W okresie PRL-u Irena Dziedzic była jedną z największych gwiazd telewizji. Przez 25 lat prowadziła "Tele-Echo" - pierwszy polski program typu talk-show. Kiedy na początku tego roku pojawiła się informacja o śmierci prezenterki, od razu zaczęto plotkować, że w ostatnich latach żyła w skrajnej biedzie i samotności. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, prawda była zgoła inna.
Po śmierci dziennikarki pojawiły się doniesienia, że Irena Dziedzic dostawała 900 zł emerytury i mieszkała w skrajnym ubóstwie. Wirtualnej Polsce udało się porozmawiać z sąsiadką zmarłej prezenterki. Kobieta przyznała, że gwiazda telewizji miała ogromne długi.
Irena miała ogromny talent do robienia długów. Właściwie za nic w życiu nie chciała płacić. Kiedy jeszcze pracowała w telewizji, to oni płacili za nią, np. rachunki za telefon. Ale po tym, gdy nastała Solidarność i musiała się pożegnać z posadą, nie miał jej już kto pomagać. Nie była zbyt lubiana wśród sąsiadów ani też wśród współpracowników w telewizji. W pewnym momencie za gaz i światło miała ponad 34 tys. zł. długu - powiedziała sąsiadka Ireny Dziedzic.
Według sąsiadki, prezenterka miała ponad 700 tys. zł długów. W pewnym momencie segment, w którym mieszkała na Saskiej Kępie, został wystawiony przez komornika na aukcję.
Pan Bogdan B. 6 lat temu odkupił cały segment mieszkalny od Ireny. Budynek został wystawiony przez komornika za 770 tys. zł., co było mocno zaniżoną stawką. Irena miała długi opiewające na bagatela 700 tys. Pan Bogdan spłacił jej długi, a później te kilkadziesiąt tysięcy, które zostało, dawał jej w ratach. Wiem, że ona chciała większe kwoty i przez krótszy okres czasu. On wolał jej wypłacać dłużej, a w nieco mniejszych kwotach.
Sąsiadka Ireny Dziedzic wyraźnie podkreśliła, że dziennikarka nie potrafiła wyjść z długów. Wszyscy w okolicy wiedzieli, że nie można jej ufać.
Pożyczała pieniądze od masy ludzi, ale nikomu nie oddawała. Właściwie chyba tylko ze mną się uczciwie rozliczała. Pamiętam, że musiała aż trzy przystanki jechać, żeby kupić pół chleba. Bo we wszystkich sklepach, kioskach i aptekach już wiedzieli, że nie płaci.
Sąsiadka Ireny Dziedzic zdementowała medialne doniesienia na temat fatalnych warunków bytowych prezenterki. Okazuje się, że w ostatnich latach życia prowadząca "Tele Echo" była pod opieką pewnej Ukrainki, która dbała o to, by niczego jej nie brakowało.
(...) Lekarka, która ją leczyła, zadzwoniła na Ukrainę do swojej znajomej, która opiekuje się ludźmi. No i przyjechała ta Ukrainka. Mieszkała u niej, opiekowała się nią, robiła zakupy. Dostawała za to 3 tys. miesięcznie. Miała jej dowód nawet i brała emeryturę, bo Irena nie wychodziła z łóżka. (...) Ona wcale nie umarła w biedzie. To wszystko są plotki. Sama wiem, jaką miała emeryturę, bo na kilka tygodni przed śmiercią mi pokazywała rachunki. Dostawała 2,5 tys. na rękę, nie żadne 900zł. Plus to, co otrzymywała od pana Bogdana B. - dodała kobieta w rozmowie z WP.
Irena Dziedzic zmarła 5 listopada 2018 roku. Gwiazda telewizji miała 93 lata. Informacja do mediów trafiła dopiero dwa miesiące po jej śmierci.
AD
Marcin Rogacewicz padł na kolana przed Agnieszką Kaczorowską. "Powiedziałam tak"
Andrzej z Plutycz podjął już decyzję. Szykuje się nowa inwestycja
Olga Frycz urodziła! Zdradziła imię malucha
Dekadę temu zwyciężyła w "MasterChef Junior". Teraz pokazała, jak szykuje się do ślubu
Marta Nawrocka nie chce już dłużej czekać. W działaniu ma wsparcie syna
Edward Linde-Lubaszenko nie chciał spisywać testamentu. Zależało mu tylko na jednym
Tak mieszkają Boczarska i Banasiuk. Spójrzcie na pstrokaty sufit z czerwonymi łańcuchami
Kubacki wystąpił w "Dzień dobry TVN" i nagle stało się to. Jego córki zrobiły show
Syna Janusza Rewińskiego w emocjonalnym wyznaniu. Wspomina jedno z ostatnich spotkań z ojcem