Wraca głośna sprawa Wojtka z Zanzibaru. Głos zabierają turyści: Jeden wielki syf

Wojciech Żabiński niespodziewanie ogłosił, że przerywa działalność na Zanzibarze. O sprawie pisała Gazeta.pl, teraz "Uwaga" TVN skontaktowała się z turystami, którzy czują się poszkodowani.

Więcej informacji na temat bieżących wydarzeń ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

W grudniu 2021 roku Gazeta.pl opisała głośną sprawę, której bohaterem był Wojciech Żabiński znany jako "Wojtek z Zanzibaru". Mężczyzna jest właścicielem obiektów wypoczynkowych na Zanzibarze i twarzą marki Pili Pili. W 2019 roku został skazany przez polski sąd na dwa lata i dwa miesiące bezwzględnego więzienia (w maju tego roku sąd apelacyjny podtrzymał ten wyrok, w listopadzie natomiast do Sądu Najwyższego wpłynęła kasacja pełnomocnika Żabińskiego). Gazeta.pl skontaktowała się też z byłymi pracownikami nieuczciwego hotelarza, którzy opowiadali również o opóźnieniach w wypłatach pensji oraz zaległościach wobec dostawców i touroperatorów. My również pisaliśmy o tym, że Żabińskiego chętnie odwiedzały w Zanzibarze polskie gwiazdy, chwaląc się zdjęciami z kurortu (wiele z nich zdjęcia już usunęła). Teraz sprawa "Wojtka z Zanzibaru powraca". Głos na antenie "Uwagi" zabrali turyści, którzy skorzystali z oferty Żabińskiego i czują się poszkodowani.

Zobacz wideo Rozkochiwał, rozpieszczał i oszukiwał. Nowy dokument Netfliksa "Oszust z Tindera" wzbudza wielkie emocje [ZWIASTUN]

Turyści rozgoryczeni wakacjami u "Wojtka z Zanzibaru"

W lutym Wojciech Żabiński niespodziewanie ogłosił, że przerywa działalność na Zanzibarze do 4 czerwca. Firma przyznała, że boryka się z problemami. O wpisie hotelarza zrobiło się głośno, bo jeszcze w lutym promowano wakacje w ośrodku (były nawet promocje na loty i pobyt). Turyści wykupywali więc wakacje. Po ogłoszeniu o zawieszeniu działalności firma zapewniała, że osoby, które wykupiły wakacje, nie stracą pieniędzy i będą mogły skorzystać z pobytu po 4 czerwca. Tymczasem okazuje się, że turyści są rozgoryczeni. W materiale "Uwagi" pojawiły się osoby, które opowiedziały, jak wygląda sytuacja z ich perspektywy. Padły mocne słowa. 

Mieliśmy tu przyjechać na fajne wakacje, a teraz się boimy. Z tego co wiemy, właściciel nie płaci tutejszym ludziom już od dwóch miesięcy. Nie ma teraz u nas nikogo z obsługi, kto mówi w języku polskim, bo ci ludzie częściowo zostali zwolnieni, a częściowo sami złożyli wypowiedzenia. Nie ma z nikim kontaktu. Nie odpisują też na wiadomości - mówiła dziennikarce TVN pani Magdalena z jednego z hoteli na Zanzibarze. 

Na tym jednak nie koniec:

Nie wiemy, jak wrócimy, my się po prostu boimy - padło ze strony jednej z kobiet.
Na chwilę obecną nie ma kontaktu z nikim. Tu jest mnóstwo dzieci i one się boją - słyszeliśy w materiale.

Pojawiły się też komentarze dotyczące nieuczciwych praktyk ze strony firmy "Wojtka z Zanizbaru".

Było dużo promocji, kiedy właściciel już wiedział, że ma problemy. Robił to po to, żeby zgarnąć jak najwięcej pieniędzy.

Padły też mocne słowa na temat warunków mieszkalnych, jakie są oferowane klientom. Turyści twierdzili, że panuje "jeden wielki syf", a warunki sanitarne są skandaliczne. Inni odnieśli się do kwestii pieniędzy. Przyznali, że za dwutygodniowe wakacje musieli zapłacić aż 15 tysięcy złotych i boją się o zwrot kosztów. Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że turyści wykupili kryptowalutę, "Pili Coiny", której pomysłodawcą był Żabiński. Ta obecnie według słów jednej z bohaterek reportażu "Uwagi" nie ma obecnie żadnej wartości.

Więcej o sprawie w artykule poniżej. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.