Choć Shakira opuszczała Grand Hotel wczoraj po południu, to jednak przygotowania do wyjazdu musiały zacząć się już dużo wcześniej. Sporo czasu pochłonęło zapewnienie gwieździe bezpieczeństwa i komfortu, nie licząc godzin spędzonych na pakowaniu rozlicznych walizek piosenkarki. Hotelowy boy miał tego dnia dużo roboty.
Wyjazd gwiazdy przypominał złożoną operację wojskową, przy wyjściu uwijały się tłumy obsługi i ochrony.
Nad wszystkim czuwał brat Shakiry - Tony. Nic nie umknęło jego uwadze, zadbał o każdy szczegół, nawet o obszerne parasole, które osłoniły jego siostrę przed paparazzi.
Pod hotel podjechało kilka luksusowych czarnych limuzyn. Ta, do której wsiadła Shakira, miała całkowicie przyciemnione szyby i zaparkowała pod specjalną bramą, gdzie nie mógł dojrzeć piosenkarki żaden paparazzi.
Zastanawiamy się czemu zwykle radosna i otwarta piosenkarka tak panicznie bała się, żeby zrobiono jej zdjęcie? Czyżby miała ciężką noc? A może zaczął uwidaczniać się ciążowy brzuszek? Jakakolwiek była przyczyna Tony starał się doglądać wszystkiego nawet z fotela pasażera.
Nim czarny mercedes wyjechał na ulicę, cały czas na terenie hotelu był pod obstawą dodatkowej ochrony. Podobno jednak Shakira nie była z tego do końca zadowolona. To jej natarczywość miała jej nie do końca odpowiadać, sprawdziliśmy, kto mógł zawinić!
Jak zdradził nam nasz informator, menadżerka gwiazdy nie była do końca zadowolona z pobytu w sopockim hotelu:
Dowiedzieliśmy się jednak, że być może winny nie jest wcale Grand Hotel.
Wygląda na to, że być może UEFA nieco przedobrzyła z zapewnianiem bezpieczeństwa. Trudno się dziwić, jakikolwiek skandal mógłby zaszkodzić tej bardzo wpływowej organizacji.
Shakira chyba jednak nie jest przyzwyczajona do takiej obstawy, preferuje raczej koleżeńskie stosunki z obsługą. Gwiazda mimo napiętego planu dnia znalazła czas na chwilę dla pracowników Granda.