W poniedziałek 9 marca w warszawskim teatrze Garnizon Sztuki odbyła się premiera "Siedem", czyli długo oczekiwanego i głośno zapowiadanego spektaklu Agnieszki Kaczorowskiej i Marcina Rogacewicza w reżyserii Jacka Bończyka. Para zdecydowała się wystąpić na scenie w wielu miastach w Polsce, ale zaczęli od stolicy. Od kilku miesięcy romans Agnieszki Kaczorowskiej i Marcina Rogacewicza rozgrzewa zarówno ich fanów, jak i media. Nic więc dziwnego, że na premierze pojawiły się tłumy. Niemal cała sala była wypełniona. Warto było przyjść na spektakl? Już wyjaśniam!
Wszyscy, którzy mniej lub bardziej śledzą losy Agnieszki Kaczorowskiej i Marcina Rogacewicza, z pewnością wiedzą, że pomysł na wspólny spektakl taneczno-muzyczny narodził się, gdy para odpadła z "Tańca z gwiazdami". W końcu nawet sam tytuł nawiązuje do numeru ich tanecznego duetu w show.
"'Siedem' to spektakl o wolności w jej siedmiu odsłonach. Jest to opowieść o spotkaniu kobiety i mężczyzny, którzy zaczynają swoje życia od nowa. Czym jest wolność w miłości i relacji? Czy w rzeczywistości, w której rządzą schematy, jest miejsce na wolność? Czy każda wolność jest taka sama? Jak realizuje się wolność w codzienności? Czy taniec to wolność? Czy wolność to szczęście? 'Siedem' to opowieść o miłości, namiętności, pasji i uzdrowieniu" - czytamy w opisie sztuki.
I o ile w samym opisie mowa o "spotkaniu kobiety i mężczyzny, którzy zaczynają życie od nowa" (mogłoby się więc wydawać, że to zupełnie losowa, nieznana para), o tyle nie sposób nie odnosić wszystkich szczegółów spektaklu do życia Agnieszki Kaczorowskiej i Marcina Rogacewicza. Tym bardziej że pomiędzy tanecznymi występami można było na ekranie zobaczyć ich krótkie wypowiedzi na różne tematy. Najpierw Marcin Rogacewicz mówił, czym jest dla niego wolność. Potem Agnieszka Kaczorowska opowiadała o "idealnym mężczyźnie". Razem mówili też o hejcie.
Scena była tylko ich. Już sam początek był wymowny i znaczący - Agnieszka Kaczorowska i Marcin Rogacewicz spotkali się na scenie, a z głośników wybrzmiał ich krótki dialog. Usłyszeliśmy wtedy, że Kaczorowska pragnie wolności, a Rogacewicz był ciekawy, co stoi jej na przeszkodzie. Chwilę później pomagał jej nieść walizkę. W następnej scenie para była już razem w domu, gdzie znów zaprezentowała układ taneczny. Taniec przerywany był wyżej wspomnianymi krótkimi wywiadami, monologami przy mikrofonach, a nawet niespodziewanym występem Rogacewicza z gitarą. Nie będę ukrywać, że te fragmenty wydawały mi się najbardziej nużące i zbyt patetyczne. Nie brakowało jednak również scen, które zrobiły na mnie wrażenie - jak kłótnia między kochankami (mam nadzieję, że nie odzwierciedlała ich realnych kłótni, bo pojawiły się nawet szarpaniny i "kopniaki") i wspólna impreza.
Doceniam pomysł przedstawienia w ten sposób swojej miłosnej historii i realizację. Idąc na premierę, obawiałam się powtórki z "Tańca z gwiazdami", tylko w teatralnym wydaniu. Byłam naprawdę sceptycznie nastawiona. A tu, proszę, niespodzianka. Agnieszka Kaczorowska i Marcin Rogacewicz faktycznie opowiedzieli o swoim związku za pomocą tańca i muzyki.
Nie potrafiłam więc oddzielić ich osobistej historii od tego, co zaprezentowali na scenie. Dowiedziałam się, że Marcin Rogacewicz "był raniony", o czym powiedział wprost. Usłyszałam też krótką rozmowę Agnieszki Kaczorowskiej z "tajemniczym" mężczyzną - podejrzewam, że nie tylko ja pomyślałam w tym momencie, że aktorka zapewne odegrała rozmowę z byłym mężem Maciejem Pelą. Poznałam jej najskrytsze lęki i dowiedziałam się, czym jest zaufanie dla Marcina Rogacewicza. Moją uwagę zwrócił też solowy występ Kaczorowskiej w scenie dotyczącej hejtu. Zrobiła to wyjątkowo sugestywnie, podczas gdy w tle wyświetlane były hejterskie komentarze, które regularnie zasypują jej instagramowe konto. Ta scena naprawdę mi się podobała. Doceniłam też minimalistyczną oprawę wizualną, rzadkie zmiany stylizacji (które nie odrywały uwagi od tańca) i muzykę dopasowaną do poszczególnych scen.
Reakcje widzów były wyjątkowo żywiołowe przez cały spektakl. Nie brakowało głośnych braw i entuzjastycznych okrzyków. Widać było, że widzowie byli zachwyceni i w ten sposób nagradzali starania aktorów. I choć ja sama byłam znacznie bardziej powściągliwa w okazywaniu emocji, to przyznam, że była to dla mnie ciekawa alternatywa dla klasycznych przedstawień teatralnych.
Marta Nawrocka w eleganckiej kreacji na otwarciu wystawy. Ekspertka załamuje ręce
Burza po przemówieniu Melanii Trump. Nazwała siebie "wizjonerką"
Sprzedali posiadłość wyremontowaną dzięki "Nasz nowy dom". W środku zgroza
Joanna Przetakiewicz ocenia decyzję w sprawie prohibicji w Warszawie. Nie gryzła się w język
Karol Nawrocki 12 marca o godz. 20 wygłosił orędzie. Ekspertka nie ma wątpliwości. "Pozuje i gra"
Marta Nieradkiewicz zmaga się z nowotworem. Mówi o bolesnych komentarzach
Foremniak wkrótce skończy 60 lat. "Już do tego horyzontu płynę"
Tyle Tomasz Stockinger zarabia w "Klanie". "To najwyższa półka"
W tych sukienkach na wiosnę poczujesz się jak bogini. Wybieramy najpiękniejsze z kolekcji Mohito, Medicine i Sinsay