Justyna Steczkowska miała wypadek. "Lexus zepchnął auto do rowu". Menedżer: To drugi kierowca jest winien [ZDJĘCIA]

Auto Justyny Steczkowskiej prowadzone przez jej menedżera brało udział w wypadku drogowym. Piosenkarka siedziała na fotelu pasażera.

Około 18:30 na drodze wojewódzkiej nr 719  w okolicach miejscowości Bednary (między Żyrardowem a Puszczą Mariańską) doszło do wypadku drogowego, w którym uczestniczyło lexus, należący do Justyny Steczkowskiej, a kierowany przez jej menedżera oraz fiat seicento. O sprawie jako pierwszy poinformował portal Eglos.pl.. 

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że fiat seicento wyprzedzał kolumnę pojazdów. Gdy auto wyprzedzało ostatni pojazd, a był nim lexus, ten nagle zaczął skręcać w lewo i zepchnął fiata do rowu – mówi w rozmowie z Eglos.pl asp. Agnieszka Ciereszko, rzecznik prasowy KPP w Żyrardowie. - Kierujący lexusem nie posiadał przy sobie dokumentów potwierdzających uprawnienia do poruszania się po drogach. Sprawdzamy, czy mężczyzna jadący Lexusem takowe uprawnienia w chwili zdarzenia posiadał.

Fiatem wracało do domu troje pracowników holdingu motoryzacyjnego, 26-letni pan Tomasz z dwiema kobietami.

Początkowo myślałem, że w Lexusie na siedzeniu pasażera siedzi dziecko. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że to Justyna Steczkowska. Wydawało mi się to dziwne, że taka osoba nie była zainteresowana, tym co się wokół niej dzieje. Nie interesowała się niczym – relacjonuje portalowi pan Tomasz.

Informację o wypadku potwierdził w rozmowie z Plotek.pl menedżer Justyny Steczkowskiej, Łukasz Wojtanowski.

Tak, takie zdarzenie faktycznie miało miejsce. Jeśli chodzi o moje uprawnienia, to je oczywiście posiadam, ale wtedy zapomniałem zabrać dokumenty ze sobą. Każdemu może się zdarzyć.

Zdaniem menedżera winny zdarzenia jest drugi kierujący.

Policja bada sprawę, ale to tylko formalność. Dla mnie oczywiste jest, że wina leży po stronie kierowcy fiata. Rozpędzony wyprzedzał trzy samochody, całą kolumnę samochodów, ja - moim zdaniem - wykonałem wszystkie manewry prawidłowo. Skręcałem w lewo, hamowałem, widać było światła stopu, widać było kierunkowskaz. Ale skoro kierowca, który wyprzedzał inne samochody, jechał z taką prędkością, to nie dziwi mnie, że do takiej kolizji doszło. Co prawda, rozstrzygnięcie sprawy leży w gestii sądu, jednak uważam, że to tylko kwestia formalne - mówi nam dalej Wojtanowski. 

ZI