Od 22 do 24 maja Sopot żył kolejną edycją Polsat Hit Festiwalu, z okazji którego nad morze przybyły tłumy polskich gwiazd. Przez trzy dni wydarzenia zebrane w Operze Leśnej osoby, jak i widzowie przed telewizorami, mieli możliwość posłuchania występów najpopularniejszych polskich artystów. W rozmowie z Plotkiem imprezę ocenili dziennikarz muzyczny Tomasz Ochota i nauczycielka śpiewu Beata Całka.
- Sopot od dawna nie jest już festiwalem muzycznym, a bardziej telewizyjnym formatem rozrywkowym, w którym muzyka jest tylko jednym z elementów całej układanki. Tegoroczna edycja bardzo wyraźnie to pokazała. Mamy ogromną skalę produkcji, szybkie tempo, światła, dynamiczny obraz i precyzyjnie zaplanowane momenty, które mają się klikać w internecie. Z drugiej strony widać coraz mniej przestrzeni na samą muzykę jako wartość nadrzędną - stwierdził na starcie Ochota, zwracając uwagę na główny problem podobnych wydarzeń. - Muzyka siłą rzeczy schodzi na drugi plan w momencie, kiedy głównym celem staje się wywołanie reakcji i rozmów - podkreślił ekspert. Co do występów, również miał jasne zdanie.
Poziom artystyczny? Był bardzo nierówny. Obok dobrych, świadomych występów pojawiały się też i takie, które sprawiały wrażenie podporządkowanych bardziej koncepcji show niż jakości wykonawczej. Na scenie wystąpili artyści, którzy zawiedli mnie osobiście pod względem wokalnym - choć zaznaczam, że oceniam to jako widz przed telewizorem
- dodał dziennikarz. Nie krył też, że festiwal Polsatu charakteryzował się mocną zachowawczością. - Festiwal w zbyt dużej mierze opiera się na tym, co już znane, czyli tych samych nazwiskach, podobnych repertuarach, sprawdzonych rozwiązaniach. To działa w 100 proc. z perspektywy oglądalności, ale jednocześnie zamyka drzwi dla świeżych nazwisk. Polska scena muzyczna jest różnorodna i ciekawa. Szkoda, że tak rzadko dostaje przestrzeń na tak dużych wydarzeniach - zaznaczył Ochota, odnosząc się także do faktu, iż w takich przypadkach "świat muzyczny jest przede wszystkim biznesem, a znane nazwiska sprzedają bilety i oglądalność".
- Sopot funkcjonuje dziś bardziej jako produkt telewizyjny niż wydarzenie muzyczne. I dopóki to się będzie opłacało, trudno oczekiwać jakichkolwiek zmian. Pytanie tylko, czy w pewnym momencie widzowie nie zaczną oczekiwać czegoś więcej niż dobrze zmontowanego show - podsumował dziennikarz.
Beata Całka oceniła festiwal nieco bardziej pozytywnie. - Kwintesencja polskich hitów podana na srebrnej tacy telewizyjnego ekranu. Dużo emocji, nostalgii i świetnej rozrywki. Nieoczywiste duety, nowe aranżacje, powroty do ponadczasowych hitów - opisała wydarzenie ekspertka. Postanowiła przy tym wyróżnić dwie artystki, których wykonania najbardziej zapadły jej w pamięć. - Współcześni artyści nadający starym utworom nowe życie, jak Julia Wieniawa śpiewająca "Gdzie ci mężczyźni" czy Edyta Górniak z "My cyganie" - fantastyczne połączenie pokoleń oraz muzycznych światów - podsumowała Całka w rozmowie z Plotkiem.
Grał Basię w "M jak miłość", dziś krytykuje warunki na planie. Produkcja odpowiada
Dziennikarka nie wytrzymała podczas wywiadu z Żukowską. "Polecam nastawić budzik wcześniej"
Rosati zapytana o rywalizację z Bachledą-Curuś. Nie gryzła się w język. Tak podsumowała ich relację
Wystarczyło jedno pytanie dziennikarki. Trumpowi znowu puściły hamulce
Bagi ma 25 lat i milionowe biznesy. Na same pensje pracowników idzie zawrotna kwota
Agata Kulesza mocno o traktowaniu Heleny Englert. "To jest paskudne"
Prokop zakpił z biznesu Chajzerów. Wystarczył krótki komentarz
Olejnik apeluje do Nawrockiego ws. aborcji. Padły słowa o Marii Kaczyńskiej
Aleksander Milwiw-Baron usłyszał wyrok w sprawie wypadku w Słomczynie. Oto, co go czeka