Opinia

Specjalistki rozszyfrowały ukryte znaczenie stylizacji z "Diabeł ubiera się u Prady". To dlatego filmowe stroje się nie zestarzały

Tuż przed premierą drugiej części "Diabeł ubiera się u Prady" widzowie wracają z sentymentem do kultowej produkcji z 2006 roku. Od 20 lat stylizacje filmowych postaci są uznawane za ponadczasowe i na dobre wpisały się do modowego kanonu. Jak do tego doszło? Porozmawiałam na ten temat z ekspertkami.
'Diabeł ubiera się u Prady'
Fot. Disney+

Już 1 maja w kinach, po 20 latach, będziemy mogli obejrzeć kontynuację "Diabeł ubiera się u Prady". Poprzeczka została zawieszona dość wysoko, gdyż do dziś film ten jest uważany za ponadczasowy, jeśli chodzi o odniesienia do świata mody oraz styl, który mogliśmy w nim podziwiać. Produkcja z m.in. Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanleyem Tucci stała się prawdziwym manifestem i wciąż inspiruje nowe pokolenia. Wraz ze stylistką Ewą Rubasińską-Ianiro i modową mentorką Iwoną Sasin, oceniłyśmy, dlaczego film tak wyraźnie zapisał się na kartach historii, a przedstawiona w nim moda otrzymała status ikonicznej.

Zobacz wideo "Diabeł ubiera się u Prady 2" [ZWIASTUN]

"Diabeł ubiera się u Prady" ukształtował modowo pokolenia. Te bohaterki do dziś inspirują

- Film "Diabeł ubiera się u Prady" to coś znacznie więcej niż opowieść o pracy w magazynie modowym. Można powiedzieć, że to precyzyjnie skonstruowane studium władzy, aspiracji i transformacji, zapisane językiem ubioru. Wszystkie stylizacje, które widzimy w filmie, nie pokazują tylko mody, ale mechanizmy, które za nią stoją i które się nie starzeją - skomentowała Iwona Sasin. Podobnego zdania jest Ewa Rubasińska-Ianiro. - Pierwsza część "Diabeł ubiera się u Prady" była czymś znacznie więcej niż filmem o modzie. Była symbolicznym "uchyleniem drzwi" do hermetycznego świata, który wcześniej funkcjonował głównie jako estetyczna fasada. Widzowie znali efekt końcowy: pokazy, sesje zdjęciowe, okładki magazynów takich jak" Vogue", ale nie mieli dostępu do mechanizmów władzy, hierarchii i kodów kulturowych, które ten świat organizują. I właśnie dlatego kostium w tym filmie pełnił funkcję narracyjną, a nie tylko dekoracyjną - dodała ekspertka.

Choć film był fabularyzowany, pokazał widzom zamknięty dotąd świat "high fashion", prezentując w większości prawdziwe projekty najpopularniejszych domów mody. Wykorzystanie ich w stworzeniu realnych archetypów postaci głównych bohaterek, dodatkowo ukształtowało pewien obraz w głowach odbiorców. Miranda Priestly, inspirowana Anną Wintour, wykorzystująca tzw. power dressing, to postać uosabiająca kontrolę i hierarchię poprzez jakościowe i ponadczasowe kroje w wyważonych kolorach. - Jej ubrania działają jak precyzyjnie zaprojektowana całość. Wygląd buduje status, konstrukcja daje komfort i pewność, a wszystko razem służy utrzymaniu władzy i kontroli - podkreśliła Sasin.

Andy Sachs to modelowy przykład przemiany z niepewnej, młodej dziennikarki w świadomą kobietę, która wreszcie zaczęła grać zgodnie z zasadami świata, w którym się znalazła. - Jej metamorfoza to nie tylko zmiana garderoby, ale wejście w kod kulturowy: zrozumienie, że moda to nie powierzchowność, lecz potężne narzędzie komunikacji społecznej - dostrzegła Rubasińska-Ianiro.

Moda z "Diabeł ubiera się u Prady" się nie zestarzeje. "Każdy look jest nośnikiem znaczenia"

- Fenomen tych stylizacji wynika z ich podwójnej zgodności z rzeczywistością. Z jednej strony film doskonale oddaje klimat połowy lat 2000, czyli momentu, w którym moda była silnie zhierarchizowana, a redaktorki naczelne magazynów miały realną władzę kształtowania gustów. Z drugiej strony, i moim zdaniem to jest kluczowe, kostiumy nie są niewolnikami trendów tamtej epoki. Na potrzeby filmu i podkreślenia osobowości bohaterek Patricia Field te trendy przefiltrowała i uporządkowała - kontynuowała Iwona Sasin. Każda z kreacji była przemyślana, każdy z dodatków był nieprzypadkowy. Stylizacje wszystkich bohaterów miały na celu ukazanie "systemu", a nie modowego sezonu. To właśnie dlatego także dziś możemy je odwzorować, nie bacząc na trendy.

- To, co sprawia, że te stylizacje pozostają ikoniczne po 20 latach, to nie tylko jakość projektów (często od domów mody takich jak Prada czy Chanel), ale przede wszystkim ich funkcja semiotyczna. Każdy look jest nośnikiem znaczenia. To moda oparta nie na sezonowości, lecz na archetypach: władzy, aspiracji, transformacji i wykluczenia bądź wymarzonej przynależności do elit - podkreśliła także Rubasińska-Ianiro.

Czy styl w drugiej części filmu dorówna pierwszej? "Jeśli zatrzyma się na powierzchni trendów..."

Fani filmu już zastanawiają się, czy moda w jego kontynuacji dorówna pierwszej produkcji. Niestety, nie jest to pewne, gdyż przez ostatnie 20 lat świat mody mocno się zmienił. - Dzisiejsza moda jest mniej scentralizowana, bardziej rozproszona, demokratyczna i cyfrowa. Władza nie jest już skupiona wyłącznie w rękach redaktorek pokroju Mirandy, rozlewa się między platformy, twórców i odbiorców. Jeśli jednak zatrzyma się na powierzchni trendów, efekt będzie odwrotny: szybka aktualność zamiast trwałej ikoniczności - oceniła Iwona Sasin. W dzisiejszym świecie każdego dnia pojawiających się mikrotrendów i szybkiej konsumpcji wizualnej, ponowne osiągnięcie statusu "ikoniczności" będzie trudne. 

- Żeby stylizacje z nowego filmu osiągnęły status ponadczasowych, musiałyby wyjść poza trendy i znów opowiedzieć historię poprzez ubranie, a nie tylko pokazać aktualne kolekcje. Krótko mówiąc: jeśli kostium znów stanie się językiem władzy i tożsamości, które zrozumieją obecne pokolenia, to mamy szansę na kolejną ikonę. Jeśli pozostanie tylko modową ilustracją z danego sezonu mody, efekt będzie znacznie mniej trwały - skwitowała Ewa Rubasińska-Ianiro.

Więcej o: