Grzmią, że to koniec Książula. Mają rację? Zapomnieli, o jednej ważnej sprawie

W sieci pojawiają się komentarze, w których internauci wieszczą koniec kariery Książula. Przyczyną tego stanu rzeczy ma być jego autorska pizza, którą można kupić w sieci sklepów Żabka. Sprawa cały czas oburza jego widzów, ale czy rzeczywiście influencer może pożegnać się z milionowymi zasięgami? Te historie pokazują, że jedna afera końca nie czyni.
Sandra Kubicka, Jessica Merceds, Książulo, Wersow
Fot. KAPIF.pl, YouTube/@ksiazulo

Książulo postanowił wypuścić autorską pizzę w dwóch smakach, którą fani już mogą zakupić w Żabce. Produkt influencera wywołał niemałą burzę w sieci, gdyż wielu zarzucało mu, że "się sprzedał", a przysmak jest niezwykle kaloryczny i ma słaby skład. Twórca internetowy odniósł się do sprawy, nie widząc nic złego w stworzeniu własnego produktu. Uważa, że znany jest z testowania "śmieciowego" jedzenia, więc i sygnowany jego twarzą przysmak nie jest najbardziej zdrową opcją. Internauci są oburzeni i wieszczą koniec kariery Książula, uznając, że pogrążyła go pizza. Chyba zapomnieli o tym, że marka osobista potrafi znieść wiele. Mam na to doskonałe przykłady, a daleko szukać nie musiałam. 

Zobacz wideo Restauratorzy drżą przed Książulem? Moran zabrał głos

Jessica Mercedes zaliczyła potężną wpadkę z marką własną. Niedawno pojawiła się w głośnym programie

Jessica Mercedes to jedna z tych influencerek, które w sieci działają od kilkunastu lat. Zaczynała jako szafiarka, chętnie prezentując stylizacje. Do dziś ma setki tysięcy obserwujących, którzy śledzą jej każdy krok w mediach społecznościowych. Wielu zapomniało o wpadce, która sporo ją kosztowała. W grudniu 2018 roku ruszyła marka Veclaim, którą stworzyła Jessica Mercedes. Ubrania, które miały być produkowane w Polsce, szły jak świeże bułeczki, a wiele kobiet chciało założyć produkt od influencerki. Wiele zmieniło się w maju 2020 roku, gdyż właśnie wtedy w sieci pojawiło się zdjęcie, na którym widać metkę Veclaim naszytą na metkę amerykańskiej marki Fruit of The Loom. To wywołało potężną burzę, bo z jakiej racji ktoś ma płacić 200 złotych za t-shirt marki premium, gdy w rzeczywistości jest on na wyciągnięcie ręki za znacznie mniejszą kwotę?

Mercedes zareagowała, szybko blokując możliwość komentowania jej postów w mediach społecznościowych, a ze strony Veclaim zniknęło hasło: "wszystkie nasze produkty są uszyte w Polsce". Niedługo później pojawiło się oświadczenie. "Przede wszystkim, DNA marki VECLAIM od początku jej istnienia to pokazanie, że tu, w Polsce możemy tworzyć rzeczy wyjątkowe, na światowym poziomie. (...) Postawiłam na to, bo wierzę, że warto i trzeba wspierać polski biznes związany z modą, że warto budować markę polskich rzeczy na świecie. (...) To tu, w Polsce, zdobimy rzeczy, tu zatrudniamy ludzi, tu produkujemy oprawę. Produkty, w których - podkreślę - tylko jeden z wielu elementów, sam basic, powstał poza Polską, stanowią zaledwie kilkanaście procent obecnego stocku. (...) Nie zamierzałam i nie zamierzam nikogo wprowadzać w błąd. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się z tą sytuacją źle - tłumaczyła. 

Sprawa wywołała spore oburzenie, a wielu odwracało się zarówno od marki, jak i od samej Jessici Mercedes. W takich sytuacjach kojąco działa jednak czas, bowiem influencerka powracała na salony i jak widać, świetnie się jej to udało. Przeprosiła, sprawa ucichła, a ona mogła na nowo zaistnieć w świadomości odbiorców. Dziś Mercedes znowu jest jedną z największych twórczyń internetowych, a świadczyć o tym może chociażby to, że została zaangażowana, u boku Andziaks, Oli Nowak i Klaudii Sadownik, do programu "Girls of Warsaw". To pokazuje, że poważne nadszarpnięcie wiarygodności można odbudować.

Wersow miała ukraść logo, a sprawa wywołał burzę w sieci. Do dziś jest jedną z największych polskich influencerek

Dziś Wersow kojarzona jest zarówno z treści parentingowych, jak i lifestyle'owych, a w mediach społecznościowych ma niewiarygodnie duże zasięgi - chociażby na Instagramie śledzi ją 3,7 miliona użytkowników. W 2021 roku doszło jednak do sytuacji, która zostawiła rysę na jej wizerunku. Właśnie wtedy Sylwester Wardęga nagłośnił kwestię dotyczącą jej loga, które pojawiało się zarówno na kanale Wersow, jak i na kosmetykach sygnowanych nazwiskiem influencerki. Chodziło o narysowaną sowę - przez długi czas nie wzbudzała ona podejrzeń. Youtuber ujawnił jednak, że autor grafiki nie miał pojęcia, że została ona wykorzystana i podkreślił, że nikomu nie udzielił licencji. - Mam nadzieję, że tym razem Weronika nie będzie milczała i do całej sprawy się odniesie - komentował Wardęga.

I tak się rzeczywiście stało. - Nie miałam żadnych złych zamiarów w momencie, kiedy wykorzystywałam to logo, bardziej po prostu myślałam, że jest to dozwolone. Tak naprawdę w ogóle się nie zorientowałam w tym temacie i po prostu nie wykupiłam żadnej licencji, nawet wtedy nie wiedziałam, że tak trzeba zrobić - stwierdziła Wersow, która przez pewien czas była studentką prawa. - Za bardzo nie czułam jeszcze odpowiedzialności do tego, że powinnam się z nim skontaktować i tak dalej, co było tak naprawdę dużym błędem. Stwierdziłam, że jeżeli się od tego odsunę, przestanę tego używać, to tak naprawdę będzie ok, a nie było ok - zaznaczyła. - Przeprosiłam artystę, przepraszam też wszystkich widzów, jeżeli wprowadziłam was w błąd. Jest mi z tym strasznie głupio - dodała. 

Nie wszystkich jednak jej tłumaczenie przekonało. Internauci uznali, że to wymuszone przeprosiny, które mają ocieplić wizerunek Wersow. Wytykano influencerce, że dopiero nacisk ze strony youtubera i jej widzów sprawił, że zareagowała - inaczej, w ich mniemaniu, najpewniej przemilczałaby sprawę. O znaku, który wykorzystywała, internauci wspominali wielokrotnie, ale w końcu sprawa ucichła, a Wersow dalej publikowała w sieci, gromadząc coraz większe grono obserwujących. W 2023 roku powróciła do skandalu. - Ta sprawa faktycznie ciążyła mi w głowie przez długie, długie miesiące. Odbiła się bardzo na moim stanie psychicznym ze względu na to, że zawsze należałam do osób, które raczej stroniły od tego, żeby pożyczać pieniądze, żeby coś kraść. (...) Bardzo tego żałuję. (...) Kosztowało mnie to niemałe mieszkanie, aczkolwiek cieszę się, że mogę teraz ruszyć już naprzód - przyznała na jednym z filmików. Dziś niewielu odbiorców pamięta o aferze, a Wersow nadal jest największą polską influencerką, choć przed pięcioma laty wielu wróżyło jej koniec kariery. 

Sandra Kubicka miała aferę z własną matchą. O problemach z zasięgami mowa nie ma

O Sandrze Kubickiej co jakiś czas jest głośno w mediach, ale największe zasięgi - oprócz tych z czasu rozwodu z Aleksandrem Milwiw-Baronem, co zaliczam do kwestii mocno prywatnych, zyskała aferą związana z matchą. Modelka założyła bowiem własny lokal, gdzie serwowano japońską herbatę. Już po otwarciu wielu podnosiło, że napój jest nieodpowiednio serwowany, ale nie to okazało się największym problemem. Influencer Dominik Rupiński skrytykował matchę Kubickiej, twierdząc, że to najgorsza, jaką w życiu pił, a na dodatek wypluł ją na nagraniu, które opublikował w sieci - i od tego się zaczęło. Kolejni celebryci krytykowali napój, naśladując Rupińskiego. 

Kubicka postanowiła odpowiedzieć na wszelkie zarzuty, publikując filmik na jachcie wartym milion złotych. Widzieliśmy ją śmiejącą się, a na dodatek machającą środkowymi palcami. To nie zostało pozytywnie odebrane przez internautów. Dalej nie było lepiej, bo modelka zaczęła odnosić się do sprawy. - Całe to aktorstwo w tych wszystkich recenzjach, wyrzucanie, wypluwanie, wiecie taka drama, trzeba tam tyle takiej dramaturgii dodać. O, to jest ohydne, nie da się tego napić. O matko, jakby naprawdę co najmniej miało im to gardło wypalić - grzmiała. - Jeżeli wam to nie smakuje, to nadal nie jest do takiego stopnia, żeby tak się zachowywać. Ale o czym myślałam, jak właśnie takie filmiki oglądałam, że na świecie jest tyle ludzi, którzy głodują, a ludzie się jedzeniem bawią dla zasięgów - komentowała. To jednak podkręcało internautów, którzy nie rezygnowali z krytycznych recenzji. 

Ostatecznie celebrytka zdecydowała się na zamknięcie matcharni, co ogłosiła na początku 2026 roku. - Tak szybko, jak dodaliście mi skrzydeł i uniosłam się nad ziemię, tak szybko te skrzydła zostały mi podcięte. (...) Wyśmiewana byłam ja. Wyśmiewana była moja matcha. Byliśmy podważani. (...) Tego było po prostu za dużo. Jeśli spytacie mnie, czy mnie to dotknęło, dotknęło mnie to. I nie mogłam przez to skupić się na tych tysiącach osób, które wspierały nas, które faktycznie przychodziły, które stały w kolejkach. Tylko skupiłam się na tych przykrych momentach - mówiła ze smutkiem. Ostatecznie odbiorcy Sandry puścili najpewniej aferę w niepamięć, bo dziś modelka ma w social mediach ogromne zasięgi, a wiele firm chce z nią współpracować. 

Książulowi wróżą koniec kariery. Te przykłady pokazują, że najpewniej się mylą

Oczywiście są przykłady influencerów, którzy swoje kariery zakończyli przez afery - mowa tu jednak o zupełnie innym kalibrze sytuacji - m.in. Pandora Gate. Książulo nie popełnił jednak czynów zabronionych, bo wypuszczenie pizzy nie jest karalne. Internauci oburzają się sprawą, ale tu z pewnością wszystko zmieni... czas. Możliwe, że influencer straci na zasięgach, ale w końcu afera ucichnie. Dziś wielu zbija sobie kapitał na problemach Książula, ale zapewne wkrótce fani wrócą do oglądania testów twórcy - choć u części widzów na zawsze stracił wizerunek "chłopaka z sąsiedztwa". 

Więcej o: