Agnieszka Hyży 21 lutego wdała się w dyskusję z Mateuszem Gesslerem na antenie "halo tu polsat". Poszło o obecność dzieci w restauracjach i na weselach (więcej TUTAJ). Okazuje się, że choć sama jest mamą dwójki dzieci, to nie przepada za towarzystwem najmłodszych w określonych miejscach i sytuacjach. Pochwaliła się, że gdy wybrała się z mężem na walentynkową kolację, to poprosiła kelnera o zmianę stolika, ponieważ nie chciała siedzieć obok rodziny z dziećmi. Stwierdziła też, że dzieci nie powinny być zapraszane na wesela. Na tym się jednak nie skończyło.
Jakby tego było mało, Agnieszka Hyży postanowiła jeszcze raz odnieść się do swojej wypowiedzi, tym razem w instagramowym wpisie. Tłumaczyła się w nim, że nie przeszkadza jej sama obecność dzieci w przestrzeni publicznej, a brak reakcji ze strony rodziców na pewne zachowania. "Kiedy idę późnym wieczorem na kolację z dorosłymi, szanuję obecność dzieci, ale chciałabym, żeby rodzice reagowali na bieganie, krzyki i chaos przy stolikach obok. I mówię to jako mama" - napisała. I choć rozumiem, że każdy ma prawo do własnych granic komfortu, nie ukrywam - ta wypowiedź mnie rozczarowała.
Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć takie podejście ze strony osoby, która sama jest mamą. Przede wszystkim dlatego, że od kiedy ja w końcu nią zostałam, stałam się o wiele bardziej wyrozumiała dla wszystkich rodziców. Doskonale przecież wiem, z czym się mierzą. Wiem, że dzieci nie działają według scenariusza. Krzyk, płacz, marudzenie czy nadmiar energii nie są dowodem złego wychowania. Są dowodem na to, że dziecko jest... dzieckiem. Nie zawsze da się je "wyłączyć", uciszyć w kilka sekund, czy wytłumaczyć, że przy stoliku obok ktoś oczekuje ciszy. Czasem rodzic robi wszystko, co może - a i tak spotyka się z pełnym dezaprobaty spojrzeniem.
Jako rodzice, a zwłaszcza matki, znajdujemy się pod nieustanną lawiną komentarzy i krytyki. Na każdym niemal kroku dowiadujemy się, że postępujemy źle - źle, bo idziemy z dzieckiem do restauracji, źle, bo nie idziemy, źle, bo chcemy lecieć samolotem na wakacje, źle, bo jednak nie lecimy i dzieci spędzą czas na placykach, więc też źle, bo sąsiedzi muszą znosić hałas, źle, bo pozwalamy dziecku oglądać bajki w telefonie, źle, bo dziecko nie ogląda bajek i kręci się przy stoliku. Ta lista nie ma końca. Dlatego tak bardzo potrzebujemy w przestrzeni publicznej głosów, które będą mówiły: dzieci mają prawo być częścią świata dorosłych. Mają prawo być obecne - niekoniecznie idealne, nie zawsze ciche, nie zawsze wygodne.
Owszem, Agnieszka Hyży, o dziwo, wróciła wspomnieniami do czasów, gdy jej dzieci były małe. "Podróżujemy, wychodzimy i funkcjonujemy społecznie z naszą czwórką dzieci. Zawsze jednak bardzo pilnowaliśmy, szczególnie gdy były małe, głośniejsze i bardziej absorbujące, żeby nie przeszkadzały innym w odpoczynku, locie samolotem czy spokojnej kolacji" - podkreśliła.
Oczywiście, sama zawsze staram się uspokajać swoje dzieci w przypadku większych lub mniejszych kryzysów, ale nie będę ukrywać, że przez takie podejście społeczeństwa, bo niestety, Agnieszka Hyży nie jest w mniejszości ze swoim stanowiskiem, czuję się wykluczana z przestrzeni publicznej. Przez to jeszcze nigdy nie odważyłam się na lot samolotem, a wśród restauracji wybieram jedynie takie, które mają kąciki dla dzieci. Często stresuje mnie nawet jazda komunikacją miejską, bo wiem, że może być różnie i będę musiała znosić krytyczne spojrzenia czy zniecierpliwione sapanie współtowarzyszy podróży.
To dlatego zdanie Agnieszki Hyży wyjątkowo mnie rozczarowało, bo jako znana osoba z dużymi zasięgami w rzeczywistości przyklaskuje wykluczeniu kobiet (bo to jednak głównie one większość czasu spędzają z dziećmi) i dzieci z przestrzeni publicznej.
Z tego względu nie mogę pominąć wypowiedzi Mateusza Gesslera, który w czasie dyskusji z Agnieszką Hyży także wtrącił swoje zdanie i wykazał się dużą wyrozumiałością. - Dajmy sobie odrobinę luzu, przestańmy narzekać na wszystko i przyjmujmy świat takim, jaki jest. Bo jeżeli ty jesteś zdenerwowana, to twoja energia też będzie wszystkich denerwowała. Ja uważam, że dziecko powinno być przy stole i być zaangażowane w rozmowę - powiedział, za co trudno mu nie podziękować.
Właśnie tego luzu dziś nam bardzo brakuje. Zrozumienia, że świat nie zawsze będzie idealnie cichy i uporządkowany, że dzieci nie są dodatkiem, który można zostawić w domu, by nie zakłócały dorosłego porządku. Nie chodzi o to, by ignorować potrzeby innych, tylko o to, by nie oczekiwać od najmłodszych niewidzialności.
O ile wszystkim nam żyłoby się o wiele łatwiej, gdybyśmy - jako społeczeństwo - w ten sposób podchodzili do zupełnie naturalnej obecności dzieci w przestrzeni publicznej, wzorując się na Włochach czy Hiszpanach. Dzieci nie znikną z restauracji. Tak jak nie znikną z samolotów i wesel (choć bez wątpienia jest ich coraz mniej). Pytanie brzmi: nie czy dzieci powinny tam być, ale czy my - dorośli - jesteśmy w stanie zaakceptować, że świat nie zawsze będzie idealnie cichy i wygodny? Może też, zamiast uczyć dzieci, że mają być niewidzialne, warto nauczyć się odrobiny cierpliwości.
Dom Andrzeja Piasecznego ma nietypowy kolor. Wokalista zamieszkał na świętokrzyskiej wsi
Rozwód był dla niej ciosem. Dziś Bosacka zdradza nam, jak odważyła się zacząć od nowa
Gospodarstwo Andrzeja z Plutycz robi wrażenie. Wiadomo, ile hektarów posiada
Michał Kempa żegna się z widzami "Szkła kontaktowego". "Chciałem to zrobić na antenie"
Córki Andrzeja są "przerażone". Szukają pomocy u króla
Ksiądz ujawnia kulisy udziału w "The Traitors". "Musiałem prosić o pozwolenie"
Robert Carradine nie żyje. Aktor zmarł w wieku 71 lat
Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki. Na ceremonii pojawił się tłum żałobników
Daria Negra wygrała "Disco Star". Szok, kto jest jej mężem