"Rodzina zastępcza" była jedną z najpopularniejszych i najdłużej kręconych produkcji Polsatu. Prace nad serialem zakończyły się w 2009 roku. Od premiery pilotażowego epizodu minęło 27 lat. Nie da się ukryć, że w tym czasie w telewizji zaszły ogromne zmiany, które odmieniły sposób opowiadania historii - dziś tempo jest szybsze, a sama realizacja bardziej dynamiczna. Wiele osób wciąż jednak chętnie wraca do "Rodziny zastępczej", odrzucając nowoczesne produkcje o podobnej tematyce. Co takiego ma w sobie dawny hit Polsatu? I czy nowe pokolenie widzów może znaleźć w nim coś dla siebie?
"Z jednej tkaniny wszyscy jesteśmy" - słyszymy w pierwszych wersach dobrze nam znanej piosenki z czołówki. To zdanie w pewnym stopniu określa istotę "Rodziny zastępczej". Jest to produkcja, z którą po prostu bardzo łatwo się utożsamić. Problemy poruszane w serialu, to dokładnie te same problemy, które każdy z nas przeżywa na co dzień. Uniwersalne wartości przekazywane przez twórców w żaden sposób nie tracą na aktualności. Serial od początku promował empatię, otwartość i przekonanie, że dom to miejsce, w którym każdy powinien czuć się dobrze, bezpiecznie.
Owszem, dziś niektórym mogą przeszkadzać grubo ciosane żarty, które nie raz, nie dwa były budowane na stereotypach i uproszczeniach (np. różnicach pokoleniowych, przerysowanych cechach charakteru), ale uważni widzowie z pewnością zauważą, że twórcy posługiwali się owymi stereotypami głównie w celu ich obalenia. Paradoks? Nie, raczej sprytny zabieg, który uświadamiał widzom, jak irracjonalne bywają uprzedzenia i schematy myślowe.
Uniwersalne wartości i humor to jedno. Dziś "Rodzina zastępcza" wzbudza jeszcze jedną emocję, która w telewizji jest wyjątkowo pożądana - nostalgię. Przygody rodziny Kwiatkowskich przywołują wspomnienia wspólnych wieczorów przed telewizorem. Widzowie chętnie wracają do bohaterów, których znają od podszewki. Serial pozwala zatrzymać się na chwilę w świecie, do którego przez lata wielu z nas uciekało, poszukując odpowiedzi na pytania dotyczące rodzinnych więzi, przyjaźni i codziennych wyborów, które kształtują nasze życie.
Serial przedstawia realia tamtych czasów - codzienne życie, zwyczaje i atmosferę Polski końca lat 90. i początku XXI wieku. Starsi widzowie wracają tam z jeszcze jednego powodu. Chcą przypomnieć sobie własne dzieciństwo i młodość. Produkcja jest dla nich swego rodzaju "oknem na przeszłość". Z kolei młodsi widzowie mogą docenić ją z uwagi na wartość poznawczą - serial pozwala zobaczyć, jak wyglądało życie rodzinne, społeczne dwie dekady temu oraz jakie problemy i wartości były wówczas w centrum uwagi. To również cenne spojrzenie na to, w jaki sposób budowano narrację w telewizji w tamtych czasach.
"Rodzinę zastępczą" można docenić z jeszcze jednego względu. Wartości takie jak empatia, troska o innych czy tolerancja, były przekazywane w serialu w sposób nienachalny, bez przesadnego dydaktyzmu czy nadmiernego moralizowania. To w pewien sposób odróżnia go od wielu współczesnych produkcji, które często starają się upchnąć w jednym odcinku jak najwięcej politycznie poprawnych rozwiązań. Cierpi na tym sama historia. Widzom trudniej jest zbudować więź z bohaterami, a to właśnie ona stanowi klucz do sukcesu.
Choć serial pod względem realizacji odbiega od dzisiejszych standardów, to pod względem treści zestarzał się naprawdę bardzo dobrze. Wciąż śmieszy, pokazuje relacje międzyludzkie w sposób, który nie traci na aktualności. Potrafi wzruszyć i przypomnieć ludziom, co w życiu jest najważniejsze. Można oczywiście rozbierać każdy sezon na części pierwsze i doszukiwać się błędów logicznych i absurdów. Z pewnością przez tyle lat twórcy zaliczyli niejedną wpadkę. Tylko po co? To produkcja zbudowana przede wszystkim na emocjach, a gdy one wchodzą w grę, logika schodzi na dalszy plan. Fakt, że po tylu latach serial wciąż pozostaje w pamięci wielu osób, mówi sam za siebie. To produkcja, która nie tylko w dalszym ciągu dostarcza świetnej rozrywki, ale z której możemy wyciągnąć również wiele cennych lekcji.
Marcin Prokop podsumował znajomość z Hołownią. Taki mają kontakt po latach
Nie żyje Eric Dane. Aktor "Chirurgów" miał 53 lata
Andrzej Mountbatten-Windsor był świadkiem tortur? Szokujące doniesienia
Doda nazwała Gessler "wrednym czupiradłem". Woźniak-Starak zaniemówiła. Po chwili tak zareagowała
Dariusz Pachut został wycięty z dokumentu o Dodzie? Piosenkarka zabrała głos
Szokujące słowa polskiej modelki. Jej nazwisko pojawiło się w aktach Epsteina. "Byłyśmy towarem"
Joanna Krupa nie sprawdza się w walce o prawa zwierząt? Doda zabrała głos. "Jest naiwna"
Beata Kozidrak mieszka w spektakularnej, 320-metrowej willi. "Otaczam się złotem"
Frycz na zabawnym nagraniu z synem. Fani je docenili. "Tak wygląda prawdziwe życie"