Żona Nowickiego w pierwszym wywiadzie po śmierci aktora. Ujawnia, co było przyczyną śmierci

Anna Kondratowicz, żona Jana Nowickiego, w nowym wywiadzie opowiedziała o ostatnich latach męża, który odszedł 7 grudnia 2022 roku. Ujawniła także, na co chorował i jaka dokładnie była przyczyna śmierci aktora.
Jan Nowicki, Anna Kondratowicz
KAPiF.pl

Jan Nowicki, legendarny polski aktor filmowy i teatralny, w swoim dorobku ma naprawdę wiele ról, które przeszły do historii. Studiował na Wydziale Aktorskim PWSTiF w Łodzi. Został jednak skreślony z listy studentów i przez rok pracował w kopalni. Wrócił na studia aktorskie do Krakowa, ukończył je w 1964 roku. Na kilkadziesiąt lat związał się z krakowskim Starym Teatrem.

Zobacz wideo Tak wyglądał pogrzeb królowej Elżbiety II

Miał na koncie ponad 200 ról filmowych i telewizyjnych, pojawiał się w serialach - "Magda M." czy "Apetyt na miłość". Największą sławę przyniosła mu z pewnością rola w filmie "Wielki Szu". W 2020 roku przekazał, że kończy karierę.

Ja już się skończyłem. Z pytaniami odnośnie do grania proszę dzwonić do innych. Mnie to już nie interesuje, przyznał w rozmowie z "Super Expressem".

Zmarł dwa lata później, w wieku 83 lat. Odszedł w swoim domu, w Krzewencie koło Kowala na Kujawach.

Anna Kondratowicz wspomina męża

Żona artysty, Anna Kondratowicz, udzieliła "Faktowi" pierwszego wywiadu po śmierci męża. Przyznaje, że jest jej bardzo trudno, chociaż dostaje mnóstwo wsparcia.

Zapytana o stan zdrowia Jana Nowickiego przed śmiercią, szczerze odpowiedziała, że chorował od wielu lat.

To nie stało się nagle, bo od wielu lat chorował. Nie był zdrowym człowiekiem. Miał mnóstwo dolegliwości.

Aktor, wbrew medialnym doniesieniom, nie przeszedł żadnej operacji kardiologicznej. Jego żona poinformowała natomiast, że cierpiał na miażdżycę. Miał zaplanowany zabieg na udrożnienie żył i tętnic w prawej nodze. Zmarł na zator sercowo-płucny.

Nie miał żadnej operacji kardiologicznej. Serce miał w niezłej formie. Natomiast miał miażdżycę, a ten planowany na połowę grudnia zabieg, miał udrożnić żyły i tętnice w prawej nodze. Lewą miał "naprawianą" w lipcu ubiegłego roku. Zmarł na zator sercowo-płucny. Był to ogromny wstrząs. Palił 70 lat. Do końca. Kochał palić, kochał dobry alkohol, kochał smacznie zjeść. Był entuzjastą. Żył i – okazało się – umarł na swoich warunkach, opowiada Anna Kondratowicz.
Więcej o: