Tina Turner długo chorowała. "Byłam najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie"

Nie żyje Tina Turner. Piosenkarka zmarła w wieku 83 lat. Odeszła po długiej walce z chorobą.

Świat obiegła wstrząsająca informacja. Nie żyje znana piosenkarka Tina Turner. Odeszła w wieku 83 lat. Jej śmierć została ogłoszona przez agencję Reutera. Informacja została również przekazana fanom na profilu piosenkarki w mediach społecznościowych. "Swoją muzyką i bezgraniczną pasją życia oczarowała miliony fanów na całym świecie i zainspirowała przyszłe gwiazdy. Dziś żegnamy drogą przyjaciółkę, która pozostawia nam wszystkim największe dzieło: swoją muzykę" (...) Tino, będzie nam Ciebie bardzo brakowało" - czytamy w oświadczeniu.

Zobacz wideo Oliwia Bieniuk: Przeżywałam śmierć mamy na oczach całej Polski

Tina Tuner musiała zmierzyć się z problemami już od najmłodszych lat

Tina Turner, którą w ostatnich latach kariery nazywano "babcią Tiną", wyruszyła w ostatnią trasę koncertową w wieku 69 lat. Świętowała wówczas 50-lecie kariery. Od dojrzałej wokalistki biła ogromna energia. Niewielu wiedziało, że Tina wówczas zmagała się z wieloma problemami. Wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Piosenkarka, porzucona przez własnych rodziców, mieszkała z babcią. Po kilku latach, jako młoda matka, związała się z przemocowcem. Agresja ze strony męża sprawiła, że wokalistka targnęła się na swoje życie. Tina przedawkowała diazepam. Na szczęście, bliskim udało się ją uratować. "Mój związek z Ike'em uczynił mnie najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie. Ale na początku naprawdę byłam w nim zakochana. Niestety, był całkowicie nieprzewidywalny" - mówiła po latach. W 2000 roku zdecydowała się na emeryturę. Jednak po kilku latach wróciła na scenę. Niedługo później rozpoczęły się jej problemy zdrowotne.  

Tina walczyła z wieloma chorobami 

W 2013 roku Tina Turner doznała udaru mózgu. Musiała ponownie nauczyć się chodzić. Zaledwie trzy lata później usłyszała bolesną diagnozę. Zachorowała na raka jelita grubego. Konieczna była chemioterapia. Niestety, Tina doświadczyła wiele skutków ubocznych, przez co spróbowała innego rozwiązania, jakim była homeopatia. Był to ogromny błąd, ponieważ jej stan się pogorszył. Leczenie spowodowało nadciśnienie, co ostatecznie doprowadziło do niewydolności nerek, które pracowały zaledwie na 20 proc. swoich możliwości. "Pomyślałam, że nadszedł mój czas" - mówiła wtedy Tina. Chciała nawet poddać się eutanazji. Na szczęście znalazł się dawca nerek - jej ówczesny mąż. Operację przeprowadzono w 2017 roku. Później zniknęła ze sceny muzycznej. Jak przekazał jej rzecznik prasowy, przez kilka ostatnich miesięcy życia zmagała się z chorobą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.