Michał Marszał jest dziennikarzem i twórcą internetowym, przez lata związanym z tygodnikiem "Nie". Rozpoznawalność przyniósł mu między innymi profil na Instagramie, na którym publikował memy i komentował bieżące wydarzenia. Obecnie rozwija także Kanał Minus na YouTube. W rozmowie z Małgorzatą Rozenek-Majdan mówił o swojej pracy, działalności w internecie, Jerzym Urbanie i planach związanych z własnym medium.
Temat Żurnalisty pojawił się pod koniec rozmowy. Małgorzata Rozenek-Majdan powiedziała wówczas, że wie o trzech odmowach Marszała i zapytała, dlaczego nie zdecydował się przyjąć zaproszenia. Twórca rozpoczął odpowiedź od pozytywnej oceny działalności Żurnalisty. Docenił poziom realizacji jego podcastów, sposób zadawania pytań oraz atmosferę budowaną wokół rozmów. Marszał wskazał jednak, że problemem pozostawała dla niego sprawa długów Żurnalisty. - Podziwiam, że to jest człowiek, który wprowadził te podcasty na takim poziomie do Polski. Do dziś uważam, że one są świetnie robione. On zadaje super pytania, atmosfera, taka tajemnica w tych shortach, to wszystko jest świetnie zrobione. No ale generalnie człowiek miał ten problem z tymi długami, które gdzieś tam kiedyś nawybijał - powiedział.
Marszał zaznaczył przy tym, że starał się dawać ludziom drugą szansę i nie chciał przekreślać ich wyłącznie z powodu wcześniejszych błędów. Mówił, że wyjście z problemów może być nawet wartościowym przykładem dla innych. W przypadku Żurnalisty zwrócił jednak uwagę na jego sytuację finansową i możliwość rozliczenia zobowiązań. Według Marszała sprawę można było zakończyć poprzez uregulowanie należności wobec wierzycieli. - Dla mnie przekreśleniem było trochę to, że wydawało mi się, że ma już te pieniądze, że ta liczba wierzycieli jest znana i że mógł to po prostu załatwić - stwierdził.
Małgorzata Rozenek-Majdan zwróciła uwagę na zestawienie dwóch sytuacji. Marszał przez wiele lat pracował u Jerzego Urbana, a jednocześnie nie chciał pojawić się u Żurnalisty ze względu na kwestie związane z pieniędzmi. Prowadząca zapytała więc o tę różnicę. Marszał odpowiedział, że Jerzy Urban terminowo realizował ustalenia finansowe. - A Jerzy Urban płacił, tu muszę przyznać. Może i stan wojenny, jakieś inne rzeczy robił, ale zawsze w terminie, uczciwie, tak jak było napisane, to 650 - powiedział.
Kwota 650 zł nie pojawiła się w rozmowie przypadkowo. Wcześniej Marszał wspominał początki swojej pracy w tygodniku "Nie". Za swój pierwszy tekst, reportaż z kina porno, otrzymał właśnie około 650 zł. Były to dla niego wówczas duże pieniądze. W rozmowie dotyczącej Żurnalisty wrócił do tej historii, wskazując przede wszystkim na sposób funkcjonowania firmy Urbana. Marszał oddzielił jego kontrowersyjną przeszłość od kwestii wywiązywania się z finansowych ustaleń wobec pracowników.
Trzy wcześniejsze odmowy nie oznaczały, że Marszał definitywnie wykluczył możliwość rozmowy z Żurnalistą. Z jego wypowiedzi wynikało, że byłby gotowy zmienić decyzję po rozwiązaniu kwestii finansowych, o których mówił w programie. Zastanawiał się również, dlaczego temat nadal regularnie wraca, skoro w jego ocenie Żurnalista miał możliwość uporządkowania sytuacji. Marszał powiedział wprost, że po rozwiązaniu problemu chętnie przyjąłby zaproszenie. - Generalnie stać go na to, żeby wyprostować te sytuacje i to chyba nie kosztuje dużo. Nie wiem, czemu miałoby służyć to, że co dwa miesiące ktoś mu wytyka, że takie coś zrobił. On mógłby tych dłużników spisać, zebrać, nawet pokazać: macie tu kasę. No i jest rozwiązany problem. Ja chętnie bym wtedy poszedł - powiedział.
Marszał jednocześnie nie umniejszał pozycji podcastu Żurnalisty. Wręcz przeciwnie, określił go mianem "podcastu numer jeden" i zwrócił uwagę, że pojawia się tam wiele osób. Popularność programu nie zmieniła jednak jego podejścia do sprawy wierzycieli. Dopiero uregulowanie zobowiązań sprawiłoby, że deklarowany przez niego powód odmowy przestałby istnieć. - Wiem, że ludzie tam chodzą, bo to jest podcast numer jeden. Tylko no, gościu, oddaj hajs i będzie git - podsumował.
Wątek dotyczył także występu Żurnalisty u Krzysztofa Stanowskiego w Kanale Zero, podczas którego twórca pokazał swoją twarz. Małgorzata Rozenek-Majdan zapytała Marszała, jak oceniał to wystąpienie. Twórca nie przedstawił jednoznacznej odpowiedzi. Zastanawiał się natomiast nad powodami, dla których Żurnalista wcześniej nie ujawniał wizerunku. Marszał brał pod uwagę zarówno możliwość obaw związanych z rozpoznaniem, jak i świadomą strategię budowania zainteresowania. - Zastanawiałem się, czy to, że on tej twarzy nie pokazywał wcześniej, wynikało z tego, że się bał, że ktoś go tam szarpnie. Czy to była świadoma strategia, która budowała takie napięcie wokół niego? Nie wiem - mówił. Wypowiedzi Marszała pokazały więc wyraźne rozdzielenie dwóch kwestii. Pozytywnie oceniał zawodową stronę podcastu Żurnalisty, ale jednocześnie nie chciał wystąpić w nim przed rozwiązaniem sprawy zobowiązań. Nie była to jednak deklaracja ostateczna. Jeśli sytuacja zostałaby uporządkowana, Marszał dopuszczał możliwość przyjęcia kolejnego zaproszenia.
Niebezpieczny upadek Skolima na koncercie. Jest oświadczenie w tej sprawie
Książulo zszokowany zasadami w pięciogwiazdkowym hotelu. "Dobrze, że za papier nie trzeba płacić"
Pogrzeb Andrzeja Morozowskiego. Tłum dziennikarzy i znanych osób żegna przyjaciela
Sianeckiemu na końcu pogrzebu Morozowskiego załamał się głos: Andrzeju, Jędrku...
Syn Ostaszewskiej i Englerta nie owija w bawełnę. "Nikt, kto nie ma sławnych rodziców, nie zrozumie..."
Dziennikarka nie wytrzymała podczas kłótni polityków na wizji. Nagle wstała i...
Tak przedstawiła Bursztynowicz na wizji. Drugą wpadkę też zapamiętała na zawsze
Poruszające słowa żony Morozowskiego: Jędruś, żegnaj, kochanie, mój najdroższy człowieku
Tuż przed randką z Ashtonem Kutcherem została zamordowana. Po latach aktor musiał zeznawać