Tworzy teledyski, pisze piosenki i nagrywa single - wszystko bez pomocy wielkich wytwórni płytowych. Klaudia Gawor postawiła na muzyczną niezależność - i był to strzał w dziesiątkę. Niedawno wydała dwa single zapowiadające debiutancki album, który pojawi się jeszcze w tym roku. Piosenkarka w rozmowie z Plotkiem opowiedziała o swoich muzycznych planach, życiu artysty w dobie pandemii koronawirusa oraz miłosnym związku, który inspiruje ją do działania.
Nie spodziewałam się tego, że dojdę do finału i wygram program. To był dla mnie bardzo gorący okres – pisałam maturę i byłam w "X Factorze". Wszystko zbiegło się w czasie, więc było to dla mnie istne szaleństwo, również emocjonalne. Z jednej strony stres maturą, z drugiej strony nerwy związane z programem. Teraz trochę się śmieję, że matura pomogła mi w "X Factorze". Nie byłam w stanie stresować się programem, bo myślałam o tym, by zdać maturę. To była naprawdę niezwykła przygoda, pełna emocji. Dopiero miesiąc po finale zorientowałam się, że go wygrałam. Wtedy to wszystko do mnie dotarło.
Bardzo pozytywnie. Padło nawet takie stwierdzenie mojego taty, które nagrały kamery: program jest raz w życiu, a maturę zawsze można napisać za rok. Otrzymałam od rodziców ogromne wsparcie. Przyjeżdżali ze mną do Warszawy, wozili mnie, żebym zdążyła na ostatnie egzaminy.
Zdarzało się, że na ulicy ktoś do mnie podchodził, prosił o zdjęcie, albo chciał po prostu porozmawiać. Programy telewizyjne powodują, że wyskok w popularność jest bardzo szybki. To było dla mnie szokujące. Pamiętam sytuację, że ktoś pokazał na mnie palcem, a ja się zastanawiałam: na kogo on wskazuje? Mój znajomy odpowiedział wtedy: na ciebie.
Po wygraniu programu dostaje się możliwość negocjacji umowy z wytwórnią. Oczywiście nawiązałam współpracę, ale koniec końców nic razem nie wypuściliśmy. Teraz wydaję wszystkie utwory na własnych warunkach. I robiąc to sama, mam większą satysfakcję. Myślę, że potrzebowałam czasu, żeby pewne rzeczy poukładać sobie w głowie. Byłam dość młoda. Wiedziałam wtedy, co chcę robić muzycznie, ale nie wiedziałam, jak to zaprezentować odbiorcom. Myślę, że to zrobienie kroku wstecz było dla mnie dobre. Zdaję sobie sprawę, że minęło sporo czasu, ale pogram tak naprawdę dał mi wiele możliwości - i nadal z nich korzystam. Niezwykle ważne jest, żeby artysta pozostawał wierny sobie.
Każdy ma swoją ścieżkę. Wydając pierwszy singiel, "Jesteś ikoną", byłam świadoma, że nie dotrze on do wszystkich i że jest to ryzykowne posunięcie. Wiedziałam jednak, że ten utwór oddaje to, co czułam w danym momencie. Wiedziałam, że chcę to wydać. I pamiętam, że ludzie w moim otoczeniu mieli obawy, czy jest to dobry pomysł. Ja jednak byłam stuprocentowo pewna i jestem zadowolona, że podjęłam taką decyzję.
Singiel wydałam w lipcu, jeszcze przed jesiennymi strajkami. Tekst piosenki mówi o tym, że ważne jest, aby każda kobieta zrozumiała, iż jest wyjątkowa. Mamy swoje prawa i musimy o siebie walczyć. Nie możemy pozwalać sobie na to, by traktowano nas bez szacunku. My, kobiety, przez całe życie spotykamy się z tego typu sytuacjami. Dopiero w wieku 25 lat uświadomiłam sobie, że nie muszę być grzeczna. Nie muszę wszystkim się podobać i odpowiadać czyimś potrzebom.
Nie spodziewałam się jednak, że na jesień strajki znów się pojawią. Ktoś mi napisał nawet, że przewidziałam w piosence to, co się stanie. Nie chciałabym jednak być prorokiem od złych wieści. Oczywiście jestem wściekła na to, co się dzieje w Polsce. Uczestniczyłam w strajkach i uważam, że kobiety powinny mieć prawo wyboru. Przekaz utworu "Jesteś ikoną" stuprocentowo się zbiegł z tym, co działo się na ulicach – i był grany na protestach w Krakowie.
Nie oceniam tego, czy ktoś walczy i głośno mówi swoje zdanie. Uważam jednak, że my, kobiety, powinniśmy się wspierać i pomagać sobie nawzajem. A jak włączają się w to jeszcze nasi faceci, mężowie, to jest super.
Wiktor wspiera mnie emocjonalnie, co jest dla mnie niezwykle ważne, bo wydawanie utworów i tworzenie teledysków to jest emocjonalny rollercoaster. Dodatkowo cały czas dzielimy się swoimi artystycznymi pomysłami. Bardzo mocno uzupełniamy się w tym względzie i nawzajem motywujemy. Mam od niego wsparcie na każdym poziomie powstawania płyty. Mój narzeczony jest przede wszystkim autorem okładek. Nie chcę za dużo zdradzać, ale będzie kontynuacja tych okładek przy kolejnych singlach. Bardzo pomaga mi także przy teledyskach. Jest zaangażowany w ich tworzenie zarówno na poziomie organizacyjnym, jak i technicznym. Tworzy scenografię, a ja mu pomagam. Przy pierwszym teledysku zbudowaliśmy ramy i wszystkie podesty, przy drugim odnowiliśmy drzwi, które pojawiły się w klipie. Zawsze coś. Śmiejemy się, że oferujemy usługi remontowo-przeprowadzkowe. Oprócz tego, Wiktor jest także moim pierwszym krytykiem. Zawsze pokazuje mu skończony tekst piosenki i pytam: co o tym sądzisz?
Miałam takie momenty inspirujące, szczególnie z początku naszego związku, ale pisałam zazwyczaj o tych pozytywnych rzeczach, które mnie nakręcają.
Zgodzę się, ale jeżeli o to chodzi, to aktualnie jestem na pustyni – od paru lat żyję w szczęśliwym związku i nie mam sytuacji, w której cierpienie by się pojawiało. Jeżeli już się pojawia, to zdecydowanie w innych sferach. Zawsze mogę przywołać doświadczenia z przeszłości, popatrzeć na nie z innej strony i je opisać.
Na co dzień nie oglądam, ale jego wątki staram się śledzić. Jak Wiktor przygotowuje się na plan zdjęciowy, to słucham tych tekstów i dzięki temu jestem w miarę na bieżąco
Na pewno nie chcę, by ludzie skupiali się na tym, jak wygląda mój związek, co robię i co jem. Zresztą w mediach społecznościowych staram się udostępniać rzeczy, które są związane z muzyką. Z narzeczonym poznaliśmy się przed przygodą z telewizją – i jego, i moją. Znamy się od liceum. Bardzo długo byliśmy przyjaciółmi, a potem nasza relacja przerodziła się w związek.
Nie jest to najłatwiejsza rzecz, jaką w życiu robiłam. Trzeba się tego wszystkiego nauczyć. Wydanie pierwszego i drugiego singla było dla mnie dużym wyzwaniem, bo musiałam zrozumieć wiele aspektów – kwestie prawne czy wydawnicze. Musiałam stworzyć pierwszy teledysk i znaleźć ludzi, którzy będą przy nim pracować. Inwestowałam w to pieniądze z własnego budżetu. Mieliśmy jeden dzień zdjęciowy, a na planie pracowało kilkanaście osób. Ogarniałam to od strony organizacyjnej, ale także pomagałam mojemu narzeczonemu w robieniu scenografii. Spałam po kilka godzin. Zmęczony człowiek mówi: Już nigdy więcej! A za dwa tygodnie zmienia zdanie i pyta: to co? Robimy kolejny teledysk? Brak wytwórni ma oczywiście swoje plusy i minusy. Ma się zupełnie inne zasięgi, nad którymi po prostu trzeba pracować. Ważny jest kontakt z odbiorcami, a w tym momencie nie możemy grać koncertów, co jest ogromnym utrudnieniem. Nie da się promować muzyki na żywo.
Przede wszystkim planowaliśmy wydać single wcześniej, ale pandemia pokrzyżowała nasze plany. Nagrania w studiu i zrealizowanie teledysku – to wszystko przesunęło się w czasie. Jeśli chodzi o kwestie artystyczne, to odczuwam, że pandemia wpłynęła na mnie dobrze. Okazało się, że jest dużo czasu, dlatego udało mi się dokończyć teksty. Potem wpadłam w wir przygotowań do wydania singli i podejrzewam, że brak pewnych obowiązków pozwolił mi dopilnować wszystkich spraw. Najbardziej brakuje mi jednak muzyki na żywo. Bardzo duża część artystów straciła możliwość pracy i zarobku. Ta chwila oddechu była na pewno stymulująca, jednak artystów napędza przede wszystkim kontakt z fanami na koncertach. Sama również mam ogromną potrzebę posłuchania muzyki na żywo. Dodatkowo mimo tego że się potwornie starałam i uważałam, to i tak dopadł mnie koronawirus.
Nie miałam bardzo ciężkiego przypadku, ale zauważyłam, że ta choroba jest nieprzewidywalna. Starsze osoby w mojej rodzinie przechodziły ją lżej niż ja. Przez pierwsze trzy dni czułam się gorzej, później zaczęło być lepiej i wydawało mi się, że już wychodzę z choroby. Ostatecznie znów zaczęłam czuć się źle. Na szczęście należę do grona osób, które nie mają powikłań. Należy dbać o bliskich i uważać na siebie, ponieważ to nie jest tak, że ta choroba nie istnieje wśród młodych osób. Ja bardzo uważałam, a i tak się zaraziłam. Nawet nie wiem gdzie.
Teledysk jest metaforą podróży do wnętrza siebie. Nie bez przyczyny akcja dzieje się w nocy, kiedy zostajemy sami ze swoimi myślami. W teledysku jest bardzo wiele symboli osobistych. Jest płaszcz mojego dziadzia, w którym znajduje klucz od domu, gdzie schowane są wszystkie moje wspomnienia. Jest też łańcuszek – kluczowy element teledysku. Dostałam go od mojej babci, a ta otrzymała go od dziadka. Chciałam zamieścić te osobiste rzeczy w klipie z dwóch powodów: są one symboliczne i jestem związana z nimi emocjonalnie. Kluczem do interpretacji jest także woda – to przejście między jednym a drugim światem oraz symbol oczyszczenia. Ten utwór i teledysk są dla mnie bardzo ważne i nie ukrywam, że były to jedne z trudniejszych rzeczy, jakie w życiu robiłam. Sięganie do emocjonalnych miejsc nie było łatwe i wymagało ode mnie dużego otwarcia. Jest to podróż w swoją przeszłość, ale te wszystkie rzeczy, które się wydarzyły, tworzą nas takimi, jakimi jesteśmy teraz. Kształtują nas, a akceptowanie przeszłości umożliwia nam płynięcie w dalszą drogę. Chodzi również o to, żeby ufać sobie i nie bać się siebie.
Muzyka jest taką sferą, gdzie można stosować bardzo dużo autoterapii. Nie chodzi tylko przesłanie, ale przede wszystkim o tworzenie i wykonywanie. To jest pole, w którym odkrywam pewne swoje aspekty i pokazuje je innym ludziom.
Będzie singiel. Jednak nie zdradzę jeszcze kiedy. Potem jeszcze jeden i pojawi się płyta. Chcieliśmy to zrobić wcześniej, ale pandemia pokrzyżowała nam plany. Zobaczymy, jak się uda z teledyskami. Nie wiem, na ile będę w stanie ogarnąć to pod kątem organizacyjno-budżetowym.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!