Córka Anny Samusionek trafiła do domu dziecka! Aktorka zabrała głos w sprawie rodzinnego dramatu

W rodzinie Anny Samusionek są poważne problemy.

W ostatni weekend wakacji córka Anny Samusionek i Krzysztofa Zubera trafiła do domu dziecka, poinformował Se.pl. Dramatyczne sceny odebrania dziewczynki ojcu rozegrały się ponoć w sobotę w Warszawie. Decyzję o tym, aby Andżelika tymczasowo trafiła do placówki podjął sąd, jak twierdzi Zuber, na wniosek samej Samusionek.

Samusionek podjechała pod nasz dom w sobotę i wezwała policję, by zabrali córkę do domu dziecka. Córka po prostu zamarła. Następnie policja wdarła się siłą do domu, bez żadnych upoważnień, bez dokumentów, bez nakazów i okazało się, że Andżelika nawet nie jest nigdzie zewidencjonowana jako poszukiwana - opowiad Se.pl Krzysztof Zuber. - Powalili mnie na podłogę, skuli kajdankami i przez 30 minut pastwili się nade mną na oczach dziecka. Córka w tym czasie trzymała się kurczowo półki w garderobie, a policjantka siłą próbowała ją oderwać, kiedy ta krzyczała wniebogłosy . - Po czym dodaje: Anna Samusionek napisała zażalenie na mój wniosek o oddalenie postanowienia o umieszczeniu córki w domu dziecka. W piśmie wskazała, że jej zdaniem umieszczenie córki w domu dziecka jest jedynym sposobem, aby zjednać sobie miłość córki, odseparowując ją od ojca.

Anna Samusionek i jej córka AndżelikaAnna Samusionek i jej córka Andżelika Kapif Kapif

Według tabloidu Andżelika do domu ojca na Pradze Andżelika przeniosła się w maju. Wcześniej mieszkała z matką na Białołęce. Świadkiem sobotniego zajścia był Marek Borkowski ze Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka, który relacjonował zajście portalowi.

Byłem świadkiem, jak zabierano Andżelikę. Dziewczynka strasznie płakała. Gdy przybyłem na miejsce, Krzysztof był już w radiowozie, a Andżelika stała przed blokiem i płakała, wpadła w histerię. W akcji uczestniczyło dwóch policjantów. Nie było żadnego psychologa, policjanci nie pokazali żadnego dokumentu, nakazu odebrania córki. Na chwilę na miejscu zdarzenia pojawiła się pani Anna Samusionek, ale potem zniknęła.

Anna Samusionek toczy z byłym mężem bój o córkę już od 8 lat. Powodem rozpadu związku była rzekomo przemoc domowa. Aktorka podobno była bita przez Zubera.

Ciężkie doświadczenia należy przekuć w pozytywne działanie. Nadać im sens. Założyłam fundację "Razem lepiej". Chcę powiedzieć kobietom, że to nie wina ich "złego zachowania". Dla agresywnego człowieka każdy pretekst jest dobry - wyznała Anna Samusionek w rozmowie z "Rewią".

Anna Samusionek i Krzysztof Zuber w 2004 rokuAnna Samusionek i Krzysztof Zuber w 2004 roku Kapif Kapif

W rodzinny dramat agresywnie, zresztą na zaproszenie bliskich, wkroczyły media. Reporterzy Fakt.pl poszli nawet z kamerą pod dom dziecka, w którym znajduje się Andżelika i nagrywali rozmowę ojca z córką. Opublikowali też rzekomy zapis rozmowy telefonicznej o tym, jak dziewczynce mieszka się z matką. Udostępnił go portalowi.

Mama krzyczała na mnie jak za tobą płakałam i jak za tobą tęskniłam. I mówiła, że pójdę do psychiatryka - miała według Fakt.pl mówić Andżelika do ojca. - Ja się boję i tak tęsknie za tobą strasznie. Nie mogę tak już dłużej żyć.

Dzwoniliśmy do aktorki, ale nie odbierała telefonu. Po dwóch dniach milczenia Anna Samusionek wystosowała oficjalne oświadczenie.

Szanowni Państwo pragnę poinformować, że bez względu na ilość oszczerstw na mój temat, które ukazały się i w najbliższym czasie jeszcze się ukażą, nie zamierzam brać udziału w czymś, co w oczywisty sposób niszczy moje jedyne i ukochane dziecko. Jeżeli ktoś ma choć odrobinę rozumu zastanowi się, jakie intencje przyświecają komuś, kto przy udziale powszechnie pozbawionego szacunku PR-owca, gotuje własnej córce medialne piekło i robi wszystko, by szkalować jego matkę? Choćby Angelika wyjechała na koniec Polski, nawet za kilka lat koledzy będą jej to wytykali, przyklejając do tornistra wydruki z internety dzięki wcześniejszym bolesnym doświadczeniom (wbrew oczekiwaniom inicjatora ) z tego się podniosę, ona może mieć z tym problem.
Oświadczam, że obecna sytuacja jest efektem działań ojca dziecka, który łamał prawo oraz posunięć jego pełnomocnika, a nie moich wniosków do sądu, gdzie toczy się postępowanie z urzędu. Ilość akt przerasta nawet prawników, więc z całą pewnością nie zamierzam zapoznawać z nimi Państwa, a Wy nie powinniście (szczególnie dziennikarze) wydawać osądów nie znając szczegółów problemu.
To moje jedyne i ostatnie publiczne oświadczenie w tej sprawie. Wszelkimi naruszeniami moich i córki dóbr osobistych zajmuje się już prawnik.
Z poważaniem
Anna Samusionek

Oczywiste jest, że w sporach między rodzicami najbardziej cierpią dzieci. Dlatego wyrażamy dogłębną nadzieję, że następna wzmianka o tej sprawie, będzie dotyczyła jej polubownego zakończenia.

karo

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.