Daria Trafankowska już miała być szczęśliwa, ale wszystko zaczęło się sypać. Przyjmowała chemię, a później szła na plan

Aktorzy często wydają się oderwani od problemów zwykłych śmiertelników. Ona była inna. Zawsze ciepła, gotowa wyciągnąć pomocną dłoń nawet do obcych. A przy tym obdarzona wielkim talentem. Nic więc dziwnego, że kiedy Daria Trafankowska zachorowała, niemal cała Polska jej kibicowała.

Przyjaciele nazywali ją Duśką, a czasem "Matką boską Trafankowską". Na przydomek aktorka zasłużyła sobie ogromnym ciepłem i dobrocią. Nie potrafiła odmówić nikomu - ratowała bezdomne zwierzęta, a tym, co miała, dzieliła się nawet wówczas, kiedy nie miała prawie nic. Bo choć Daria Trafankowska była obdarzona wielkim talentem, los nie skąpił jej przeciwności. Od problemów finansowych, poprzez ciężką chorobę matki, po rozstanie z mężem, o którym nawet po rozwodzie nie potrafiła powiedzieć złego słowa, ale też zaprzyjaźniła się z jego drugą żoną. Daria Trafankowska pogodę ducha i dobroć zachowała nawet w obliczu śmiertelnej choroby, która zaatakowała jak na ironię właśnie wówczas, kiedy w życiu aktorki wszystko zaczęło się układać. Walczyła bohatersko, niemal do ostatniej chwili pojawiając się na planie serialu, za rolę w którym pokochały ją miliony Polaków - "Na dobre i na złe". Krótko przed śmiercią planowała jeszcze ślub z ukochanym mężczyzną. "Umieram, ale kocham i jestem kochana" - powiedziała w swym ostatnim wywiadzie.

Zobacz wideo Aktorki i aktorzy z polskimi korzeniami

Do trzech razy sztuka

Urodzona 5 stycznia 1954 roku Daria Trafankowska wychowała się w artystycznej rodzinie. Jej ojciec był malarzem, a matka tancerką i aktorką w teatrze dla dzieci. To właśnie u jej boku trzyletnia Daria zaliczyła swój debiut. "Grałam pazia w sztuce, w której mama była królową" - wspominała po latach w jednym z wywiadów. Rodzice szybko zauważyli, że córka ma talent. Szczególnie ojciec namawiał dorastającą Darię, aby to właśnie z aktorstwem związała swoją przyszłość. Młoda dziewczyna posłuchała jego rad, ale musiała wykazać się wielką determinacją i cierpliwością, bo na wymarzone studia na wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi dostała się po kilku próbach.

Do szkoły zdawała trzy razy. Kochała tę pracę i miała z niej ogromną frajdę. Jak to bywa w tym zawodzie, raz się układało, a raz nie. Kiedy było źle - cierpiała. Gdy wszystko szło pomyślnie - była pełna entuzjazmu. Robiła wszystko według najlepszej wiedzy i talentu, którego los jej nie poskąpił - wspominała przyjaciółkę Renata Berger.

Kiedy Daria Trafankowska zaczęła studia, nie musiała długo czekać na rozwój kariery. Grała w etiudach starszych kolegów, pojawiła się także w jednym z odcinków serialu "Polskie drogi". A na dużym ekranie zadebiutowała z przytupem, w filmie "Zdjęcia próbne" u samej Agnieszki Holland.

"Dla mnie Daria była ciekawa. Miała w sobie pewną dojrzałość. Umiała podstylizować postać" -  wspominała młodą aktorkę reżyserka. Potem przyszły również świetnie przyjęte role w filmach, takich jak "Coś za coś", "Cudowne dziecko", "Ucieczka z kina Wolność", "Koniec gry", "Pożegnanie z Marią" i "Tato".

"Wysłucham każdego"

Daria Trafankowska nie narzekała też na brak powodzenia u mężczyzn. Jeszcze na studiach spotykała się z Jackiem Zejdlerem, znanym wcześniej jako główny bohater serialu dla młodzieży, "Stawiam na Tolka Banana". Po pewnym czasie jednak para się rozstała, a Daria związała się z o dwa lata młodszym studentem reżyserii. Waldemar Dziki zakochał się w aktorce, kiedy zobaczył ją, przeglądając klatki filmu, w którym wystąpiła. Wówczas postanowił ponoć, że to właśnie ta kobieta zostanie jego żoną. Tak też się stało, a w 1980 roku para powitała na świecie syna, Wita. Rodzinne szczęście nie trwało jednak długo. Małżeństwo rozwiodło się po 15 latach, ale już wcześniej w związku nie było idealnie.

Byłem przyzwyczajony do tego, że tata przyjeżdżał i odjeżdżał. Że stale pracował gdzieś poza domem, więc kiedy nagle zniknął na dłużej, nie poczułem się jakoś specjalnie zraniony - wyznał Wit Dziki w książce "Być dzieckiem legendy" Małgorzaty Puczyłkowskiej.

Bliscy przyjaciele wiedzieli też, że Daria Trafankowska nie raz wybaczała mężowi zdrady. A jednak, już po ostatecznym rozstaniu mówiła: "Nasze małżeństwo było fajnym związkiem dwojga ludzi i zaowocowało wspaniałym synem. Cieszę się, że Wit ma takiego ojca". Kiedy Waldemar Dziki związał się z Małgorzatą Foremniak, Daria Trafankowska nie tylko nie robiła jej wyrzutów, ale też serdeczne się z nią zaprzyjaźniła.

Daria Trafankowska po prostu zawsze starała się widzieć w ludziach dobro. A na świat patrzyła przez różowe okulary. Nawet, kiedy dotknęły ją tragedie - śmierć ojca, a następnie ciężka choroba matki. Na jej leczenie wydawała niemal wszystkie pieniądze. Kiedy kobieta straciła słuch, córka komunikowała się z nią poprzez pisane na karteczkach wiadomości. Ale Daria Trafankowska i w tym widziała pozytywy - mówiła, że choroba matki zbliżyła je do siebie. Zdawał się jej nie przeszkadzać też ciągły brak funduszy. Ubrania donaszała po synu, śmiejąc się, że zmienia styl na luzacki. I choć mówiła, że były dni, kiedy modliła się, aby na ulicy znaleźć choć dziesięć złotych, skromnego mieszkania na strychu nigdy nie zamykała na klucz. Tak, aby nawet pod jej nieobecność znajomi mogli tam wejść, przespać się i ogrzać kubkiem ciepłej herbaty. Krystyna Janda żartowała, że Daria Trafankowska powinna założyć firmę pod nazwą "Wysłucham Każdego".

Pomagała wszystkim, każdemu: bezdomnym, psom biegającym, kotom ze złamanymi nogami, kotom bez oczu, kotom z oczami. Po prostu bez przerwy, każdego dnia przyciągała do teatru kogoś, kto potrzebował wsparcia, kto potrzebował rozmowy, uśmiechu" - mówiła w jednym z wywiadów.

Daria TrafankowskaDaria Trafankowska KAPiF

A sama Daria Trafankowska, którą szeroka publiczność pokochała za rolę siostry oddziałowej Danuty Dębskiej-Tretter z serialu "Na dobre i na złe" mówiła, że od swojej bohaterki mogłaby się nauczyć mówić "nie".

Mam jedną cechę siostry Danuty: jestem energiczna i staram się robić to, do czego się zobowiążę. Ale generalnie jestem osobą miękką, daję sobą kierować, często idę na kompromis. W ogóle nie znoszę konfliktów i zawsze staram się mediować. A siostra Danuta jak trzeba to się i poawanturuje... Mogłabym nauczyć się od niej tej konsekwencji w działaniu. Umiejętności panowania nad sytuacją. Tego, by nie poddawać się manipulacjom... wyznała Daria Trafankowska w wywiadzie dla portalu TVP.pl.

Spełniona przepowiednia

Daria Trafankowska nigdy nie ukrywała, że interesuje się ezoteryką i astrologią. W domu, oprócz ogromnej liczby książek, miała amulety na szczęście, chętnie korzystała też z porad wróżek. Jedna z nich przepowiedziała jej to, co istotne miało się wkrótce spełnić.

W 49. roku życia osiągniesz niesamowitą popularność, będzie koło ciebie mnóstwo pieniędzy i będzie się to wiązało z wyjazdem za granicę. Będziesz też otoczona taką miłością, że wielu ci będzie zazdrościć - brzmiała ponoć przepowiednia.

Istotnie, za sprawą "Na dobre i na złe" Daria Trafankowska stała się bardzo popularna, wprost oczarowała widzów. A miłość przyszła niespodziewanie, za sprawą znajomego sprzed lat, spotkanego znów w domu przyjaciół.

Jaśka spotkałam na urodzinach u przyjaciół. Studiowaliśmy razem w Łodzi, on na wydziale operatorskim. Ostatni raz widzieliśmy się 20 lat temu. Tego wieczora każde z nas wiedziało, że zaczyna się dla nas coś ważnego - wyznała Daria Trafankowska w jednym z wywiadów. "Spotkałam mężczyznę, o jakim dzisiaj można już tylko poczytać w starych, pięknych książkach - dodała.

U boku Jana Daria Trafankowska poczuła się kochana, spełniona i bezpieczna. Po pół roku mężczyzna podarował ukochanej pierścionek zaręczynowy. Za sprawą roli w serialu skończyły się jej problemy finansowe, a dorosły już syn sam robił karierę. Wszystko zdawało się układać idealnie. Niestety, właśnie wówczas przyszła koszmarna diagnoza. Rak trzustki brzmiał jak wyrok, jednak Daria Trafankowska postanowiła się nie poddawać. Przyjmując kolejne dawki chemii, niemal do ostatnich dni życia pojawiała się na planie "Na dobre i na złe". A ludzie, którym kiedyś pomogła, teraz pragnęli się jej odwdzięczyć. Udało się zebrać sporą sumę na leczenie za granicą, w Austrii. Wydawało się, że terapia przynosi oczekiwane skutki.

Badania wskazują, iż organizm Dusi na poważnie wziął się za bary z raczyskiem. Stąd najprawdopodobniej zmęczenie. Dr Klehr zadowolony, twierdzi, że jest bardzo dobrze, a wszelkie dolegliwości to niestety etap terapii, którego "przeskoczyć" się nie da. Spotkaliśmy na miejscu czwórkę rodaków, z czego połowa trafiła śladem Dusi - pisała przyjaciółka Darii Trafankowskiej, Jolanta Szaniawska.

Niestety, wkrótce potem organizm aktorki się poddał. Jednak Daria Trafankowska do ostatnich chwil zachowała spokój ducha. "Nikogo nie omijają trudy życia, natomiast w tych próbach, którym musiałam sprostać, dostałam wiele wsparcia. Nigdy nie czułam się osamotniona. Zawsze byli przy mnie moi bliscy i przyjaciele. (...) Spotkałam mężczyznę, o jakim dzisiaj można już tylko poczytać w starych, pięknych książkach. Jestem kochana i kocham. Umrę otoczona miłością" - mówiła w ostatnim wywiadzie. Zmarła 9 kwietnia 2004 roku.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.