach. Kamerzysta postanowił nagrać cały odcinek, w którym dokuczał, poniżał i żartował ze swojej dziewczyny Kariny.

Kamerzysta poniża swoją dziewczynę

Wideo pojawiło się na kanale chłopaka. Widzieliśmy na nim, że poprosił nawet znajomych, by pomogli mu poniżać Karinę. Najpierw założył przy niej aplikację randkową Tinder, w której scrolował inne dziewczyny. Później oblewał ją wodą i rzucał w nią pokrzywami. Jednak widzów najbardziej wzburzył fakt, że Kamerzysta traktował Karinę przedmiotowo. Na wideo był fragment, w którym trzymał ją za głowę i insynuował sceny erotyczne oraz łapał za biust. Oprócz tego wielokrotnie ją wyzywał i obrażał.

Film zaledwie w parę dni zyskał ponad 800 tys. wyświetleń. Pod zamieszczonym wideo pojawiło się tysiące komentarzy. Wszyscy są zgodni, że tym razem Kamerzysta mocno przesadził.

Jestem serio zażenowana, tym co właśnie obejrzałam.
To jest takie obrzydliwe i szkodliwe, że dziwię się twojej dziewczynie, że nadal z tobą jest. Patologiczne zachowania Twoje i twoich kolegów, szkoda mi słów.
Ten film jest niestety szkodliwy społecznie i obrzydliwy w odbiorze - czytamy pod zamieszczonym wideo.

Do filmiku odnieśli się także Adam i Patryk z "Vogule Poland".

Ogląda się to strasznie smutno - powiedział Patryk.

Poniżej możecie zobaczyć cały ich komentarz.

Choć jesteśmy prawie pewni, że wszystkie sytuacje były zaaranżowane, a Karina o nich wiedziała, nie oznacza to, że poniżanie innej osoby i nagrywanie tego jest akceptowane. 

Więcej o: