Małgorzata Rozenek wyśmiała opowieść Kingi Rusin. Opublikowała swoją historię z samolotu. "Kiedy dostaję na wejściu... kapcie"

Małgorzata Rozenek wróciła z Nowego Jorku. Opisała swoje przygody w samolocie. Zakpiła przy tym z historii Kingi Rusin z nocy po Oscarach.

Gwiazdy chętnie komentują głośną już na całym świecie opowieść Kingi Rusin na temat imprezy w Hollywood, która odbyła się po Oscarach. Mówiły o tym już Doda, Katarzyna Nosowska, a sama dziennikarka TVN-u postanowiła jeszcze raz się wytłumaczyć. W czwartek po południu do Polski wróciła Małgorzata Rozenek. Na Instagramie opublikowała swoją opowieść. Nie przypomina Wam czegoś?

Małgorzata Rozenek komentuje oscarową galę z hotelu w Nowym Jorku

Zobacz wideo

Małgorzata Rozenek snuje opowieść na podstawie historii Kingi Rusin

Na Instagramie perfekcyjnej pani domu pojawiły się nowe zdjęcia z podróży. Gwiazda wróciła już z Nowego Jorku i postanowiła opowiedzieć, co spotkało ją w samolocie. Małgorzata wręcz skopiowała treść Kingi.

Podczas wczorajszej podróży w prywatnej strefie samolotu rozmawiałam ze stewardesą o butach (ja na zdjęciu po przytyciu chyba z 30 kg!), a pilot uczył mnie imprezowej instrukcji bezpieczeństwa o nazwie makarena. Wiem, brzmi to surrealistycznie. Ale od początku... Tylko ok. 20 osób, na małej podniebnej przestrzeni, z najlepszą muzyką, filmami, z zakazem robienia zdjęć (powyższe to wyjątek poimprezowy). Strefa Business zamknięta i pilnie strzeżona, wejście osobnymi drzwiami, żeby nie dało się nikogo sfotografować. Miejsce, w którym wszyscy mogą się wyluzować i zaszaleć! Każdy dostaje na wejściu kapcie (weszłam w tę opcję) i bawi się bez skrępowania do białego rana. Zaczęło się od rozmowy ze stewardesą o moich trampkach (namawiała mnie na kapcie, których ona sama nie miała na nogach), Szczerze, nie poznała mnie, bo nie jestem szczupła jak przecinek! Gadałyśmy zaśmiewając się do momentu, kiedy powiedziałam jak się nazywam. Rozmowa ze stewardesą była przepustką do miłej konwersacji ze stewardem. A później już było totalne szaleństwo! Steward uczył mnie układu tanecznego (bezskutecznie, bo skomplikowany, ale za to było śmiesznie), jedna z pań siedzących obok, patrząc na mój strój we flagę amerykańską, stwierdziła ze śmiechem, że ją przyćmiłam (miała na sobie ciemnogranatowy welurowy dres), z pewnym panem tańczyłam przez chwilę za rękę (taka była konwencja, a ja siedziałam obok). Otoczony wianuszkiem stewardes Pysiula posyłał mi uśmiechy, ale chyba dlatego, że jego też rozśmieszył mój taniec z pewnym panem. Klan obcokrajowców bawił się we własnym gronie. Pierwszy i drugi pilot wzięli udział w podniebnym start session gospodarzy LOT-u. Popis w przejściu dał młody tata, a przy wejściu wykładziną zawładnęli jego synowie. Blondwłosa stewardesa zaproponowała mi przekąski. Kiedy z ciekawością zajrzałam do wózka, który pchała (do jedzenia było do wyboru: carpaccio, sałatki, lub łosoś). W towarzystwie brunetki był pewien brunet, z nim rozmawiałam najdłużej. Zapomniałam o paru osobach, ale ich nie pamiętam. Ot taki zwykły lot. Do domu doleciałam o 7.00 rano. Nic mi się nie przyśniło.
 

Rozenek ewidentnie wyśmiała Rusin. Nas to z jednej strony wcale nie dziwi, w końcu panie od ponad roku nie przepadają za sobą. Pokłóciły się, kiedy ta pierwsza została twarzą firmy testującej kosmetyki na zwierzętach. Gospodyni "Dzień Dobry TVN" oburzyła się i wprost skrytykowała koleżankę ze stacji.

Jak podoba Wam się opowieść Rozenek? Nas rozbawiła. 

CW