"Córka dyktatora" i aktor w szponach cenzury. Jaruzelską i Lindę połączył zakazany romans

On - filmowy amant z ciągnącą się za nim opinią bawidamka. Ona - wychowana pod kloszem piękność, "córka dyktatora", jak sama się przedstawiała. Bogusława Lindę i Monikę Jaruzelską w latach 80. miał połączyć zakazany, pilnie strzeżony romans, który choć w ówczesnych czasach był gorącym tematem plotek, do dziś nie doczekał się oficjalnego potwierdzenia.

Romanse w świecie show-biznesu zawsze wzbudzały ogromne zainteresowanie - tym większe, im większą sławą cieszyły się zaangażowane w nie osoby. Nie inaczej było w Polsce lat 80., kiedy nawet wielka polityka nie zdołała uciszyć plotek na temat pięknych i znanych. Najgorętszym romansem tamtych lat była relacja jednocześnie najpilniej strzeżona i ukrywana, o której plotki rozgrzewały stołeczne salony do czerwoności. I nic dziwnego, bo jedną z jej stron miała być córka najważniejszej osoby w państwie - Monika Jaruzelska. Drugą z kolei jeden z najbardziej obiecujących aktorów pokolenia, porównywany do Zbigniewa Cybulskiego przystojny amant, którego kariera przez peerelowską cenzurę utknęła w martwym punkcie - Bogusław Linda. Choć domniemany związek tych dwojga do dziś nie doczekał się oficjalnego potwierdzenia, nadal elektryzuje i wzbudza emocje.

Zobacz wideo Barciś został wyrzucony z pracy

Obiecujący aktor w szponach cenzury i córka dyktatora

Polskie kino w latach 80. przechodziło ciężki czas. Stan wojenny i peerelowska cenzura zaciekle blokowały powstawanie niewygodnych dla niej i aparatu władzy filmów, a gotowe produkcje często na długi czas odsyłano na urzędowe półki, gdzie obrastały w kurz. Nie inaczej było z karierami aktorów, które - pomimo talentu i możliwości - trafiały na ścianę cenzury i stawały w martwym punkcie. Tak właśnie było w przypadku Bogusława Lindy. Młody aktor cieszył się opinią niezwykle obiecującego, po rolach w produkcjach, takich jak "Przypadek" Krzysztofa Kieślowskiego czy "Kobieta Samotna" Agnieszki Holland, nazywano go nawet następcą Zbigniewa Cybulskiego. Wszystko to sprawiło, że o Lindę zaczął się upominać również zagraniczny świat filmu - spływały do niego niezwykle atrakcyjne propozycje zza zachodniej granicy. Niestety, tylko pogłębiały one frustrację aktora. Z jednej strony wstrzymywane przez cenzurę filmy, z drugiej - brak możliwości i środków na wyjazd za granicę. "Miałem zagrać z Meryl Streep w Niemczech. Nie miałem jednak paszportu, dolarów na bilet, nie miałem nic! Czułem, że tracę swoje najlepsze lata" - wspominał tamte ciężkie czasy Bogusław Linda. Niepowodzenia w życiu zawodowym aktor rekompensował sobie, romansując z pięknymi kobietami. Na koncie miał ponoć wiele relacji, w tym tą ze starszą o 12 lat Polą Raksą.

Człowiekiem, który bezpośrednio stał za niszczącą karierę Bogusława Lindy cenzurą, był generał Wojciech Jaruzelski. Wydawać by się mogło, że córkę generała, Monikę i przystojnego aktora dzieli wszystko. A jednak wiele wskazuje na to, że połączył ich gorący romans. Drogi tych dwojga los skrzyżował na prywatce u wspólnych znajomych w jednym z warszawskich akademików. Ponoć kiedy podeszła do niego piękna kobieta, Bogusław Linda nie miał pojęcia, że stoi przed nim nie kto inny, jak córka generała Jaruzelskiego. Szczególnie że Monika jak z rękawa sypała dowcipami o "Jaruzelu". Obdarzona czarnym poczuciem humoru, które urzekło przystojnego aktora, młoda studentka polonistyki pragnęła wówczas pozostać anonimowa. I trudno jej się dziwić, bo po wprowadzeniu stanu wojennego nie było jej łatwo. Chowała się więc za dystansem i poczuciem humoru, przedstawiając się ponoć niektórym: "Jestem Monika Jaruzelska, córka dyktatora".

Zakazany owoc i najpilniej strzeżony romans

O tym, z kim przegadał niemal całą noc, Bogusław Linda dowiedział się już po fakcie od przyjaciół. Ale tożsamość pięknej nieznajomej wcale nie osłabiła jego fascynacji. Wręcz przeciwnie - jak ujawnili po latach znajomi aktora na łamach tygodnika "Na żywo": "Bogusia cieszyła świadomość, że codziennie na prezydenckim biurku lądują raporty o jego spotkaniach z Moniką. Lubił też podczas imprezowania wynosić 'coś na rozgrzewkę' czekającym pod lokalem ochroniarzom prezydentówny". Jeśli wierzyć plotkom, Monika Jaruzelska również szybko poczuła do Bogusława Lindy coś więcej. I tak ich związek stał się najpilniej strzeżonym romansem schyłku PRL-u. Ponoć przez długi czas miał nie wiedzieć o nim nawet sam generał Wojciech Jaruzelski, choć w tym przypadku krążą dwie, zupełnie sprzeczne ze sobą wersje. Druga z nich mówi o tym, że najważniejszy człowiek w Polsce nawet poznał Bogusława Lindę podczas oficjalnej wizyty aktora w Belwederze, ale nie zaakceptował go jako partnera swojej córki przez ciągnącą się za aktorem opinię niestałego w uczuciach playboya.

Domniemany romans, choć skrzętnie ukrywany, szybko stał się na warszawskich salonach jednym z najgorętszych tematów plotek. Zdaniem wielu przyjaciół pary, Bogusław Linda traktował Monikę Jaruzelską jako zakazany owoc, co tylko podsycało temperaturę jego uczucia. Podczas trwającego rok romansu, para miała szukać prywatności w wiejskiej posiadłości Jaruzelskich na Mazurach. To właśnie tam miało też dojść do zdarzenia, które bezpośrednio przyczyniło się do zakończenia związku. Ponoć pewnego dnia do daczy w Nataci Wielkiej Bogusław Linda zaprosił swojego przyjaciela - Władysława Pasikowskiego, który niebawem miał zasłynąć jako reżyser kultowych "Psów". Ponoć panowie po suto zakrapianej kolacji urządzili sobie strzelaninę na pistolety gazowe. Incydent miał być kroplą, która przelała czarę goryczy Moniki Jaruzelskiej, której cierpliwość nadwątliły już plotki o niewierności aktora. Para miała rozstać się po powrocie do Warszawy i stracić kontakt ze sobą na wiele lat.

Tajemnicza miłość czy miejska legenda?

Tajemniczy związek Moniki Jaruzelskiej i Bogusława Lindy nigdy nie doczekał się oficjalnego potwierdzenia żadnej ze stron. Są więc tacy, którzy uważają, że był tylko miejską legendą. Ale na łamach autobiograficznej książki "Towarzyszka Panienka", w której Monika Jaruzelska mierzy się z historią rodzinną i swoją przeszłością, możemy znaleźć kilka wskazówek. "Co do mojej znajomości z Bogusiem, powiem tylko tyle, że ze wszystkich znanych mi mężczyzn jest najlepszym kompanem do wielogodzinnych leśnych wypraw, nawet w jesienne słoty. I równie wspaniałym kompanem do wieczornych rozmów. Bardzo Bogusia lubię i cenię jako człowieka i aktora" - pisała Monika Jaruzelska. Z kolei w programie na antenie Polsat Cafe wyznała: "Boguś lubi wieś, nie lubi blichtru, Boguś ma podobne poczucie humoru jak ja. Na pewno nie byliśmy klasyczną parą". Tymczasem Bogusław Linda, którego kariera filmowa nabrała szalonego tempa w latach 90. za sprawą m.in. takich produkcji jak "Kroll" czy wspomniane wcześniej "Psy" Władysława Pasikowskiego, nigdy na temat związku z Moniką Jaruzelską nie chciał się wypowiadać.

Dziś Monika Jaruzelska ma dorosłego syna, Gustawa. Jego ojcem jest lekarz, Dariusz Fedyniak, ale para nigdy nie zdecydowała się na sformalizowanie swojego związku. "Nigdy nie planowałam wyjścia za mąż, a potem już nie przywiązywałam do tego wagi, bo to nie miało znaczenia. Synowi nie brakuje ojca. Z Fedkiem [Dariuszem Fedyniakiem – przyp. red.] jestem już z przerwami 20 lat. Widzimy się codziennie. Nie mieszkamy razem, nie dogadalibyśmy się. Problem w tym, że ja też jestem trochę samcem alfa, nasz syn również. Dlatego dobrym wyjściem jest bycie razem, ale niekoniecznie pod tym samym dachem. Bez walki o terytorialną dominację" - opowiadała przeszło dekadę temu na łamach "Gazety Wyborczej" Monika Jaruzelska.

Z kolei Bogusław Linda, po latach bujnego życia uczuciowego ustatkował się u boku poznanej w 1991 roku na planie filmu "Kroll" fotografki, Lidii Popiel, która wcielała się w nim w jedną z drugoplanowych ról. Para jest małżeństwem od ponad dekady i rodzicami trójki dorosłych dzieci - córki Aleksandry i synów: Michała i Mikołaja. Co ciekawe, bliźniacy postawili na karierę w policji, przez co muszą chronić swój wizerunek. Bogusław Linda i Lidia Popiel konsekwentnie stronią od blasku fleszy i unikają wypowiedzi na temat swojej relacji. Może właśnie to jest sekretem jej sukcesu? "Marzyłem zawsze o wielkiej miłości. I jak spotkałem Lidkę, kobietę mojego życia, to odtąd ona już była najważniejsza" - wyznał Magdzie Umer w wywiadzie-rzece, który ukazał się w 2015 roku jako książka pod tytułem "Zły chłopiec". Ale ten związek to już zupełnie inna historia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.