Barbara Kurdej-Szatan mówi, że "naszczaliśmy na nią hejtem"? Krytyka to nie hejt, choć w Polsce wielu już o tym nie pamięta

Barbara Kurdej-Szatan zarzuciła nam, że "naszczaliśmy na nią najbardziej śmierdzącym hejtem i stłamsiliśmy" za zdjęcia z zanzibarskiej plaży. A jednak źle przyjmowane są zdjęcia, na których kontrastuje bogactwo z uderzającą biedą - i nie jest to nasz wymysł, i nie jest to również hejt. To zwykła krytyka.

Chciałoby się powiedzieć, że to problem stary jak świat, ale to nie do końca prawda. Od kiedy jesteśmy bardziej wyedukowani, więcej wiemy, więcej widzimy, tym częściej zauważamy też nieetyczność pewnych działań, które jeszcze 10-15 lat temu przeszłyby bez echa. Kiedy więc Barbara Kurdej-Szatan podzieliła się zdjęciami z białych piasków Zanzibaru, pozując z synkiem, jego wózkiem i wianuszkiem dzieci mieszkających w okolicy raju dla turystów, od razu zapaliła się nam pomarańczowa, ostrzegawcza lampka. I nie tylko nam, jak się szybko okazało. Wbrew temu, co zarzuca nam teraz aktorka, pisanie o jej fotografiach to nie jest nakręcanie hejtu. To zwykła krytyka i reakcja - nie tylko nasza - na coś, co w dzisiejszych czasach... nie jest ok. Dlaczego?

Barbara Kurdej-Szatan na Zanzibarze w raju. Obok turystycznego raju bieda aż piszczy

Najpierw wypadałoby wspomnieć historyczne tło. Zanzibar nie jest turystycznym centrum od dziesięcioleci. Jeszcze 15 lat temu był nietknięty wypachnioną, turystyczną stopą. Nie ma nadzwyczajnych atrakcji ani spektakularnej architektury, ale turyści odkryli niedawno jego doskonałą pogodę, fenomenalną przyrodę oraz dość niskie ceny. Przez kilkaset lat jego główną zaletą była - tak, dla "Białych" - bezpłatna i nie do końca ochotnicza siła robocza. Dziś wszystkie kurorty, które wybudowano przy białej jak śnieg plaży, nadal czerpią z tego dziedzictwa. Nikt już nie zatrudnia niewolników, ale klimat tamtych czasów wciąż jest wyczuwalny w powietrzu.

 

Z jakiegoś powodu lokalnym pracownikom płaci się śmiesznie mało, dziwnym trafem bogactwo turystów z zachodu nie skapuje na całą wyspę, na której PKB per capita wynosi około 3-3,5 tysiąca dolarów (Polska ma - według danych za 2018 rok - ponad 30 tysięcy). I wydawałoby się, że nie da się o tym zapomnieć, kiedy leci się na Zanzibar na wakacje. Wydawałoby się, że w XXI wieku nie trzeba tłumaczyć, dlaczego zdjęcie w otoczeniu zanzibarskich dzieci, z nerką Gucci, z wózkiem w cenie połowy całej wycieczki, to nie jest najszczęśliwszy pomysł - i nadal nie jest to hejt, a zwykła krytyka. A jednak.

Według osób zajmujących się na co dzień mediami, hejt od krytyki wbrew pozorom da się odróżnić. Hejt bazuje na czystych emocjach, niepopartych wiedzą, tymczasem krytyka zbudowana jest właśnie na informacjach. Te zaś - w odniesieniu do statusu ekonomicznego Zanzibaru i kwestii neokolonializmu, o której jest dość głośno od... ponad 20 lat - dostępne są na wyciągnięcie ręki. Świadome podróżowanie także modne jest nie od dzisiaj, turyści namawiani są do szerszego spojrzenia poza swój kurort i leżak na plaży, poznania historii kraju, do którego przybywają odpocząć, zrozumienia sytuacji jego mieszkańców.

Barbara Kurdej-SzatanBarbara Kurdej-Szatan pozuje w kostiumie kąpielowym na wakacjach. Fani oczarowani

Kiedy pisaliśmy o kontrowersjach związanych ze zdjęciem aktorki, nie twierdziliśmy, że zrobiła to ze złej woli. Zanzibar stał się tu tłem dla marki wózka, marki kostiumu kąpielowego oraz sieci hoteli, w której aktorka z rodziną przebywa. Może i fenomenalna plaża jako tło byłaby zupełnie OK, ale tak się złożyło, że do zdjęcia zapozowały również dzieciaki. I nadal nie twierdzimy, że Kurdej-Szatan celowo, w złej wierze pokazała ich wizerunki i ureklamowiła cały post, pisząc o pojemnym wózku do spakowania wszystkich niezbędnych rzeczy. Jednak podobnie, jak naprawdę wielu komentujących jej zdjęcie, widzimy, że coś nie do końca na nim gra. Dlaczego?

Skoro Basia uważa, że "szczamy na nią śmierdzącym hejtem", oddamy głos ekspertom od turystyki, którzy powiedzą, jak można prezentować lokalny koloryt turystycznego miejsca i nie narażać się jednocześnie na krytykę.

 

Serwis "Responsible Travel" zachęca, żeby - w miarę możliwości - zrezygnować ze zdjęć z mieszkańcami - szczególnie z dziećmi - nawet, jeśli zostanie wyrażona na nie zgoda. Powód jest prosty - fotografia wrzucona później na Instagram przez turystę "żyje" zaledwie kilka dni, czasem nawet godzin, ale nie pozostawia nic, co byłoby wartościowe dla lokalnego mieszkańca. Fotografie z dziećmi pojawiają się obok zdjęć z żyrafami, stoiskiem na bazarku, uśmiechniętym delfinem...

To odpowiednik ludzkiego safari. Kiedy to samo zrobiliśmy w ramach eksperymentu w bogatej dzielnicy Kapsztadu, mieszkańcom się to nie podobało - mówią podróżnicy z "Responsible Travel".

Jednocześnie zachęcają, żeby - skoro już zdjęcie zostało zrobione - skupić się na historii sportretowanych ludzi, opowiedzieć o ich problemach, dać im miejsce w mediach, które zwykle traktują ich jako tło pięknego krajobrazu. W niektórych krajach Afryki prawo doprecyzowuje, w jaki sposób można uwiecznić wizerunki obywateli i wówczas uznaje się, że powinien być to tzw. użytek ma zasadach "fair use": na potrzeby przekazania ważnych informacji, tworzenia sztuki, edukowania. I tego głównie tu zabrakło, zaś oznaczone marki tylko dopełniły dzieła kontrastu/zniszczenia, sprawiając, że dzieciaki zostały niechcący elementem reklamy.

Nie da się pojechać do Afryki i nie zobaczyć wszechobecnej biedy. Turystyczne enklawy próbują to robić, jednak jeśli niepokorny podróżnik przekroczy bramy hotelowego resortu, zobaczy dokładnie to, co Basia pokazała - garnące się do turysty dzieciaki, ponieważ turysta oznacza potencjalny zarobek, pozwalających na fotografie siebie i dzieci dorosłych, ponieważ odmowa będzie oznaczała potencjalną utratę pieniędzy... I tak to się kręci. I nadal nie jest hejtem zwrócenie uwagi na to, co się stało. Zwrócenie uwagi na dysonans pomiędzy ceną wózka i - nawet kilkuletniej - nerki od Gucci w otoczeniu, które za te same pieniądze mogłoby żyć przez kilka lat, to nie jest hejt. To krytyka współczesnych turystów z bogatych krajów (tak, Polska z perspektywy Zanzibaru JEST bogata), którzy powinni mieć wiedzę, że rzeczy powszechne jeszcze kilkanaście lat temu dzisiaj nie są już OK.

Natalia KukulskaNatalia Kukulska poleciała z bliskimi na Zanzibar. Pozuje z dziećmi na plaży

Dodatkowym głosem mogą być słowa z turystycznego bloga "Go Travel and Talk", na którym poruszono kwestię etycznych podróży:

Dla obywateli wielu krajów turystyka stała się jedyną szansą na zarobek po tym, jak kolonializm spustoszył wcześniej ich tereny. Jednak samym turystom nie opłaca się, żeby kraje te zyskiwały na turystyce - ceny wciąż mają być jak najniższe, sam kraj nie powinien rozwinąć się za bardzo, bo przestanie być "dziki". Turystyka drenuje te rejony i ich mieszkańców.

Zdjęcia Barbary Kurdej-Szatan wpisały się tym sposobem w pewien brzydki styl podróżowania, który widzieliśmy już u innych znanych osób. Aktorce nadal życzymy jak najlepszego wypoczynku, ale zachęcamy też do wsłuchania się w poniższe głosy, które znajdziemy pod jej fotografią:

Równowartość tego wózka mogłaby zapewnić tym dzieciom godne życie przed kawał czasu.
Dzieci jak "fajne egzotyczne zwierzątka"
To wykorzystanie dzieci do budowy swojego wizerunku.
Reklama przedmiotów za dobrych kilka tysięcy złotych z ludźmi, którzy pewnie nie mają pojęcia, że są częścią reklamy.
Zanzibar to piękna wyspa, ale przeraża jakość życia ludzi.

Etyczna fotografia w czasie podróży zagranicznych

Nie, nie trzeba ukrywać wózka. Nie musisz zdejmować nerki. Zachęcamy jednak do przemyślenia prostych zasad etycznej fotografii w krajach rozwijających się, sprecyzowanych na serwisie dla fotografów i artystów "Matador Network":

  1. Czy intencje za fotografią dotyczą wyłącznie mnie? - czy w przypadku zdjęcia chodziło o to, żeby pokazać innym, że się tam jest? Czy chodziło o pokazanie siebie? Czy miała to być tylko wrzutka w media społecznościowe? - jeśli w przypadku tych pytań odpowiedź jest "TAK", warto zastanowić się nad swoim podejściem.
  2. Czy zdjęcie pokazuje mieszkańców pod kątem jakiegoś stereotypu? Czy Twoje zdjęcia w mediach pokazują Zanzibar jako raj, a nie dotykają w żaden sposób realnego wizerunku tego miejsca? - tak, dla turysty to raj. Dla mieszkańca - niekoniecznie.
  3. Czy takie samo zdjęcie pozwoliłbyś zrobić sobie albo swoim dzieciom w swoim własnym kraju, gdyby przyjechał do niego majętny turysta? Czy w czasie spaceru po plaży w Jantarze, zagadnięta przez widocznie bogatego turystę z zagranicy, pozwoliłabyś sobie zrobić takie zdjęcie? Czy może jednak poczułabyś dyskomfort?
  4. Czy osoba, którą uwieczniłaś na zdjęciu, stała się dla Ciebie w jakikolwiek sposób istotna? Czy spędziłaś z nią dzień, czy może jednak było to przypadkowe spotkanie, po którym zyskałaś ładną, turystyczną fotkę?

Matador Network dodaje również dwie zasady etycznego podróżowania i fotografowania, które nie łączą się ze zdjęciami aktorki, ale warto je też znać:

  1. Czy Twoje fotografie pokazują osoby, uwzględniając ich godność? Nie uwieczniaj ludzi, którzy niekoniecznie chcieliby w czasie różnych czynności zostać uwiecznieni.
  2. Czy poprosiłeś o zgodę? Basia zaznaczyła później, że rodzice dzieci wyrazili zgodę na uwiecznienie ich na zdjęciach. Jednak wskazując na status ekonomiczny Zanzibaru, zgoda ta pozostaje cokolwiek dyskusyjna.

Basiu, z całą naszą sympatią. To nie hejt. To XXI wiek.

Zobacz wideo Atrakcja i tortury. Słonie cierpią dla turystów