Przez lata żył jak "święty". Tak wpadł podejrzany o zabójstwo 13-letniej Izy z Gdyni

37-letni Michał S. jest podejrzany o zabójstwo 13-letniej Izy Strzałkowskiej, o czym rozpisują się krajowe media. Teraz ujawniono, jak doszło do jego zatrzymania.
Miał zabić 13-letnią Izę z Gdyni. Tak doszło do jego zatrzymania
Fot. pomorska.policja.gov.pl

13-letnia Iza Strzałkowska z Gdyni odprowadziła koleżankę na przystanek autobusowy i nigdy nie wróciła. Została zamordowana 23 sierpnia 2011 roku, a zbrodnia miała charakter seksualny. Śledczy mieli do dyspozycji materiał genetyczny sprawcy, ale przez lata nie udało się ustalić, kto nim był. Po niespełna 15 latach nastąpił przełom, a w sprawie zatrzymano 37-letniego Michała S. "Fakt" dowiedział się, jak do tego doszło.

Zobacz wideo KWP Gdańsk - Zatrzymanie podejrzanego o zabójstwo sprzed 15 lat

Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo nastolatki z Gdyni. Tak do tego doszło 

Podkomisarz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku opowiedziała o zatrzymaniu mężczyzny w rozmowie z "Faktem". - Widać było po nim, że spodziewał się, że to się wydarzy, tak jakby czuł, że to nastąpi prędzej czy później. Życie, jakie prowadził, w naszym odczuciu wskazuje, że zmienił je o 180 stopni. Można użyć nawet stwierdzenia, że był "święty". W żaden sposób, nigdy, nigdzie nie był notowany, nie był nawet legitymowany, nie popełnił żadnych wykroczeń - mówi policjantka. - To pokazuje, że mógł przeczuwać, co się może wydarzyć. Może uważał, żeby nigdzie się nam nie pokazać, bo jeśli by się tak stało, to było prawdopodobieństwo, że w końcu na niego natrafimy i zaczniemy podejrzewać - dodała. 

Banaszewska zaznaczyła, że Michał S. prowadził normalne życie - miał żonę, z którą doczekał się dwójki dzieci. - Prowadzący normalne życie, jeśli można to nazwać normalnym życiem, mając takie coś na sumieniu - ocenia. Ze względu na rodzinę, podejrzany nie został zatrzymany w domu. - Został zatrzymany poza domem, dlatego że w domu była żona i dzieci. Nikt nie będzie wchodził do mieszkania w takiej sytuacji, gdy nie jest do tego zmuszony. Wiedzieliśmy, że nie jest uzbrojony, nie nastawialiśmy się na to, że jest niebezpieczny, dlatego też w zatrzymaniu brali udział policjanci operacyjni. Gdybyśmy wiedzieli, że jest niebezpieczny i ma broń, to na pewno w takim zatrzymaniu braliby udział kontrterroryści, ale w tym przypadku takiego zagrożenia nie było - przekazała podkomisarz.

Spodziewali się, że mężczyzna o tej porze będzie wychodził. I tak jak się spodziewali, wyszedł ze śmieciami i szedł do pracy. To było z samego rana, około godz. 6. Od godz. 6 możemy zgodnie z prawem wchodzić do domów, a to było chwilę po 6

- relacjonuje.

Michał S. był obserwowany przez policjantów. Śledczy dotarli do niego dzięki nowoczesnej metodzie

Policjantka w rozmowie z "Faktem" podkreśliła, że zatrzymanie mężczyzny to sukces, a także dowód na to, że da się rozwiązać sprawy sprzed lat. Jak śledczy dotarli do mężczyzny? - Policjanci w ścisłej współpracy z prokuratorem oraz zespołem biegłych, a przede wszystkim w ostatnich latach z panią genealog genetyczną, pracowali przy tym śledztwie. Biegła tworzyła drzewo genealogiczne podejrzanego, cofając się o ponad 200 lat. Dotarła do przodków 10 pokoleń do tyłu. Bardzo mocno cofała się w czasie. Miała dziesięć tysięcy osób w stworzonym przez siebie drzewie genealogicznym. Ogromny wkład i niesamowita wieloletnia praca - tłumaczy Banaszewska. 

Podkomisarz ujawniła, że po 2020 roku śledczy typowali jako potencjalnych sprawców ponad 700 mężczyzn - wśród nich miało nie być Michała S. Amerykańska firma stworzyła portret na podstawie DNA, które zostawił sprawca. - On nie został celowo opublikowany. Dał nam informację, że osoba, której materiał biologiczny zabezpieczyliśmy na ciele ofiary, miała niebieskie oczy i jasne włosy. To nie wystarczyło - przekazała policjantka. 

- Prokurator zdecydował o współpracy z biegłymi w zakresie genealogii. Podobnie jak w szwedzkim serialu "Przełom", dostępnym na jednym z popularnych serwisów streamingowych. Identyczna sytuacja. Mamy ten materiał DNA i mamy go w bazie, to prędzej czy później pojawi się trafienie. W tym przypadku osoba z jego bardzo dalekiej rodziny dobrowolnie oddała swój materiał genetyczny, bo szukała przodka. Ta osoba też zgodziła się na to, by śledczy mogli z niego skorzystać - dowiadujemy się z rozmowy Banaszewskiej z "Faktem". Policjantka zaznaczyła, że materiał genetyczny był odpowiednio przechowywany w Zakładzie Medycyny Sądowej.

Więcej o: