Nie możemy się oprzeć wrażeniu, że twórcy " Kuchennych rewolucji " z rozmysłem wybierają, która rewolucja będzie bohaterem ostatniego, finałowego odcinka sezonu. W tym było wszystko to, za co kochamy program najbardziej - czyli dobra kuchnia plus szczypta (ale tylko szczypta!) rodzinnych waśni. W poprzednich odcinkach z właściwymi proporcjami bywało różnie - i często konflikty dominowały nad gotowaniem. W tym było idealnie.
Finałowy odcinek przypominał nieco bajkę. Oto za siedmioma górami, za siedmioma lasami, czyli w willowej dzielnicy w Rąbieniu pod Łodzią, mieści się zapomniana przez klientów restauracja o hiszpańskiej nazwie El Fuego oznaczającej "ogień". Jednak może się ona poszczycić czymś niezwykłym, a mianowicie wyjątkowo uzdolnionymi kucharzami, Marcinem i Kubą. Magda Gessler poznała się na nich już pierwszego dnia. Nie tylko doskonale wypieczona pieczeń z cielęciny skradła jej podniebienie, ale i "zwykłe", zdawałoby się, dodatki jak buraczki.
To nieprawdopodobne. Jest strasznie pusto, nieprzyjemnie, a jedzenie pyszne - dziwiła się Gessler.TVN/ X-news
Wkrótce przyszło jej przekonać się co, a właściwie kto stoi za niepowodzeniem restauracji. Właścicielka, Marzena, zatrudniła w niej jako kelnerkę siostrę, lokal zaś przepisała na syna, Igora, który teoretycznie do jego przejęcia przygotowywał się od 5 lat. Ani siostra ani syn nie byli jednak właściwymi osobami na właściwych miejscach, przynajmniej według Gessler. Kelnerka zniechęcała klientów, zaś 24-letni syn o prowadzeniu lokalu nie miał pojęcia, bo nigdy nie pracował w gastronomii. Oprócz u mamy. Gessler miała tylko jedną radę i sprawę postawiła jasno - syn i siostra muszą zniknąć z restauracji - a syn ma zdobyć doświadczenie choćby pracując w Londynie. Matce trudno jednak było "wypuścić go z gniazda".
To zawsze był mój najukochańszy synuś, Igorek - powiedziała przed kamerami o 24-latku.
To jakaś maskara - podsumowała Gessler.TVN/ X-news
Właścicielka początkowo posłuchała Gessler, ale nie trzeba było długo czekać - skruszony syn już następnego dnia wrócił do lokalu.
Miał swój czas, miał swoją szansę. Jesteś ograniczona ich obecnością - tłumaczyła jej Gessler.
Rewolucja ruszyła - lokal zmienił nazwę na Kolorowe Gary i ma serwować dania kuchni polskiej. A jest się czym pochwalić - jego specjalnością stanie się pieczona kaczka z jabłkiem, pasztet czy zupa z borowików. I tu znów kucharze spisali się na medal - zarówno na kolacji finałowej, jak i miesiąc po niej pokazali, że mają talent do gotowania. Prośby Gessler nie zostały jednak spełnione. Siostra właścicielki nadal pracuje jako kelnerka, zaś jej syn ma odbyć staż w restauracji w Mediolanie, ale dopiero w styczniu. Gessler jednak nie miała zastrzeżeń co do potraw.
Ja jestem zadowolona. Jest pysznie, ale jest jeden problem, wszystko, o co prosiłam Marzenę, nie zostało zrealizowane. Jakie będą konsekwencję, sami zobaczycie - powiedziała.
Miało być więc (prawie) jak w bajce, a co się stało, kiedy zgasły światła kamer? Jeden z kucharzy, Marcin, na profilu na Facebooku Magdy Gessler przyznał , że już nie pracuje w restauracji. A szkoda, bo był przecież jednym z filarów powodzenia tej rewolucji.
Facebook.com/Magda-GesslerZdania co do tej rewolucji są podzielone. Internauci zastanawiają się, czy Gessler nie przekracza swoich kompetencji "rozkazując" właścicielce zwolnić syna czy siostrę.
Facebook.com/Kolorowe GaryNa profilu Magdy Gessler pojawiły się zaś sugestie, że Gessler sama powinna zatrudnić uzdolnionych kucharzy. Cóż, to z pewnością byłby happy end tego odcinka.
Facebook.com/Kuchenne rewolucjePoe
Aplikacja Plotek
Wiadomo, kto będzie nowym komentatorem "Szkła kontaktowego". To znany twórca internetowy
Hejtowali stylizację Wieniawy. Teraz im odpowiedziała. "Ludzie czują się bezkarni"
Woźniak-Starak zdradziła sekret diety. Trzyma się jednej zasady
Zaroiło się od plotek o jej relacji z Marcinem Prokopem. Mery Spolsky reaguje
Znana aktorka znaleziona nieprzytomna na dnie basenu. Ze szpitala napłynęły niepokojące wieści
Wygląda jak z butiku, a to Sinsay. Komplet w dwóch kolorach za mniej niż 100 złotych
Pakulnis nie gryzła się w język. Mocne słowa o Kościele. "Chcą ustanawiać reguły dla wszystkich, a sami je łamią"
Dorota Wellman wprost o popularnym leku. "Nie muszę go brać". Nie przebierała w słowach
Tak Kaczyński przywitał się z Dobrosz-Oracz. Wszystko się nagrało