Jako jedyny przeżył wypadek, w którym zginęła księżna Diana. Mówi o ostatnich czterech minutach

31 sierpnia 1997 r. w paryskim tunelu D'Alma doszło do wypadku, w wyniku którego życie straciła księżna Diana. Jedyną osobą, która przeżyła to zdarzenie, był Trevor Rees-Jones, ochroniarz Al-Fayedów.

28 sierpnia 1997 roku Diana Spencer i jej partner Dodi Al-Fayed świętowali pierwszą rocznicę rozwodu z księciem Karolem. Żeglowali wówczas po wybrzeżach Sardynii. Za dwa dni księżna miała wrócić do Wielkiej Brytanii, by spotkać się z synami. Mimo to Dodi Al-Fayed nalegał, by ukochana wybrała się z nim do Francji. 

Zobacz wideo 5 nieznanych faktów z życia księżnej Diany

Księżna Diana oblężona przez paparazzi.  "Zachowywały się jak prawdziwe diabły"

30 sierpnia zakochani byli już w Paryżu. Po lunchu skierowali się do centrum miasta, gdzie już czekali na nich fotoreporterzy. Kolejne godziny wyglądały jak pościg. Paparazzi nie odstępowali ich ani na krok i podążali z jednego miejsca w drugie. "Gdy tylko ich samochód ruszył, 'paparuchy' zachowywały się jak prawdziwe diabły. Jechali motocyklami i rowerami, trzymając się jak najbliżej auta. Stwarzali niebezpieczeństwo dla pieszych. Ludzie dosłownie rozpłaszczali się na ścianach, gdy rowery wjeżdżały na chodniki i przemykały z prędkością światła w gonitwie za Dianą" - wspominał ochroniarz Kes Wingfield. 

Diana i Al-Fayed byli w trakcie lunchu w Bistro Benoit. Spokojny obiad przerwali natrętni paparazzi. Ze względów bezpieczeństwa Dodi zrezygnował z posiłku i postanowił, by wrócili do hotelu Ritz. Gdy usiedli w tamtejszej restauracji, Diana zalała się łzami. W złości wyszła nawet z lokalu, a chwilę później zamknęła się w pokoju. To właśnie w tym momencie narodził się plan mający na celu zmylenie ponad 30 czyhających na księżną fotoreporterów. Obmyślił go zastępca szefa ochrony Ritza Henri Paul. Dwa samochody, którymi Diana podróżowała tego dnia, wyjechały z hotelu i posłużyły jako wabiki. W tym samym czasie Paul sprowadził księżną i jej partnera do jednej z limuzyn, które czekały przy tylnym wyjściu. 

 

Księżna Diana próbowała uciec. To miał być plan idealny. "Walczyliśmy z całych sił"

31 sierpnia 1997 roku, kilkanaście minut po północy, Diana, Al-Fayed, Henri Paul i Trevor Rees-Jones, ochroniarz Al-Fayedów, opuścili hotel i wsiedli do czarnego mercedesa. Niestety, mimo starannie przygotowanego planu ucieczki, fotoreporterzy okazali się sprytniejsi. Szybko zdali sobie sprawę z przekrętu i ruszyli w pościg za właściwą limuzyną. Kilka minut później jadący z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę samochód, w którym znajdowała się księżna Diana, wjechał w tunel pod Sekwaną, gdzie doszło do tragicznego wypadku

Auto uderzyło w jeden z filarów. Księżna Diana nie miała zapiętych pasów. Jeden ze strażaków biorących udział w akcji ratowniczej w wywiadzie dla "The Sun" wyznał, że dopóki księżnej nie udało się wydostać, nikt nie wiedział, że ratuje jednego z członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Diana miała rozległe obrażenia wewnętrzne. Walka o jej życie trwała kilka godzin. "Walczyliśmy z całych sił, mieliśmy wiele podejść, naprawdę. Kiedy pracuje się pod tak wielką presją, czas płynie nieubłaganie" - wspominał po latach francuski chirurg MonSef Dahman.

Trevor Rees-Jones jako jedyny przeżył wypadek. "Te nieszczęsne cztery minuty"

Z fatalnego wypadku z życiem uszedł ochroniarz siedzący na przednim fotelu pasażera. Trevor Rees-Jones pochodzi z Niemiec. W 1995 roku rozpoczął pracę dla egipskiego miliardera Mohammeda Al-Fayeda i jego rodziny. Kiedy Henri Paul wpadł na pomysł, by zmylić paparazzich, Rees-Jones był wyraźnie zaniepokojony. Po wypadku ochroniarz dostał ciężkiego urazu mózgu. Spędził dziesięć dni w śpiączce farmakologicznej. Później przeszedł szereg skomplikowanych operacji chirurgicznych. 

Trevor Rees-Jones wyznał, że ostatni moment, jaki pamięta z wypadku, to wejście do samochodu. W wywiadzie sprzed 20 lat wspominał: "Jestem jedyną osobą, która może powiedzieć ludziom prawdę, a jej nie pamiętam. Wszystko byłoby takie proste, gdybym tylko pamiętał te nieszczęsne cztery minuty. Mógłbym wtedy wytłumaczyć wszystkim, co się stało i to szaleństwo wreszcie by się skończyło".

Po powrocie do zdrowia Rees-Jones odszedł z firmy Al-Fayeda. W 2000 roku napisał książkę, w której zebrał wszystkie urywki, myśli i wspomnienia, jakie zostały mu sprzed wypadku. Większość z zarobionych pieniędzy pochłonęły toczące się sprawy sądowe. Po śmierci księżnej Diany oraz sądowej batalii z rodziną Al-Fayedów udało mu się odbudować swoje życie. Obecnie jest globalnym szefem ochrony w AstraZeneca. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.