Grzegorz Kajdanowicz gościł w podcaście "WojewódzkiKędzierski". Dziennikarz mówił nie tylko o życiu prywatnym. Dopytywany poruszył temat afery, jaką żyła część Polski lata temu. Nagranie na kilka minut przed rozpoczęciem głównego wydania "Faktów", które miał prowadzić Kamil Durczok, zrobiło wówczas furorę.
Nagranie sprzed lat pokazywało Durczoka, który prowadził dość nieparlamentarną rozmowę z jednym z realizatorów wizji, "Rurkiem" (Arturem Rurarzem). Dziennikarz używając niewybrednych słów narzekał wtedy na brudny stół. Nagranie trafiło do internetu po jakimś czasie, zaś traf chciał, że Grzegorz Kajdanowicz był przy Durczoku, gdy odebrał on telefon od niezadowolonego szefostwa. Co usłyszał i jaka była reakcja?
Pamiętam, jak to wybuchło. Byliśmy wtedy na wyjeździe narciarskim, integracyjnym. Kamil był z nami wtedy i zadzwoniono do niego. Cisza, cisza, mówią, że wypłynęło, że stół, że upi***ny, że [Durczok - przyp. red.] będzie skończony. Na początku konsternacja, że coś się stało dramatycznego. Później to się rozeszło. To był jeden wielki mem i żart - mówi Kajdanowicz w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim.
Kwestia podsłuchanej i wrzuconej do internetu rozmowy sprowokowała pytanie o podsłuchy dziennikarzy. Okazuje się, że prowadzący główne wydanie "Faktów" jest świadom, że jego telefon może być na podsłuchu z racji zawodu, jaki wykonuje.
Trzeba się liczyć z tym, że telefon jest podsłuchiwany. Liczę się z tym, że z jakiegoś powodu dziennikarze naszej stacji spokojnie mogą być na podsłuchu. Ale żeby było jasne - nie mam żadnych na to dowodów.
Dodał też, że jemu również - jak Kamilowi Durczokowi - zdarza się soczyście przekląć. Jednak niezależnie od tego potencjalni nagrywający nie staliby się posiadaczami żadnych kompromitujących materiałów. "Nie wstydzę się niczego" - skwitował Kajdanowicz.
Po tym, jak wybuchła afera z przeklinającym Kamilem Durczokiem, sam zainteresowany musiał się gęsto tłumaczyć. Na spotkaniu na Uniwersytecie Ekonomicznym dziennikarz wyjaśniał, czemu użył takich a nie bardziej dyplomatycznych sformułowań:
Moim zamierzeniem nie było obrażenie ani Rurka, ani Wolana, ani nikogo innego. Tylko to, żebyście wy, włączając telewizor o 19.00, dostali przekaz porządnej jakości. Były cztery minuty do anteny i nie bardzo jest czas i miejsce, żeby bawić się w literacką polszczyznę. Przekaz był krótki i żołnierski - tłumaczył Durczok.
Gospodarstwo Andrzeja z Plutycz robi wrażenie. Wiadomo, ile hektarów posiada
Jóźwiak urządzała domy z Szelągowską, sama mieszka na 43 m2. Pochwaliła się wnętrzem
Włodarczyk ucięła temat po pytaniu od Gessler. "Nie chcę o tym rozmawiać"
Tomasz Sekielski o depresji. Takie były pierwsze objawy choroby
Książę William przerwał milczenie po aresztowaniu Andrzeja. Zaskakujące słowa
Poruszające wyznanie Agnieszki Woźniak-Starak. W trakcie poszukiwań Piotra miała ważną prośbę do przyjaciół
Dom Andrzeja Piasecznego ma nietypowy kolor. Wokalista zamieszkał na świętokrzyskiej wsi
Andrzej wyjechał z Plutycz. Powierzył ojcu i bratu ważne zadanie
Nowa gospodyni w Plutyczach? Monika zawróciła w głowie Andrzejowi. "Połóż się, kochanie. Przytul mnie"