Gessler OKŁAMANA! "To największy syf, jaki widziałam w 'Kuchennych rewolucjach!'"

Najnowszy odcinek "Kuchennych rewolucji" rozpoczął się zgodnie ze starą zasadą: najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Wszechobecny brud, przeklinający barmani i niepokorny właściciel, który wszystko wie najlepiej. Dość powiedzieć, że Magda Gessler natychmiast po wejściu do lokalu poprosiła o... kij. Czy właściciel greckiej knajpy "Viki Lektiko" z Elbląga wybrnął z tych tarapatów?
Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Screen z TVN/X-news

Problem

Pierwszą rzeczą, na jaką Magda Gessler zwróciła uwagę po wejściu do "Viki Lektiko", był przedziwny sufit, który sprawiał wrażenie, jakby się miał zawalić na głowę. Gessler kijem sprawdzała jego wytrzymałość. Kolejna rzecz to menu: serdelki, nóżki, żurek...

Grecji szukam i nie znajduję - mówiła Gessler. - Proszę mi dać coś od siebie, co by mnie zaskoczyło.

Otrzymała... kiełbaski. Szybko wytłumaczyła Kubie, szefowi lokalu, dlaczego są niejadalne.

Wiesz, co to jest MOM? To mięso oddzielone mechanicznie. Ścięgna, żyły, rzęsy, najgorsze ścierwo.

Czy po walącym się na głowę suficie i kiełbasie zrobionej ze "ścierwa" może być jeszcze gorzej? Tak! Kiedy Gessler znalazła wreszcie w karcie greckie danie - musakę - usłyszała:

Musaka nie jest z dzisiaj... i nie z wczoraj. Nie jest też barania, żeby pani wiedziała - uprzedził kelner.

Normalny gość już dawno opuściłby lokal, a to był dopiero początek. Gessler zarządziła, żeby gościom, którzy siedzieli przy stoliku obok z niezbyt tęgimi minami, nie doliczać do rachunku potraw, które im nie smakowały. W rezultacie goście nie zapłacili za "obiad" ani złotówki!

Wieśniaki je***ne, wszystko niedobre było. Mięso gumowe... eksperci - zrzędził właściciel.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Screen z TVN/X-news

Złote rady Magdy Gessler

Problem widać było gołym okiem: brzydki lokal, niewychowana obsługa i koszmarne jedzenie. Najgorsze jednak przyszło, kiedy Gessler zajrzała do kuchni. Kamera bezlitośnie obnażała wszechobecny brud, popękane kafelki, tłuste patelnie i mnóstwo śmieci w szafkach.

Garnki proszę natychmiast wyrzucić, syf nad syfem, masakra!
Nie wydaje mi się, żeby był syf, 2 dni temu sprzątaliśmy - zaprotestował właściciel.
Kuba, jest mi bardzo przykro, ja nie wejdę do tej kuchni, przykro mi, nie będzie kolacji. Ja p***dolę, ohyda, wstyd! Kupujesz sobie fioletowe buty i koszule, ale nie kupujesz podstawowych rzeczy do kuchni. Jak pomyślę, że tu jadłam, to mi się słabo robi. To największy syf, jaki widziałam w "Kuchennych rewolucjach"! - w prostych, "żołnierskich" słowach podsumowała Gessler to, co zobaczyła w kuchni.

Ani trochę nie przesadziła.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucjeScreen z TVN/X-news

W takiej sytuacji potrzebna była rewolucja z prawdziwego zdarzenia.

"Viki Lektiko" przestaje istnieć. Wprowadzam nową rzeczywistość, nowe zasady. Idziemy na całość. Cała kuchnia ma być pomalowana na biało, nie chcę tu widzieć niczego niezwiązanego z kuchnią - powiedziała, wyciągając z jakiegoś kąta stary zakurzony magnetofon.

Zmianie uległo wszystko, łącznie z nazwą.

Ta restauracja będzie się nazywała "Szprota". Wszystko będzie białe, będzie absolutnie sterylnie i czysto. Kuchnia będzie oparta na kuchni, którą marynarze ściągali z całego świata. Gratis dla każdego szprota i kielich.

Kolejnym rewolucyjnym posunięciem Gessler było zwrócenie się do szwagra właściciela z prośbą o pomoc. Obaj kiedyś wspólnie prowadzili restaurację, ale panowie się pokłócili i odtąd szwagier z powodzeniem prowadził konkurencyjny lokal. Łatwo nie było, ale w końcu zgodzili się wyprowadzić "Szprotę" na głębokie wody.

Dogadaliśmy się, on wchodzi na kuchnię, ja zostaję po drugiej stronie. Ale kiedy wyjdziemy na prostą, rozstajemy się - zapowiedział szwagier.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucjeScreen z TVN/X-news

Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Magda Gessler, Kuchenne rewolucje Screen z TVN/X-news

Efekty

Panowie ostro się wzięli do roboty. Skoro dotychczas używane patelnie wylądowały na śmietniku, trzeba było kupić nowe. Szwagier telefonicznie zamawiał zakupy.

Zapytaj, po ile są te patelnie grillowe - poprosił właściciel.
A jakie to ma znaczenie, skoro są potrzebne? - trzeźwo zauważył szwagier.

Jednak inspekcja świeżo wysprzątanego lokalu wypadła fatalnie. Kącik barmański brudny. Za barem mnóstwo niepotrzebnych gratów: pudła, kable, woreczki foliowe. Barman stawiał się i wbrew faktom utrzymywał, że jego miejsce pracy jest czyste. Puszczają nerwy:

Ja p***lę, teraz to przesadziła, zrobiła z nas debili.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucjeScreen z TVN/X-news

Kucharze, zamiast myśleć o kolacji głównej, musieli zatem ponownie wziąć się za sprzątanie. Wszystko w szalonym pośpiechu, żeby zdążyć na czas. Restauracja przeszła gruntowną przemianę. Koszmarny sufit został przykryty białymi żaglami, białe ściany z modelami statków robiły wrażenie. Zaserwowano kotlety z dorsza, zupę rybną i zapiekankę "Vasco da Gama". A na barze oczywiście gratisowe puszki szprotek dla każdego. Pełny sukces! Magda Gessler odciągnęła obu gospodarzy na bok i udzieliła ostatnich sugestii.

Życzę wam czystości. Zmieńcie też kelnera za barem, bo jest nieżyczliwy, lepsze będą piękne młode kobiety.

Wróciła za 3 tygodnie sprawdzić, co zostało z przeprowadzonej przez nią rewolucji.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucjeScreen z TVN/X-news

Nic nie zostało! Choć to już wiosna, przed wejściem do lokalu nadal stały uschnięte choinki. W środku modele statków poodpadały ze ścian. Gratisowych szprotek - brak.

Gdzie są szprotki?
Częstujemy gości. Jak złożą zamówienie, to dostaną.
Nie widzę, żeby je goście jedli.
Bo już zjedli - tłumaczył właściciel.
No jasne, puszki też...

Gospodarze "Szproty" popełnili grzech śmiertelny: okłamali Gessler, która w końcu odwiedziła ich restaurację po to, by ją postawić na nogi. Kłamstwo wyszło na jaw, kiedy Gessler zapytała gości, kto dostał gratisowe szprotki. Nikt!

Ja się nie mogę podpisać pod tą rewolucją - powiedziała właścicielowi. - Wszystko, czego tknę, jest robione po twojemu, a nie po mojemu. Dziękuję panom. Nie mogę się podpisać, bo bym umarła ze wstydu.

Najciekawsze, że w internecie wciąż można znaleźć stronę "Viki Lektiko". Zupełnie, jakby nie było żadnej rewolucji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.