Dariusz K. na rozprawie sądowej: "Będę BŁAGAŁ o wybaczenie". Po dwóch latach zapadnie wyrok

Dariusz K. w najbliższych dniach pozna wyrok w sprawie spowodowania śmiertelnego wypadku w lipcu 2014 r. Były mąż Edyty Górniak okazał skruchę i prosił męża zmarłej 63-latki o wybaczenie.

Dobiega końca sprawa Dariusza K. , byłego męża Edyty Górniak, który śmiertelnie potrącił 63-letnią kobietę. Do wypadku doszło 13.07.2014 r. na al. KEN w Warszawie. Muzyk jechał z niedozwoloną prędkością, był pod wpływem kokainy. Kobieta przechodziła przez pasy, na zielonym świetle.

Po tragicznym zdarzeniu Dariusz K. trafił do aresztu. Postawiono mu zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem narkotyków. Oskarżony przyznał wprawdzie, że zażywał kokainę, jednak nie w dniu wypadku, lecz dzień wcześniej, na imprezie. K. kilkukrotnie składał też wniosek o wyjście z aresztu i odpowiadanie z wolnej stopy.

Po prawie dwóch latach od wypadku kończy się proces. Jak donosi Warszawa.wyborcza.pl na ostatniej rozprawie błagał męża zmarłej kobiety o wybaczenie.

To jest dla mnie najważniejsze: zwrócić się do męża pani J. i prosić o przyjęcie najgłębszych przeprosin. Jestem autorem pańskiej tragedii. Będę błagał pana o wybaczenie do końca moich dni. Jest mi bardzo przykro. To jest rzecz, która nie pozwala mi zasnąć każdego dnia. Nigdy sobie nie wybaczę, że nasze losy spotkały się w ten sposób. Jestem wyłącznie odpowiedzialny za to, co się stało, nigdy nie uważałem inaczej - mówił łamiącym się głosem Dariusz K. - Wysoki sądzie, mam prawo jazdy od 23 lat. Przejechałem setki tysięcy kilometrów na każdym kontynencie. Bezpieczeństwo zawsze było dla mnie najważniejsze. Nigdy nie wsiadłbym za kierownicę nietrzeźwy. Tego dnia wsiadłem za kierownicę, bo byłem pewny, że mój stan jest dobry - powiedział Dariusz K.

Byłemu mężowi Edyty Górniak grozi nawet 12 lat więzienia. Okolicznością łagodzącą jest wcześniejsza niekaralność Dariusza K. Prokuratura wnioskowała o 8 lat pozbawienia wolności oraz dziesięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów, co adwokat producenta muzycznego uznał za zbyt wysoką karę.

Obrońca K. wnioskował o wycofanie zarzutu jazdy pod wpływem środków odurzających. Adwokat podkreślił, że jego klient nie miał podstawowych objawów, które wskazywałyby na spożycie narkotyków tuż przed wypadkiem (tj. drżenie rąk, rozszerzone źrenice). Nie stwierdził ich również lekarz badający Dariusza K. w szpitalu.

Oskarżony przyznał się, że zażywał kokainę, ale dzień wcześniej. W dniu wypadku miał być "czysty". Wyeliminowanie tego zarzutu może wpłynąć na wyrok sądu - za spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem środków odurzających grozi do 12 lat więzienia, a za "normalny" - do 8. Dariusz K. prosił o łagodny wyrok.

Przez rok siedziałem w areszcie o zaostrzonym rygorze, wśród najgroźniejszych przestępców. To była wieczność. Łącznie siedzę już prawie dwa lata. Dwa lata to połowa życia mojej córki. Proszę o łagodny wymiar kary. Proszę pozwolić mi wrócić do domu - podsumował.

KS

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.