Bliscy Jerzego Połomskiego czują się oszukani. Cały spadek dostanie menadżerka. "Pominęli rodzinę"

Jerzy Połomski zmarł 14 listopada. Kilka dni temu odbył się jego pogrzeb, na którym zjawili się bliscy artysty. "Super Express" porozmawiał z nimi i dowiedział się, że kobiety odczuwają żal. - To było bardzo nie w porządku - stwierdziły w rozmowie.

Jerzy Połomski był jedną z legend polskiej sceny muzycznej. W ostatnim czasie mieszkał w domu artystów w Skolimowie, a media donosiły, że nie najlepiej znosi pobyt. Jego stan z miesiąca na miesiąc się pogarszał, docierały informacje, że traci słuch, a także czuje się bardzo samotny. Artysta niewiele mówił o życiu prywatnym, jednak panowało ogólne przekonanie, że nie ma żadnej rodziny. Okazuje się jednak, że pojawiła się jego bratanica, która po pogrzebie udzieliła wywiadu. Wyznała, że ma żal i czuje się urażona.

Zobacz wideo Tak wyglądało życie legendy

Jerzy Połomski miał bratanicę. "Uczestniczyłyśmy w życiu wujka, odwiedzaliśmy się wzajemnie"

Pani Małgorzata wraz z córką wspomniały, jak w przeszłości spędzały czas w towarzystwie Połomskiego:

Kiedy odwiedzał grób rodziców w rodzinnym Radomiu, zawsze gościł w domu mojej babci, czyli swojej bratowej, zwykle towarzyszyła mu ciocia Jadwiga. Czasem razem śpiewaliśmy czy graliśmy na pianinie. Potem, gdy nie mógł już jeździć autem, a stan zdrowia babci się stale pogarszał, kontakty były częściej telefoniczne – powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" pani Katarzyna.

Jerzy PołomskiJerzy Połomski aadamczyk/KAPiF

Dodała też, że kontakt z wujkiem urwał się nagle, stało się to cztery lata temu. Według wersji pani Katarzyny, Jerzy Połomski miał nie odbierać telefonów, a także ponoć odmawiał pomocy. Bliscy artysty mieli nie wiedzieć o istnieniu jego menadżerki. To właśnie Violetta Lewandowska zajęła się organizacją pogrzebu, a także to ona stała się jedyną spadkobierczynią majątku Jerzego Połomskiego. Pani Katarzyna i jej córka poczuły się urażone, że nie uczestniczyły w załatwianiu formalności związanych ze śmiercią wujka.

Ciężko się uczestniczy w pogrzebie, na którym obcy ludzie odbierają kondolencje. Byłyśmy całkowicie odsunięte od organizacji tego pogrzebu, nie miałyśmy nic do powiedzenia. Chciałabym wiedzieć, że był w szpitalu, jaka była jego ostatnia wola, ale prawnie było to niemożliwe, bo pani menedżer miała wszystkie upoważnienia. Jako rodzina byliśmy biernymi obserwatorami podczas uroczystości. To było bardzo nie w porządku - wyraziły żal w rozmowie z tabloidem. 

Opowiedziały też, że najbardziej przykrym dla nich momentem podczas uroczystości był ten, kiedy delegacja prezydenta wręczała dyplomy Lewandowskiej.

Doradca prezydenta składał kondolencje obcej kobiecie, menedżerce, osobie pozostającej w stosunku pracy ze zmarłym, podczas gdy rodzina zmarłego siedziała tuż za nią. Pominęli rodzinę, tak jak byśmy w ogóle nie istnieli - stwierdziły ze smutkiem.

Jak wspomnieliśmy, Violetta Lewandowska została spadkobierczynią majątku Jerzego Połomskiego. Stała się więc właścicielką ponad stumetrowego mieszkania na warszawskim Mokotowie. Jego wartość szacuje się nawet na trzy miliony złotych. Taką decyzję podjął Połomski już kilka lat temu. W zamian za lokal menadżerka zobowiązała się pełnić nad nim dożywotnią opiekę. Taka umowa została sporządzona u notariusza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.