Hołownia zdementował doniesienia o depresji. Nie krył oburzenia

Spekulacje o rzekomej depresji Szymona Hołowni wywołały spore emocje. Niedługo potem były marszałek Sejmu zabrał głos. Podkreślił, że doniesienia są nieprawdziwe.
Szymon Hołownia
Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Po publikacji "Rzeczpospolitej", w której sugerowano, że Szymon Hołownia zmaga się z depresją, sam zainteresowany postanowił zabrać głos. Były marszałek Sejmu stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom, podkreślając, że choć boryka się z pewnymi wyzwaniami zdrowotnymi, nie mają one związku z depresją. Dodał, że o swoim stanie zdrowia będzie informował opinię publiczną wyłącznie wtedy, gdy sam uzna to za stosowne.

Zobacz wideo Chaos na posiedzeniu Sejmu. Awaria systemu i żarty Hołowni

Szymon Hołownia dementuje doniesienia o depresji. "Zmagam się z innymi wyzwaniami"

Artykuł na temat rzekomej depresji polityka ukazał się w Światowy Dzień Walki z Depresją. Do tej pory Hołownia nie informował publicznie o takich sprawach, dlatego publikacja wywołała jego szybką reakcję. W obszernym wpisie zamieszczonym na platformie X wyraził sprzeciw wobec powstania materiału bez konsultacji z nim. "Nie choruję na depresję, zmagam się z innymi wyzwaniami" - podkreślił Szymon Hołownia.

Polityk zwrócił też uwagę na prawo do prywatności w kwestiach zdrowotnych. "Wyłącznym dysponentem informacji o swoim stanie zdrowia zawsze i bezwarunkowo powinien być sam chory. Gwarantuje mu to prawo, a także zwykła przyzwoitość" - napisał. Hołownia odniósł się także do argumentu, że osoby publiczne powinny ujawniać takie informacje. "Osoby chore mają z kolei prawo, by żyć. By próbować stawać na nogi. Pokonywać każdego dnia narzucane przez chorobę ograniczenia. Płacą za to wielką cenę. Nie potrzebują hałasu, tego by ktoś robił z nich exemplum wbrew ich woli, żeby karmił ich losem publiczność, by tak samemu zarobić na życie" - zaznaczył.

Szymon Hołownia poinformował o swoim stanie zdrowia. "Odzyskuję siły"

Były marszałek Sejmu poinformował również, że jego stan się poprawia, a na koniec zwrócił się bezpośrednio do autora artykułu. "Jestem na dobrej drodze, leki działają, odzyskuję siły. Chcę wierzyć, że zamiast zdzierać ze mnie bandaże i pokazywać je tłumom, będziesz odtąd raczej tymi samymi rękami trzymał za mnie kciuki" - zaapelował. Sprawa zakończyła się przeprosinami ze strony redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej".

Więcej o: