Małgorzata Potocka opowiedziała o chorobie. "Nie miałam sił, czołgałam się do toalety"

Małgorzata Potocka długo nie mówiła innym, że ma depresję. Szczegółami swojej ciężkiej walki z chorobą podzieliła się teraz w "Fakcie".

Małgorzata Potocka zawsze była kobietą bardzo aktywną. W show-biznesie postrzegano ją jako wulkan energii, który zaraża uśmiechem. Długo nikt nie wiedział, że gwiazda serialu "Matki, żony i kochanki" cierpiała na depresję. Aktorka najczęściej robiła dobrą minę do złej gry i zakładała maski. Uciekała też w sen. Temat chorób psychicznych przez lata był w Polsce tabu. Teraz coraz więcej osób dostrzega, jak trudno jest funkcjonować z zaburzeniami na tym tle. Gwiazdy coraz częściej opowiadają też o swoich problemach publicznie, by zachęcić do udania się do specjalisty. Zrobiła tak, m.in. Dorota Szelągowska, która zmagała się z zaburzeniami lękowymi. Potocka o tym, jak było z nią źle, opowiedziała w rozmowie z "Faktem". 

Zobacz wideo Filip Chajzer o depresji. "Terapeuta jest niezbędny"

Małgorzata Potocka nie chciała wychodzić z domu

Potocka przez lata brylowała na salonach. Wielu wydaje się, że depresja to smutek i melancholia, ale często kryje się ona za uśmiechem - "depresja nie ma jednej twarzy". Podczas wyjazdu do Stanów Zjednoczonych aktorka dowiedziała się, że tam ludzie często korzystają z farmakologii w leczeniu chorób psychicznych i uczęszczają do specjalistów. Szczególnie jeśli są na kierowniczych stanowiskach, gdzie trzeba podejmować trudne decyzje. Było to dla niej szokujące, gdyż w jej domu mówiono "weź się w garść". Aktorka pierwszy raz opowiedziała o swoim problemie pięć lat temu. Podkreślała, że wiele osób w codziennych sytuacjach zachowuje się tak jak zwykle, ale w rzeczywistości bardzo cierpią - próbują się też niejednokrotnie targnąć na własne życie. Czasem te próby są niestety skuteczne.

Gwiazda wspomniała o sytuacji, gdy podczas jednego z wyjazdów do Łodzi zemdlała i nie miała już siły, by funkcjonować. Wróciła do pokoju hotelowego i musiała poprosić o pomoc. Czuła, że dzieje się coś złego i sama z pewnością sobie nie poradzi.

Gdy już się położyłam, nie miałam sił w ogóle, czołgałam się do toalety. Udało mi się jednak dodzwonić do Jacka Santorskiego, który przyjechał. Dał mi jakieś lekarstwa i mnie uratował. Ale ja wiedziałam, że to jest ciężki stan, to się wie. Taka sytuacja przydarzyła mi się dwa razy.

Do tego wszystkiego doszły ataki paniki. Aktorka czuła się wtedy jak sparaliżowana. - Idzie się ulicą i traci się oddech, rozmawia z kimś, patrzy na niego i nie jest się w stanie sformułować zdania. Człowiek się dusi, wie, że nie ma astmy, bo te rzeczy związane są z kryzysem układu nerwowego - opowiadała o problemie. Potocka wspomniała także o swojej matce, która cierpiała na depresję pourazową spowodowaną przeżytą wojną. Kobieta nie wierzyła, że ona może zapaść na tę chorobę, gdyż prowadziła zdrowy tryb życia i była bardzo aktywna. - Nigdy nie myślałam, że może mnie coś takiego spotkać - stwierdziła. 

Małgorzata Potocka sięgnęła po profesjonalną pomoc 

Gwiazda nie ukrywała także, że próbowała sama sobie poradzić z sytuacją. Starała się ignorować symptomy i uciekała w sen, by móc na chwilę poczuć ulgę. To wszystko sprawiało, że sprawa komplikowała się coraz bardziej. - Cały czas chciałam leżeć w łóżku (...) Towarzyszy temu potworny strach. To jest właśnie depresja (...) Nie ma się wtedy ochoty krzyczeć, płakać, człowiek jest sparaliżowany - powiedziała Potocka w "Fakcie". W jej przypadku zbawienna okazała się farmakoterapia.

Gdy pojawił się u mnie strach, blokady przed wyjściem z domu, próbowałam to jakoś zwalczać, ale szybko poszłam do Jacka. Opowiedziałam mu o tym, co czuję i skierował mnie do specjalistów. Ważne jest, by zwrócić się do kogoś, komu się ufa i wierzy

- wyznała. Potocka opowiedziała także, że w jej przypadku zbawienny był sport - joga, nordic walking czy bieganie. Gdy czuje, że coś zaczyna ją niepokoić - wrzuca kolejny bieg i zwiększa dawkę wysiłku fizycznego. Gwiazda zaapelowała także, by nie ignorować problemu. Podkreśliła, że ważnym jest, by znaleźć odpowiedniego specjalistę, który będzie umiał pomóc - postawi diagnozę i odpowiednio dobierze leczenie. Nie można bać się prosić o pomoc

To nieszczęście, brak radości, odkłada się niczym kamień w czajniku i potem blokuje wszystko, przestajemy działać. To jest ukryty robak, który nas żre. Apeluję więc: nie bójmy się lekarzy i korzystajmy z pomocy specjalistów

- zaapelowała. 

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli potrzebujesz rozmowy z psychologiem, możesz zwrócić się do Całodobowego Centrum Wsparcia [LINK: Strona główna - Centrum Wsparcia] pod numerem 800 70 2222. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie. Z Centrum skontaktować mogą się także bliscy osób, które wymagają pomocy. Specjaliści doradzą, co zrobić, żeby skłonić naszego bliskiego do kontaktu ze specjalistą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.