Lekarze twierdzili, że nie dożyją 30. Najstarsze bliźniaki syjamskie świata nie żyją. Mieli 62 lata

Najstarsze bliźniaki syjamskie świata nie żyją. Lori i George Schappell zmarli w niedzielę w szpitalu w Pensylwanii. Przyczyna ich śmierci nie została ujawniona.

Lori i George Schappell byli amerykańskimi bliźniętami syjamskimi. Mieli częściowo zrośnięte czaszki i dzielili 30 proc. mózgu. Lekarze nie dawali im dużych szans - większość z nich twierdziła, że nie dożyją 30 roku życia. Teraz ze Stanów Zjednoczonych dochodzą smutne wieści - jak się okazało, w niedzielę bliźnięta zmarły. Rodzeństwo miało 62 lata.

Zobacz wideo Maja Hyży zabiera córkę do pracy. Karmiła córkę w przebraniu mężczyzny. „Wyśmiała mnie"

Lori i George Schappell byli cały czas złączeni. Prowadzili oddzielne życia

Lori i George Schappell, choć byli ze sobą dosłownie i w przenośni zrośnięci, prowadzili oddzielne życia, co budziło podziw ludzi i zainteresowanie mediów. Lori, która była pełnosprawna, przez kilka lat pracowała w szpitalnej pralni. Później układała grafik koncertów swojemu bratu, który mimo rozszczepu kręgosłupa i konieczności poruszania się na wózku inwalidzkim prowadził udaną karierę wokalisty country. Koncertował na całym świecie - od USA, przez Niemcy, aż po Japonię.

To jednak nie wszystko. Jak podają media, brat i siostra prowadzili samodzielne życie w dwupokojowym mieszkaniu. Zmieniali sypialnię, a także brali prysznic osobno. "Tylko dlatego, że nie możemy wstać i odejść od siebie, nie oznacza, że nie mamy chwili prywatności" - mówiła w wywiadach Lori. Kobiecie marzyło się założenie rodziny, czemu nie sprzeciwiał się jej brat. 

Mogłaby robić wszystko ze swoim mężem, a ja zachowywałbym się tak, jakby mnie tam w ogóle nie było 

- twierdził.

Lori i George Schappell byli pierwszym takim przypadkiem

Schappell byli pierwszymi bliźniętami jednojajowymi, które identyfikowały się jako osoby różnej płci. George pierwotnie miał na imię Dori. Następnie wyznał, że jest mężczyzną. Kiedyś zostali zapytani, czy śmierć jednego musiałaby oznaczać śmierć drugiego, Lori odpowiedziała, że to błędne przekonanie. - Możemy zostać przewiezieni do szpitala, a następnie w nagłym wypadku szybko rozdzielą nas, aby uratować drugiego. Ale czy chcemy tego? Absolutnie nie. Po co naprawiać to, co nie jest zepsute? - tłumaczyła. Więcej zdjęć bliźniąt znajdziecie w naszej galerii na górze strony.

Byliście kiedyś na koncercie George'a?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.