Marzena Rogalska została poproszona przez iluzjonistę Pana Ząbka, aby zgniotła dłonią jedną z trzech papierowych torebek, tę w której uważa że nie ma gwoździa. Niestety, gospodyni "Pytania na Śniadanie" popełniła błąd i nadziała dłoń na gwóźdź. Przykry incydent szybko zaczął wiralować po sieci. O sytuacji napisały wszystkie ważne zagraniczne portale.
Całe szczęście gospodyni nic się nie stało. Zamiast jednak poprzestać na konstatacji "wypadki się zdarzają", dookoła tematu zaczęło się dziać coś dziwnego. Z jednej strony profesjonalni iluzjoniści załamywali ręce nad brakiem umiejętności Pana Ząbka i amatorką resercherów z TVP. Z drugiej zaczęły pojawiać się głosy, że wszystko zostało ukartowane, a rana nie była prawdziwa.
Screen via Facebook.com/TomaszKammel
Rogalska kategorycznie zaprzeczyła, że wzięła udział w "ustawce", ale niesmak pozostał. Zwłaszcza do TVP, którego rzecznicy w oświadczeniu stwierdzili jedynie, że Pan Ząbek robił już sztuczkę wielokrotnie, co tak naprawdę nie wyjaśnia nic. Jedynym działaniem jest blokowanie filmów z incydentem na YouTube.
Pamiętamy też inną bardzo nieprzyjemną sytuację z audycji z lutego tego roku, kiedy to Monika Zamachowska rozmawiała z chorym na atopowe zapalenie skóry chłopcem, który przez chorobę musiał walczyć z agresją rówieśników. Dziennikarka nie omieszkała przypomnieć mu o przykrych doświadczeniach pytaniem: "I co, nie mówią już na ciebie jaszczur?". I może należałoby uwierzyć tłumaczeniom Zamachowskiej i matki chłopca, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, a dziennikarka jest w 100% profesjonalistką, gdyby nie zmiana na twarzy dziecka, gdy słyszy słowo "jaszczur".
Screen z Pytanie na śniadanie
Jeszcze kilka lat wcześniej za podobne wpadki groziło zwolnienie. Tak z TVP pożegnała się Agnieszka Szulim. Ówczesna gospodyni "PnŚ" przed wejściem na antenę podobno podzieliła się ze swoim gościem - profesorem Mariuszem Jędrzejko, reprezentującym Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień, faktem, że od piętnastu lat pali marihuanę. Na wizji wszystkiego się wyparła.
Profesjonalizmem nie popisała się też Anna Popek, której nagle na wizji zadzwonił telefon. Co najdziwniejsze, Popek postanowiła telefon ODEBRAĆ. Miało być śmiesznie? Potem okazało się, że wcale nie był to mało zabawny żart (choć chciałoby się tego, usłyszawszy tłumaczenie całej sytuacji). "Telefonowa afera" była elementem kampanii promującej uważne korzystanie z komórek podczas jazdy samochodem... Dlaczego kampanię promowano w taki sposób w telewizji? Jaki związek ma Popek siedząca w studio z kierowcą? Dlaczego potem nie zrobiono odpowiedniego wytłumaczenia? Niech każdy odpowie sobie sam, bo na wyjaśnienia rzecznika - jak się domyślacie - nie było co liczyć.
Facebook.com/annapopekpl
Jak pokazują przykłady, kuleje także poziom rozmów. Zaprasza się na przykład iluzjonistę, który wbija dziennikarce gwóźdź w dłoń (chyba, że faktycznie był to najmniej śmieszny żart roku - nie wiemy, co gorsze) czy też makijażystkę zdającą się być na podobnym poziomie profesjonalizmu, co Pan Ząbek. Pamiętacie jej wykonanie "modnego makijażu na wiosnę"? Chyba trudno o lepszą antyreklamę...
Screen z programu
Nie jest lepiej, gdy realizatorzy sięgają po poważniejsze tematy. Czy nikt nie pomyślał, że pornografia do śniadaniówki po prostu nie pasuje? W 2010 Marzena Rogalska i Łukasz Nowicki rozmawiali w studio z Krzysztofem Garwatowskim - rzecznikiem wydawnictwa Pink Press (filmy pornograficzne) o seks-taśmach celebrytów. I znów ''Pytanie na Śniadanie'' zaliczyło wpadkę nie tylko wizerunkową.
Jedną z największych wpadek był jednak post na fanpage'u "Pytania na Śniadanie" odbiegający poziomem od wszelkich norm.
Po tak skandalicznym wpisie oczekiwałoby się zapewnień o konsekwencjach, jakie zostały wyciągnięte wobec autora żenującego wpisu. Tych nie było. Cóż, całe szczęście, że pojawiły się przeprosiny (choć mówienie o tym jak o "młodzieńczej beztrosce" to nazywanie kibola łobuziakiem).
Facebook.com/pytanienasniadanie
Choć "Pytanie na śniadanie" ma długą historię, jednak mimo to zdecydowanie większą popularnością cieszy się śniadaniowe pasmo TVN, czyli "Dzień dobry TVN". Czy tam też zdarzają się wpadki? Oczywiście, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ich są innego kalibru. Na przykład pod koniec zeszłego roku Marcinowi Prokopowi pękły spodnie. I to w kroku. Dorota Wellman, nie mogąc powstrzymać ataku śmiechu, zdołała powiedzieć jedynie:
Co na to jej partner? Z sytuacji wybrnął dyplomatycznie.
I dodał "poważnie":
O jeden krok za daleko! :)"Z nowym rokiem, z nowym krokiem"! Czyli jak Marcinowi rozeszły się ... spodnie :DZOBACZCIE KONIECZNIE!!!
Posted by Dzień Dobry TVN on 28 październik 2015
Jeśli chodzi o inne wpadki, to ze świecą trzeba szukać równie spektakularnych. Te z TVN-u dotyczą raczej przejęzyczeń albo ortografii.
Screen z DD TVN
Jeśli zaś chodzi o zapraszanych gości... To na czele stawki jest pewna utalentowana gitarzystka... Angelika Fajcht. Pozostaje się ucieszyć, że nie pojawiła się w "DD TVN" w charakterze nauczycielki muzyki...
Plotek Exclusive