Programy randkowe to już przeżytek? Myślę, że dziś to po prostu fabryki influencerów

Wielu uczestników programów randkowych stawia na promowanie marki osobistej, a nie skupia się na tym, by rzeczywiście znaleźć miłość. Czy faktycznie zbliżamy się do tego momentu, że widzom odechce się oglądać, bo zobaczą kolejne osoby, które uważają się za materiał na influencerów, a nie tych, którzy chcą stworzyć szczęśliwy związek? Sądzę, że powoli dochodzimy do tego momentu, bo przecież chcemy oglądać relacje międzyludzkie, a nie lansujących się przed kamerą uczestników - pisze redaktorka Plotek.pl, Zuzanna Kwasek.
Programy randkowe to już przeżytek? Myślę, że dziś to po prostu fabryki influencerów
Fot. Netflix, Facebook/TVP

Programy randkowe są dziś niezwykle popularne, a widzowie chętnie śledzą losy bohaterów, którzy chcą znaleźć drugą połówkę. W Polsce prym wiedzie przede wszystkim "Rolnik szuka żony", ale niedawno głośno było o rodzimej wersji "Love is Blind". Nietrudno jednak zauważyć, że kolejni uczestnicy randkowych show stają się swego rodzaju celebrytami, a to zwraca uwagę na jeden problem - czy przychodzą do programów po miłość, czy po sławę? Czy te formaty nadal mają sens? Tu mam pewne wątpliwości.

Zobacz wideo Kamila Boś z "Rolnik szuka żony" walczy ze stereotypami. "Ciężko pracuje, nie tylko wyglądam"

Programy randkowe to już fabryka celebrytów i influencerów? Dziś to doskonała opcja na zyskanie popularności 

"Rolnik szuka żony" zadebiutował w TVP w 2014 roku i od tego czasu nieprzerwanie cieszy się popularnością. Nie da się ukryć, że od tego czasu format się nieco zmienił - chodzi przede wszystkim o jego bohaterów. Na początku widzieliśmy raczej niepewne osoby, ale dziwić to nie mogło, bowiem dopiero dowiadywali się "z czym to się je". Jeśli obejrzymy program dziś, możemy zauważyć, że wiele osób niemalże "pcha się przed kamerę". I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o kandydatów, ale również samych rolników. Wielu z tych, którzy brali udział w programie, dziś działa w sieci i dobrze na tym zarabia. Można wskazać tu m.in. Annę Bardowską, Kamilę Boś, Annę Derbiszewską czy Martę Paszkin i Pawła Bodziannego. 

Teraz widzowie czekają na 13. edycję programu, a produkcja odsłania karty, ujawniając kolejnych bohaterów - wśród nich jest 21-letnia rolniczka Justyna. Jej udział został gorzko oceniony przez fanów show, którzy uważają, że kobieta wzięła udział w formacie, by się po prostu... wylansować. "Ooo kolejna chce być influ,", "Kolejna poszła po lajki i obserwacje", "Zawiedziona jestem, coraz bardziej pokazujecie że to reality show, a nie program, który ma pomóc ludziom znaleźć miłość..." - pisali widzowie w mediach społecznościowych "Rolnik szuka żony". Jak jednak podkreślała sama Justyna, jest gotowa na miłość. - Po wizytówce miałam chwile zwątpienia, ale potem przyszła pewność, że się uda. Jestem dojrzała i gotowa - mówiła, wcześniej podkreślając, że wiek nie ma znaczenia. 

Coraz częściej można zauważyć, że osoby biorące udział w programach randkowych chcą się pokazać i być zapamiętani. Uważam, że obecnie tego typu show to po prostu sposób na wejście do show-biznesu dość niskim kosztem. Nie trzeba się czymś wyróżnić, ludzie będą ciekawi tego, jak obecnie wygląda życie poszczególnych bohaterów. Inną kwestią jest to, czy dane osoby będą w stanie utrzymać zainteresowanie internautów. 

Wezmę udział w programie randkowym, to się wybiję. Czy takie formaty nadal mają sens?

Fabryką influencerów niewątpliwie nazwać można program "Love is Blind", który doczekał się edycji w wielu krajach - w tym i w Polsce. Uczestnicy rodzimej edycji szybko zrozumieli, że mają swoje pięć minut i muszą je wykorzystać, wręcz wycisnąć jak gąbkę. Rozkręcali konta na TikToku czy Instagramie, wiedząc, że po chwili zainteresowania pozostanie z nimi garstka osób, które polubią produkowane przez nich treści. Decydowali się również na podcasty, w których ujawniali tajemnice produkcji, czym próbowali przykuć uwagę internautów. Nie inaczej jest za granicą, gdyż przy okazji nowej edycji brytyjskiej wersji show można było zauważyć, że i tam wielu przyszło po sławę i możliwość zostania influencerem, a nie po to, by tę miłość faktycznie znaleźć. Uczestnicy są coraz bardziej aktywni w mediach społecznościowych, odpisują na komentarze, wchodząc w interakcję z widzami, w ten sposób budując zasięgi w sieci, choć trzecia edycja miała premierę 19 sierpnia. Przykładem tego może być Jack Bradshaw, który cały czas dyskutuje z internautami w komentarzach i opiera swoją twórczość na programie. 

Wydaje się, że wszystko sprowadza się do konkluzji, jakoby programy randkowe nie miały już obecnie sensu. Wielu uczestników stawia na promowanie marki osobistej, a nie skupia się na tym, by rzeczywiście znaleźć miłość. Czy faktycznie zbliżamy się do tego momentu, że widzom odechce się oglądać formatów, bo zobaczą kolejne osoby, które uważają się za materiał na influencerów, a nie tych, którzy chcą stworzyć szczęśliwy związek? Sądzę, że powoli dochodzimy do tego miejsca, bo przecież chcemy oglądać relacje międzyludzkie, a nie lansujących się przed kamerą uczestników. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że rzeczywiście jakaś część osób idzie do programów po miłość, bo tego wykluczyć nie mogę. 

Myślę, że produkcja tego typu show również powinna zadbać o to, by odpowiednio pokierować programami, by skupiać się właśnie na relacjach, a nie danych jednostkach. Tego właśnie przecież chcą widzowie - a bez tych widzów formaty sensu po prostu nie mają. Dziś programy randkowe są wtórne i nużące, stając się coraz większymi wydmuszkami i polem do promocji. Doczekamy się zmian? Póki liczby się zgadzają - zapomnijmy, ale może spadające słupki oglądalności i zirytowana wykluwaniem się kolejnych celebrytów widownia, zmusi producentów do wprowadzenia zmian. 

Szukanie sławy w wielu programach. Te same twarze widzimy w wielu randkowych formatach

Choć już podkreśliłam, że uczestnicy często idą do tego typu programów po sławę, dobitnym przykładem niech będzie fakt, iż wielu z nich pojawia się w kilku formatach nadawanych na różnych stacjach. W "Żonie dla Polaka" - show emitowanym na TVP, pojawił się kandydat, który wcześniej próbował swoich sił w "Kolacji w ciemno" - programie, który emitowano w Polsat Cafe. Ciekawym przypadkiem jest również jeden z uczestników "Love Island. Wyspa miłości", który wcześniej próbował swoich sił w austriackim show - "Match in Paradise". Wiele osób traktuje randkowe show jak trampolinę do kariery w mediach. Problem pojawia się, gdy widzowie zauważają, że dana osoba pojawia się w kolejnym programie - wówczas nie traktują już jej poważnie i nie wierzą w szczerość jej intencji znalezienia prawdziwego uczucia. 

Psycholożka dosadnie podsumowuje programy randkowe. "Popularność jest dziś walutą"

O komentarz w sprawie poprosiłam również psycholożkę Magdalenę Chorzewską. Ekspertka wyjaśniła, jak z jej perspektywy wygląda połączenie światów programów randkowych oraz zdobywania popularności. - Program randkowy daje uczestnikom natychmiastowy dostęp do dużej publiczności. To, co w mediach społecznościowych buduje się latami, można zdobyć w kilka tygodni: rozpoznawalność, obserwujących, współprace reklamowe i szansę na dalszą karierę. Nie oznacza to, że każdy uczestnik udaje, że szuka miłości, chociaż jestem pewna, że zdarzają się tacy uczestnicy - skomentowała Chorzewska.

- Motywacje mogą się łączyć: ktoś może chcieć poznać partnera, a jednocześnie wykorzystać medialną szansę. Widzowie szybko jednak wyczuwają, kiedy relacja staje się jedynie pretekstem do pozostania na ekranie - dodała psycholożka, odnosząc się do głównego aspektu, który może oddziaływać na niektóre osoby. - Popularność jest dziś walutą, ponieważ można zamienić ją na pieniądze i możliwości zawodowe. To bywa kuszące dla ludzi, którzy patrzą na kariery influencerów z różnych programów. A jak widać, programy randkowe mają się świetnie - podsumowała Magdalena Chorzewska.

Więcej o: