"Żona dla Polaka" to najnowszy format Telewizji Polskiej. O co chodzi w programie? Czterech Polaków, którzy na co dzień żyją w Stanach Zjednoczonych, a konkretniej w Chicago, próbują znaleźć w show drugą połówkę. Nie chcą jednak Amerykanki, a szukają wybranki wśród rodaczek. Za nami już dwa odcinki produkcji. Obejrzałam oba i krótko mówiąc: szału nie ma.
To kolejny program TVP, w którym "ktoś poszukuje żony". Tym razem są to Polacy, którzy zdecydowali się żyć na emigracji za oceanem, ale to w rodaczkach upatrują drugiej połówki. Jeśli chodzi o uczestników - niektórzy wyjechali do USA, a niektórzy się tam urodzili. Niektórzy mężczyźni, którzy biorą udział w programie, są jednak na siłę amerykańscy. Często wtrącają angielskie słowa i akcentują. Można to zrozumieć, gdy ktoś w Polsce się nie urodził, ale jeśli część życia spędziło się w ojczyźnie, to trudno, by nagle zupełnie zapomniało się języka. Co ciekawe, "amerykańskość" udziela się nawet kandydatkom, które zaczynają w wypowiedziach wtrącać angielskie słówka. To po prostu... cringe.
Nie da się ukryć, że od początku w formacie usilnie podkreśla się świetność i wielkość Stanów Zjednoczonych. Co do randek, nie ma jednak szału, a budżet najwyraźniej nie pozwolił na wiele. U mnie pojawiły się ciarki żenady, gdy kandydatki zachwycały się USA i uczestnikami, których ledwo poznały. Wychwalały ich domy i sztucznie się ekscytowały. Wydaje się, że niektóre z nich zgłosiły się do programu, by się "wylansować" i wyjechać za ocean.
PRZECZYTAJ WIĘCEJ: Uczestnicy "Żony dla Polaka" zaprosili kandydatki do domów. O luksusach panie mogą zapomnieć
I choć mamy za sobą dwa odcinki, wiele się już wydarzyło, co może irytować. Dotychczas w programach randkowych TVP wszystko działo się w swoim tempie, w "Żonie dla Polaka" wydaje się, że nie ma na nic czasu. Uczestnicy ledwo poznali kandydatki, a już poszli z nimi na "randki", które były krótką rozmową. Przy okazji tak krótkiej konwersacji raczej trudno o lepsze poznanie się, ale biorący udział w programie już odrzucili część z aspirujących "żon". Czy ma to sens? Niekoniecznie. To zdecydowanie zbyt powierzchowne, ale ponownie - budżet najwyraźniej nie pozwala na więcej.
Program będzie miał 11 odcinków, więc uczestnicy muszą się spieszyć z wyborem. Można zauważyć, że cała fabuła toczy się zbyt szybko, wręcz zawrotnie, niczym w filmie. W jak najkrótszym czasie próbuje się upchnąć wiele wątków - pierwsze spotkanie, randki, zaproszenie do domu - i to wszystko w zaledwie dwóch odcinkach. Wiele scen wygląda na wyreżyserowanych. Rozmowy zarówno pomiędzy kandydatkami, jak i z uczestnikami są bardzo sztuczne i trudno się tego słucha. Podsumowując, format narzuca zbyt szybkie tempo, jest przepełniony usilną amerykanizacją, a jego nienaturalność aż boli.
Mateusz Damięcki nie odpuścił Mentzenowi. Porównał go do... osła
Po krótkich włosach Pauliny Smaszcz nie ma już śladu. Ekspert pod wrażeniem. "Odjęła sobie 15 lat"
Jagielska i Frederiksen nagrodzone na gali "Gazety Wyborczej". Tusk i Michnik zabrali głos na scenie
Maleńczuk odpalił się po słowach Mentzena. "Nie jest też inteligentny - raczej chytry i cwany"
Doniesienia zza zamkniętych drzwi sądu. Chodzi o rozprawę Cieleckiej i Lindy. Wiadomo, co dalej
Nie przebierała w słowach. Korwin Piotrowska ostro odpowiedziała na "w****w Mentzena". "Lepiej milcz"
Takie wykształcenie ma Andrzej Duda. Oblany egzamin zaważył na jego dalszej karierze
Po śmierci żony stracił nadzieję na miłość. Los przygotował dla Rynkowskiego niespodziankę
Warnke nie patyczkowała się po słowach Mentzena. "Jest po prostu głupi"