Tylko u nas

Tańczący węgierski polityk stał się viralem. "Orban na pewno odczytał wiadomość"

12 kwietnia odbyły się wybory na Węgrzech. Partia Pétera Magyara zdobyła większość konstytucyjną. Podczas wieczoru wyborczego w Budapeszcie jeden z polityków związanych z partią TISZA zaskoczył, szalejąc na scenie. Sprawę skomentowała dla Plotka specjalistka ds. wizerunku.
Węgierski polityk tańczył na scenie po wygranych wyborach
Fot. REUTERS/Marton Monus, Instagram/@noemizalavari

Wybory parlamentarne na Węgrzech przyciągnęły uwagę nie tylko krajowych, ale i światowych mediów. Wielu śledziło wydarzenia z 12 kwietnia. Partia TISZA zdobyła większość konstytucyjną i tym samym po 16 latach zakończyły się rządy Viktora Orbana. Péter Magyar otrzymał telefon z gratulacjami od dotychczasowego premiera. Politycy związani ze zwycięską partią świętowali w Budapeszcie, a wśród nich nie zabrakło Zsolta Hegedusa - kandydata na ministra zdrowia. To właśnie on przyciągnął uwagę mediów, gdy tańczył na scenie. Co na ten temat sądzi mentorka marki i specjalistka od wizerunku, Dorota Anna Wróblewska? Mówi wprost o celowym działaniu. 

Zobacz wideo Opozycja na Węgrzech szykuje się do wyborów. Komentarz Thomasa Orchowskiego

Węgierski polityk tańczył na scenie. Ekspertka zwraca uwagę na świadome budowanie wizerunku 

Zsolt Hegedus zwrócił uwagę mediów, gdy zaprezentował wyjątkowy układ podczas wiecu w Budapeszcie. Kandydat na ministra zdrowia najpierw udawał, że gra na gitarze, potem energicznie skakał, a następnie zaprezentował nietypowy taniec. Nagranie obiegło sieć, wzbudzając spore zainteresowanie. - Taniec kandydata na ministra zdrowia na wiecu świętującym ogłoszenie wyników wyborów to radość polityka z wygranych wyborów i zarazem początek świadomego budowania wizerunku w nowej roli na scenie publicznej - podkreśla specjalistka od wizerunku. Wróblewska zauważa, że był to najpewniej zaplanowany ruch.

Świetnie by było wierzyć, że było to zachowanie spontaniczne, ale w czasach świadomego zarządzania publicznym wizerunkiem przez politycznych graczy jest to mało prawdopodobne. Politycy wykorzystują każdy moment by zwrócić na siebie uwagę i zapaść w pamięć wyborców. Kandydat na ministra zdrowia w nowym rządzie pokazaniem się i tańcem na scenie rozpoczął właśnie swoje pięć minut

- wyjaśniła nam ekspertka. Pochwaliła jednak wyczucie miejsca i czasu u polityka. - Wszystkie oczy zwrócone na Węgry, masy świętujące na ulicach wraz z politykami TISZY, czyli "teraz mnie zobaczcie i zapamiętajcie moje nazwisko". Chwyt promocyjny, który już wyróżnił nazwisko Hegedusa z masy kandydatów do tek w przyszłym rządzie - tłumaczy.

- Gdybym miała obstawiać, powiedziałabym, że to działanie świadome i przemyślane, choć pozornie wyglądające na impulsowe. Quasi spontaniczny taniec na wiecu mógł mieć przesłanie "ale ze mnie równy gość, jestem taki jak wy, popierajcie mnie". Tak się właśnie w politycznym marketingu zarządza odczuciami wyborców i buduje dla siebie poparcie - zaznaczyła Dorota Anna Wróblewska.

 

Zachowanie polityka to znak dla Orbana? Ekspertka nie ma wątpliwości

Specjalistka zwróciła również uwagę na to, że polityk swoim zachowaniem pokazał swój stosunek do poprzedniej władzy. - To był też doskonały moment na pokazanie swojego stosunku do Viktora Orbana, z którym ten działacz społeczny prawdopodobnie miał do czynienia nie raz, według zasady "obraz jest wart więcej niż tysiąc słów". Orban na pewno dobrze odczytał wiadomość - uznała. 

Viralowy filmik obejrzały miliony na całym świecie i jest szansa, że taniec Zsolta Hegedusa stanie się jednym z symboli ważnej zmiany władzy na Wegrzech. To właśnie takie gesty są wyławiane i utrwalane i pamięci zbiorowej gdy tworzy się historia

- mówi nam Dorota Anna Wróblewska. Wspomniała o gestach, które na zawsze zapisały się na kartach światowej polityki. - Podobnie jak na przykład gest V i skakanie przez płot Lecha Wałęsy, charakterystyczne tańce Justina Trudeau czy słynne upuszczenie mikrofonu przez Baracka Obamę jako podkreślenie końca epoki jego prezydentury. Takie symboliczne gesty i zachowania zostają w popkulturze i żyją przez dziesięciolecia, zyskują własne życie. Wygląda na to, że Zsolt Hegedus, awansujący z działacza w polityka, chciał do zbiorowej pamięci wyborców dołożyć swoją cegiełkę, własne "story". Zobaczymy, jak długie w jego przypadku będzie miało życie - podsumowała ekspertka. 

Więcej o: