Joanna Szczepkowska po raz kolejny znalazła się w centrum burzliwych wydarzeń, tym razem tuż przed swoim występem w Lęborku. Aktorka, znana z otwartego wyrażania poglądów społeczno-politycznych, zmierzyła się z grupą protestujących, którzy pojawili się na miejscu spektaklu. Organizatorami demonstracji byli członkowie klubów "Gazety Polskiej", a uczestnicy przyjechali m.in. ze Słupska.
Do zdarzenia doszło 29 września, tuż przed planowanym spektaklem artystki. Podczas gdy Szczepkowska przygotowywała się do spektaklu, na zewnątrz rozległy się okrzyki protestujących. Ich hasła odnosiły się nie tylko do osoby samej aktorki, lecz także do postaci historycznych, takich jak Lech Wałęsa. Protestujący domagali się przeprosin, a wśród haseł nie brakowało mocno nacechowanych politycznie akcentów.
Joanna Szczepkowska postanowiła wyjść do protestujących i porozmawiać z nimi. "Wyszłam do tych protestujących przeciwko mnie. To jednak była bardzo niewielka grupa, naprawdę szkoda tych trzech wozów policyjnych i straży miejskiej" - napisała. Aktorka nie zignorowała sytuacji i podjęła próbę dialogu. "Powiedziałam najpierw, że przyjechałam tu do pracy i dla widzów, potem, że mam respekt dla demonstrowania i dobrze, że mogą to robić, bo ja za rządów PiS też chciałam demonstrować, ale władze stawiały barierki i całe kordony policji, więc się nie dało. Potem spokojnie powiedziałam, że nie szanuję Karola Nawrockiego, a oni nie szanują Lecha Wałęsy. Wtedy zaczęły się krzyki" - relacjonowała na Facebooku.
Po krótkiej i burzliwej wymianie zdań z protestującymi Szczepkowska wróciła do budynku teatru, gdzie czekała na nią publiczność. Jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu zwróciła się do widzów. "Po raz pierwszy zwróciłam się do widzów i przeprosiłam za niedogodności związane z okrzykami" - poinformowała. Warto przypomnieć, że Szczepkowska od lat nie ukrywa swojego negatywnego stosunku do polityków populistycznych oraz konserwatywnej prawicy. Przypomnijmy, że to właśnie ona 28 października 1989 roku, podczas głównego wydania "Dziennika Telewizyjnego", wypowiedziała słynne zdanie: "Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm".
Dom Andrzeja Piasecznego ma nietypowy kolor. Wokalista zamieszkał na świętokrzyskiej wsi
Rozwód był dla niej ciosem. Dziś Bosacka zdradza nam, jak odważyła się zacząć od nowa
Gospodarstwo Andrzeja z Plutycz robi wrażenie. Wiadomo, ile hektarów posiada
Szokujące wyznanie Leszka Lichoty. "Zmieniłem pas i się ocknąłem na innym"
Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki. Na ceremonii pojawił się tłum żałobników
Córki Andrzeja są "przerażone". Szukają pomocy u króla
Michał Kempa żegna się z widzami "Szkła kontaktowego". "Chciałem to zrobić na antenie"
Ksiądz ujawnia kulisy udziału w "The Traitors". "Musiałem prosić o pozwolenie"
Robert Carradine nie żyje. Aktor zmarł w wieku 71 lat