Był czterokrotnie żonaty. Za wzór stawiał Andrzeja Łapickiego. "Przesunęły się granice"

Edward Linde-Lubaszenko potrafił mówić bez ogródek i właśnie dlatego jego słowa zapadały w pamięć. W jednej z głośnych wypowiedzi jasno dał do zrozumienia, że kobiety do końca życia pozostawały dla niego jednym z najważniejszych tematów. Ważniejszym niż metryka i upływ czasu.
Edward Linde-Lubaszenko
Edward Linde-Lubaszenko, żony i dzieci. Fot. Grazyna Makara / Agencja Wyborcza.pl

W pamięci widzów zapisał się jako wybitny aktor teatralny i filmowy, człowiek o mocnym głosie, wyrazistej osobowości i ogromnym dorobku. Zagrał dziesiątki ról, wychował kolejne pokolenia artystów i przez lata był jedną z ważnych postaci polskiej sceny. Poza sztuką mówił jednak także o sprawach prywatnych, a szczególnie dużo emocji budziło to, jak opowiadał o kobietach.

Zobacz wideo Polscy aktorzy nie mają jak się wykazać? Maurycy Popiel wspomniał o wąskiej grupie aktorów

Kobiety były dla niego ważne niezależnie od wieku. Te słowa mówiły o nim więcej niż niejeden wywiad

Edward Linde-Lubaszenko wyróżniał się stylem bycia, który dziś coraz rzadziej spotyka się w przestrzeni publicznej. Był bezpośredni, pewny siebie i nie próbował dopasowywać swoich poglądów do oczekiwań innych. Kobiety zajmowały w jego życiu ważne miejsce i traktował to jako coś naturalnego, a nie temat do ukrywania.

- Cały czas marzę o spotykaniu pięknych dziewczyn i adorowaniu ich z wzajemnością. Swoją drogą uważam za niezwykle cenną sytuację, w jakiej znalazł się Andrzej Łapicki. Żeniąc się z kobietą o 60 lat młodszą, Łapicki sprawił, że przesunęły się granice społecznego przyzwolenia na różnice wieku między kobietą a mężczyzną. Jego przykład daje mi nadzieję, że spotka mnie to samo - mówił w wieku 71 lat podczas rozmowy opublikowanej na łamach Gazety Wyborczej.

Nie tworzył wokół siebie wizerunku zdystansowanego artysty, raczej człowieka, który czerpie z życia pełnymi garściami i nie wstydzi się swoich potrzeb. Ten sposób myślenia był mocno zakorzeniony w jego pokoleniu, ale jednocześnie miał w sobie coś ponadczasowego. Pokazywał, że emocje i fascynacje nie znikają z wiekiem, tylko zmieniają swoją formę.

Nie wpisywał się w schemat spokojnej starości. Do końca pozostał człowiekiem energicznym i pełnym życia

Z biegiem lat nie wycofywał się w cień ani nie próbował budować wizerunku statecznego seniora. Wręcz przeciwnie, wciąż podkreślał swoją aktywność i ciekawość świata. Do końca życia pozostawał osobą, która nie godziła się na ograniczenia wynikające z wieku i nadal chciała przeżywać emocje.

To podejście było widoczne zarówno w jego życiu prywatnym, jak i zawodowym. Nie zamykał się w przeszłości, mimo ogromnego dorobku. Raczej traktował doświadczenie jako coś, co daje mu większą swobodę, a nie powód do wycofania się z życia.

Jego życie prywatne było intensywne i pełne relacji. To także wpływało na sposób, w jaki patrzył na kobiety

Był czterokrotnie żonaty, a jego życie rodzinne było równie bogate jak kariera zawodowa. Relacje z kobietami nie były dla niego dodatkiem, lecz ważną częścią codzienności. Za jego podejściem do kobiet stało realne doświadczenie, a nie tylko słowa. Przez lata budował związki i relacje, które kształtowały jego spojrzenie na życie.

To sprawiało, że jego opinie miały większą wagę i autentyczność. Nie idealizował relacji, ale też ich nie deprecjonował. Traktował je jako coś oczywistego i potrzebnego, co towarzyszy człowiekowi przez całe życie.

Budował polską kulturę przez dekady. Jego dorobek mówi sam za siebie

Edward Linde-Lubaszenko należał do grona artystów, którzy łączyli teatr, film i działalność pedagogiczną. Przez lata związany był m.in. ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie tworzył ważne role sceniczne, a później także reżyserował i uczył młodych aktorów. Zagrał w ponad 70 filmach i dziesiątkach spektakli, a widzowie zapamiętali go z produkcji takich jak "Psy", "Kroll", "Róża" czy "Lista Schindlera". W późniejszych latach pojawiał się także w popularnych serialach i komediach, często współpracując ze swoim synem, Olafem Lubaszenką.

 

Był nie tylko aktorem, ale też profesorem sztuk teatralnych i wykładowcą. Miał realny wpływ na kolejne pokolenia artystów. Jego kariera obejmowała kilka dekad. Ostatni raz na scenie pojawił się jeszcze w 2025 roku. Zmarł 8 lutego 2026 roku w wieku 86 lat.

Więcej o: