"Kuchenne rewolucje": arogancja pracowników woła o pomstę do nieba. Gessler: tak się do mnie nie będziesz, kotku, odzywał!

Magda Gessler musiała stawić czoła krnąbrnym pracownikom karczmy "Styrnol", którzy sprawili, że klienci nie chcieli wracać do tego miejsca. Czy restauratorka uznała tę rewolucję?


Następny dzień okazał się dużym sprawdzianem, gdy w obecności Magdy Gessler ekipa restauracja musiała się zmierzyć z dziesięcioma zamówieniami gości. Sprawdziła się zasada, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść - w kuchni zapanował całkowity chaos, każdy z kucharzy próbowała zająć się tym samym, w efekcie dania pozostawiały wiele do życzenia. Placki był spalone, a w spaghetti brakowało... sosu.

W czwartym odcinku "Kuchennych rewolucji" Magda Gessler zawitała do restauracji "Styrnol" w Zawoi, gdzie to nie kuchnia - choć ta nie była doskonała - okazała się największym problemem. Cała ekipa pracująca w restauracji nie grzeszyła uprzejmością, a to zadziałało na Gessler jak płachta na byka.

Wśród załogi znalazły się dwie bardzo silne osobowości, które swoim zachowaniem wpływał na pracę pozostałych. Pani Zosi, która pracuje jako główna kucharka, zarzucano, że jest wybuchowa, wprowadza chaos i jest odporna na wszelką krytykę. Na dowody nie trzeba było długo czekać. Gdy podczas pierwszej wizyty Magdzie Gessler nie zasmakowało żadne z przyrządzonych przez nią dań, bardzo szybko umyła ręce i groziła odejściem.

Ja wychodzę. Nie mam patelni. Dajcie, k***a, spokój. Dzisiaj opuszczam ten lokal. I tak jest wszystko na nie - szantażowała.

Dużo można także zarzucić samym właścicielom, którzy niezbyt często pojawiają się w restauracji. Właścicielka pracuje jako logopeda, a jej mąż często "ucieka" do lasu na polowania.

Wizyta Magdy Gessler, jak zwykle, nie rozpoczęła się dobrze. W kominku nie było rozpalone, a wnętrze, mówiąc najogólniej, było zaniedbane. Nawet karta dań pokryta była kurzem. Zachwalany przez właściciela smalec także nie przypadł gwieździe do gustu.

Śmierdzi starym knurem - osądziła Gessler.

Reszta, z pominięciem kwaśnicy, też nie przeszła testu. Ziemniaki były stare, a mięso suche. Gessler opuściła lokal niepocieszona.

Uciekajmy, bo tu straszą strasznym jedzeniem. Jest niesmacznie, zimno, głucho i brudno - stwierdziła do kamery.
Nie dam rady, nic mi nie wychodzi, załamka - powiedziała pani Zosia.

Problem w karczmie leżał nie tylko w samej kuchni. Okazało się bowiem, że kelner, który pracuje tam od sześciu lat, nie szanuje ani współpracowników, ani klientów. Jak wyznały pozostałe kelnerki, wielokrotnie zdarzyło mu się krzyczeć na gości, co potwierdzają także opinie w internecie. Tego Magda Gessler nie zamierzała tolerować.

Wygląda pan na bardzo miłego człowieka, a jest pan chamem - powiedziała mu restauratorka.

Słowa restauratorki nie zrobiły na nim jednak większego wrażenia i szybko znalazł właściwe jego zdaniem "wytłumaczenie".

Ja powiem tak, jestem człowiekiem wymagającym. Ja się do tego nie przyznaję - odparł, twierdząc, że nie jest arogancki w stosunku do klientów karczmy.

Również później kelner udowodnił, że ma prawdziwie wybuchowy temperament, kiedy następnego dnia okazało się, że awanturował się z właścicielką restauracji przez telefon. Jego głośny sprzeciw i podniesiony głos nie spodobały się Gessler.

Ale przecież tak się do mnie nie będziesz, kotku, odzywał! Witek, wy się obudźcie, k***a. Lecicie w kulki. To się w pale nie mieści! - krzyknęła do kelnera i do właścicieli, stwierdzając, że w karczmie brakuje poczucia zbiorowej odpowiedzialności.

Mimo wszystko, pracownicy wzięli się w garść i wspólnie pracowali przy zachodzącej rewolucji. Lokal, pod zmienioną nazwą "Dzika chata", przeszedł całkowitą metamorfozę. We wnętrzach pojawiły się czerwone chusty i białe koronki. Specjalnością restauracji, ze względu na zainteresowanie właściciela, stała się dziczyzna, która miała być podawana pod każdą postacią. Był to strzał w dziesiątkę - kolacja z udziałem zaproszonych gości udała się w stu procentach, a wszyscy zachwycali się potrawami z przepisów Magdy Gessler.

Restauratorka powróciła na miejsce po miesiącu, aby, jak zwykle, przekonać się, czy może się podpisać pod rewolucją. Widać było, że wiele się przez ten czas zmieniło. Kelner, jak określiła to właścicielka "Dzikiej chaty", "okiełznał swoją naturę", a w sieci zaczęły się pojawiać na jego temat przychylne komentarze. Przemianę przeżyła także pani Zosia, która stwierdziła, że wizyta Magdy Gessler odmieniła jej życie. A samo jedzenie? Wypadło na piątkę. Kolejna rewolucja zakończona sukcesem!

MK