Obejrzałam kabarety wyemitowane w TVP, żebyście wy nie musieli. Na takie poświęcenie nie byłam gotowa

Obejrzałam "27. Mazurska Noc Kabaretowa" i tego żałowałam. Dlaczego? Powodów jest kilka. Przebrnijmy przez nie razem.
'27. Mazurska Noc Kabaretowa'
Kadry z '27. Mazurskiej Nocy Kabaretowej'/ TVP2

10 lipca na antenie TVP2 wyemitowano w ramach "27. Mazurskiej Nocy Kabaretowej" cykl kabaretów zatytułowany "Muszkieterowie Kabaretu". Tytułowymi muszkieterami byli Jerzy Kryszak, Marcin Wójcik oraz Marcin Daniec, którzy prowadzili wydarzenie zorganizowane w amfiteatrze nad jeziorem Czos w Mrągowie. Poza nimi na scenie pojawili się m.in.: Andrzej Grabowski, Zdolni i Skromni, Kabaret Chyba, Kabaret Małżeński, Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Zachodni czy Trzecia Strona Medalu. Event trwał ponad trzy godziny i był biletowany. Z materiałów emitowanych przez publicznego nadawcę wynikało, że miejsca na widowni amfiteatru były wypełnione. Co kierowało ludźmi, którzy wykupili bilety? Nie wiem, choć się domyślam. 

Zobacz wideo Górski o opolskich festiwalach za czasów Kurskiego: To było bardzo przykre

"27. Mazurska Noc Kabaretowa". Miało być śmiesznie, a wyszło jak zwykle

Tradycja kabaretów w Polsce ma się bardzo dobrze. Polki i Polacy kochali kabaret Starszych Panów, Kabaret Dudek, kabaret Tey z niezapomnianym Bohdanem Smoleniem, czy Pod Egidą. Sentymentem darzyli też duet Wojciecha Manna i Krzysztofa Maternę. Współczesne kabarety próbują dorównać kultowym twórcom, ale bezskutecznie, a "27. Mazurska Noc Kabaretowa" jest na to najlepszym dowodem (zresztą kabarety regularnie emitowane na Polsacie również). 

Jak na dłoni widać, że wielu współczesnym kabareciarzom brakuje świeżych pomysłów. Żeby nie być gołosłowną, odniosę się do skeczy wyemitowanych w TVP w ramach wspomnianej już "Mazurskiej Nocy Kabaretowej". Kabaret Ani Mru-Mru, który był rozchwytywany na początku lat 2000, zaserwował widzom scenę, która rozegrała się pomiędzy ojcem a synem. Ten drugi myślał, że niebawem otrzyma spadek po - w jego przekonaniu - umierającym rodzicu. Kabaret opierał się w dużej mierze na dwuznacznych żartach i rubasznych dowcipach, którymi Marcin Wójcik sypał jak z rękawa. Czy te żarty oburzały? Niespecjalnie. Problem leżał gdzie indziej - całość była nudna i pozbawiona dynamiki. Wynudziłam się jak mops.

Kabaret Małżeński zaserwował za to widzom skecz w stylu "przychodzi baba do lekarza", ale tym razem lekarzem był weterynarz. Po dawce nudy zafundowanej przez Ani Mru-Mru myślałam, że bardziej się już nie wynudzę. Myliłam się. Już na wstępie twórcy kabaretu wypalili z żartem, po którym zgromadzona w amfiteatrze publiczność milczała - nie było słychać ani śmiechów, ani pojedynczych oklasków. Nieudany żart miał dotyczyć wzrostu Jarosława Kaczyńskiego. 

-Pani Prezes, jak na prezesa jest pani wysoka i ma pani ładniejszego kotka

- "śmieszkował" sobie wcielający się w weterynarza kabareciarz. Boki zrywać. 

Nadzieję na to, że na scenie zacznie się coś dziać, dawali Andrzej Grabowski, który jest przecież znakomitym aktorem, oraz kabaretowy wyjadacz - Marcin Daniec. Nic z tego. Grabowski wygłosił na scenie niezwykle nudny monolog na temat krewnego, który ma zaniki pamięci, a wynikające z tego sytuacje miały być źródłem żartów słownych i sytuacyjnych. Nie wyszło, choć tu na moment publiczność nieco się ożywiła. Z kolei Marcin Daniec postawił na suchary, które okazały się jednak odgrzewanymi kotletami. Kabareciarz śmiał się bowiem ze śmierci Hanki Mostowiak, która wjechała w kartony, czy uśmiercenia Ryśka Lubicza z "Klanu". Panie Marcinie - to już dawno nie bawi Polek i Polaków. 

Był potencjał, ale go zmarnowano

Na uwagę zasługuje otwierający wydarzenie skecz Zdolnych i Skromnych, który opierał się na grach słownych i wyśmiewał mnemotechniki. Niestety, twórcy postawili na powielanie klisz i stereotypów, bo podstawą ich żartów była męska nieporadność. Ach ci faceci, nie potrafią zrobić zakupów, załatwić sprawy w urzędzie, ani nawet odebrać dziecka z przedszkola. 

W podobne tony uderzyła Trzecia Strona Medalu. Tu kabaret opierał się na stereotypach dotyczących podziału obowiązków domowych na "męskie" i "damskie", bo przecież, żeby zrobić pranie albo umyć patelnię, trzeba być kobietą. Kabareciarze mieli więc okazję, by wyśmiać ten absurdalny i szkodliwy stereotyp. Zamiast tego postanowili go powielić, a do tego całość okrasić motywem alkoholu. Bo przecież faceci narzekający "na te swoje baby", koniecznie muszą robić to przy szklaneczce mocniejszego trunku. Całość zakończył tekst o tym, że kobieta wysyła partnera na przegląd, ale nie samochodowy, a do.... ginekologa. Cóż za błyskotliwa puenta. Cytując klasyka "śmiechom nie było końca". 

Po tym maratonie nieśmiesznych żartów czułam, że zmarnowałam fragment swojego życia. Po co więc obecnie ludzie oglądają kabarety? Mogę się jedynie domyślać, że szukają miłej i prostej w odbiorze rozrywki, która celnie punktuje absurdy współczesnego świata, obnaża ludzkie przywary, również te, które widzimy u siebie samych. Kabarety mają więc sens, co udowodniła chociażby niezapomniana Joanna Kołaczkowska -  mogą śmieszyć i dawać chwilę wytchnienia. Niestety, podczas  "27. Mazurskiej Nocy Kabaretowej" tego zabrakło. 

Więcej o: