Shia LaBeouf przez TRZY DNI oglądał w kinie własne filmy. Na jednych płakał, na innych spał. Internauci bezlitośni

Shia LaBeouf nie ma ostatnio szczęścia. Całkiem niedawno podpadł fanom, gdy wyszło na jaw, że zdarza mu się szarpać swoją dziewczynę, a tu znowu coś. Cały Twitter się z niego śmieje. Dlaczego?

A chciał tak dobrze Shia LaBeouf wymyślił sobie happening pod szyldem "All my movies" (z wykorzystaniem hasztaga #allmymovies). Przez 72 godziny w jednym z nowojorskich kin można było obejrzeć maraton filmów z udziałem aktora, co może samo w sobie nie jest wielką atrakcją, ale Na widowni zasiadał sam Shia! Ustawiona przed nim kamera rejestrowała jego reakcje na filmy. Aktor śmiał się, wzruszał, zajadał przekąskami, ale i nie krył zażenowania. Pomysł sam w sobie fajny, ludzie stali po kilka godzin w kolejce, by zasiąść na jednej sali kinowej z aktorem. Tymczasem to, co rejestrowała kamera, pojawiało się w sieci i tam żyło własnym życiem. Niezbyt dla aktora życzliwym, dodajmy.

embed

My, mieszkańcy kraju nad Wisłą niekoniecznie zdajemy sobie sprawę z potęgi Twittera. Polityczne i zaangażowane społecznie wpisy - owszem. Ale gwiazdy nie słyną ze swoich twitterowych wystąpień lub nie padają ofiarę twitterowego szydzenia (a już na pewno nie na tak wielką skalę, jak to się dzieje w Stanach). Tam Twitter ma taką moc rażenia, jak gdyby ktoś okleił u nas całe miasto billbordami z prześmiewczymi hasłami na czyjś temat. Tyle, że takie coś mogłoby się skończyć w sądzie, a taki Twitter? Tu przecież każdy może się wypowiedzieć na każdy temat. Gdy więc ktoś komuś podpadnie, a na Twitterze ruszy fala komentarzy, to niechybnie zmyje ona biedaka i nieźle podtopi. Komentowanie i przekazywanie dalej zgryźliwości (choć też, oddajmy to użytkownikom tego medium - pochwał i zachwytów także) jest co prawda krótkotrwałe, żyje sobie w sieci raptem kilka dni i potem wszyscy przerzucają się na kolejny temat. Ale gdy już żyje, to temu kto podpadł żyć nie daje.

Ofiarą fali twitterowej beki stał się właśnie Shia, a konkretnie jego reakcje na oglądane filmy. Aktor wydaje się czasem nie dowierzać, co widzi na ekranie. Zdjęcia jego min - od nieskrywanej wesołości po widoczne rozczarowanie, połączone z gestem łapania się za głowę - krążą po sieci z coraz to ciekawszymi komentarzami.

Internauci śmieją się, że nie jest jasne, czy Shia wzruszając się na własnym filmie, roni łzę, bo tak go poruszyła jego własna gra aktorska, czy może łza jest po prostu elementem gry aktorskiej.

embed

Gdy mina aktora jednoznacznie wskazuje na wysoki stopień zażenowania, internet kpi, że to podobne uczucie do tego, gdy człowiek na czyta SMS-y, które pisał poprzedniej nocy po pijaku:

Twitter.com/YrBFF

Ktoś inny proponuje, by wykorzystać miny aktora do wystawiania ocen filmów:

Twitter.com/HEROlCALLY

Shia jest członkiem artystycznego kolektywu. Niektórzy twierdzą, że całkiem nieźle radzi sobie w dziedzinie współczesnego performansu. Właśnie dlatego, że jego działania w założeniu mają się wpisywać w tę formę sztuki, na Twitterze został obśmiany przez zestawienie ze znaną artystką współczesną Mariną Abramović.

Shia LaBeouf jest Mariną Abramovic dla ludzi, którzy biorą udział w zawodach w jedzeniu burrito - napisał jeden z internautów.
Twitter.com/nickmullen

Na Twitterze są też oczywiście głosy zachwytu nad niebanalną akcją aktora, ale jak to zwykle bywa - nikną w zestawieniu ze złośliwościami. Nie ma szczęścia Shia. Choć może i to jest elementem jego happeningu?

embed

Gosia Tchorzewska

Więcej o: