"Sprawa dla reportera". Masters zaśpiewali "Żono moja" kobiecie, która odeszła od męża. Problemu nie widzą: Ludzie szukają sensacji

Widzowie oburzyli się po występie zespołu Masters, który w "Sprawie dla reportera" zaśpiewał weselną piosenkę kobiecie rozwodzącej się z mężem. Menadżer zespołu tłumaczy się, jednak nie widzi w tym niczego niestosownego.

Więcej o programach telewizyjnych przeczytasz na Gazeta.pl

6 stycznia 2022 r. bohaterką programu Elżbiety Jaworowicz była Maryna, która postanowiła zostawić męża, zarzucając mu znęcanie się psychiczne i przemoc seksualną. Mężczyzna miał m.in. nagrywać żonę w trakcie stosunku. Maryna poprosiła o pomoc, ponieważ, jak twierdzi, mimo sądowego nakazu mąż utrudnia jej kontakt z dziećmi. Odcinek został zwieńczony występem zespołu Masters, który wykonał weselny hit "Żono moja". Bohaterka programu płakała, a eksperci zgromadzeni w telewizyjnym studiu rzucili się do tańca. Widzowie "Sprawy dla reportera" nie kryli oburzenia, zarzucając TVP brak empatii. Do krytyki odniósł się Marek Kłosiński, menadżer zespołu. W rozmowie z Plejadą zaznaczył m.in., że nie mieli złych intencji, a końcowy efekt może być winą montażu.

'Sprawa dla reportera'"Sprawa dla reportera" szokuje. Śpiewający Zenek i Komerenko to początek

"Sprawa dla reportera". Menadżer zespołu Masters komentuje zaśpiewanie "Żono moja" rozwodzącej się kobiecie

Menadżer zespołu disco polo zdecydował się na kuriozalne wyjaśnienia. Twierdził, że piosenki Masters mają kojarzyć się z dobrą zabawą, a wokalista chciał przypomnieć kobiecie szczęśliwie chwile, które przeżyła z mężem. Kłosiński nie uważa, aby było w tym coś złego.

Jeśli chodzi o ten konkretny przypadek, to nie można tak podejść do sprawy, że ta piosenka się tylko źle kojarzy. Bo jeżeli ta pani przez tyle lat żyła ze swoim partnerem, to znaczy, że były też między nimi dobre chwile, to nie była tragedia cały czas. Paweł zaproponował jej do posłuchania ten utwór właśnie po to, by pomyślała o tych dobrych chwilach - powiedział w rozmowie z Plejadą.

Nie uważa też, aby występy Masters należało w ogóle analizować i zastanawiać się nad tym, czy mogą kogoś urazić. Przyznał też, że z reakcji kobiety, która płakała, nie wynikało dla niego, że poczuła się dotknięta. Uwagi fanów o braku empatii chyba do niego więc nie dotarły. 

Z naszych obserwacji nie wynikało, że to była jakaś tragedia dla niej, tylko przypomnienie dobrych chwil, które spędziła z mężem. Tak trzeba podejść do tej sprawy, a nie zastanawiać się, czy takie wykony powinny być -  dodaje Kłosiński.

Menadżer Masters podkreślił, że utwór "Żono moja", jest nie tylko jednym z największych weselnych przebojów w Polsce, ale także piosenką, dzięki której pary się godziły.

Andrzej Duda, Patryk JakiDuda brylował w mundurku, a Jaki w dresie stał pod blokiem

W rozmowie z Plejadą Kłosiński zaznaczył też, że jest zdziwiony tym, w jaki sposób widzowie odebrali występ w "Sprawie dla reportera". Zaznaczył też, że nie chcieli się z nikogo naśmiewać. Utrzymywał, że wbrew temu, co pisali widzowie, bohaterce programu bardzo podobał się występ i chętnie robiła sobie zdjęcia z zespołem. Menadżer Masters zaznaczył, że mieli z nią kontakt za kulisami i nie powiedziała niczego przykrego.

W żaden sposób nie odczuliśmy szykanowania czy złości z jej strony. Na pewno nie ma do nas pretensji o ten występ - dodaje.

Trzeba przyznać - śmiałe twierdzenie. Na tym jednak nie koniec. Opiekun disco polowego zespołu nie ma wątpliwości, że wzięliby udział w "Sprawie dla reportera" po raz drugi. Uważa, że ludzie mają pretensję bez powodu, a jeśli nie podoba im się program, powinni zmienić kanał.

Ludzie doskonale wiedzą, o czym jest ten program. Jeżeli komuś się nie podoba, dlaczego nie przełączy sobie na coś innego, tylko szuka tematu, by o czymś pisać? Niestety, taki dzisiaj mamy świat, że jednego dnia komentuje się jedno, a drugiego już coś innego. To przykre, że w naszym kraju coraz mniej mówi się o osiągnięciach, nie ma pozytywnych komentarzy, tylko ludzie szukają sensacji - mówi Kłosiński.

Zaznaczył też, że ta sytuacja nie wpłynie negatywnie na zespół. Szkoda tylko, że nie wiadomo, jak wpłynie na panią Marynę.

Więcej o: