Okazuje się, że suknia ślubna Ewy Wojtasik nie należała do tanich! Żona Tomasza Luberta zapłaciła za nią, bagatela 27 tysięcy złotych. Co więcej każdy szczegół sukni był głęboko przemyślany:
Tak rzeczywiście, suknia tyle kosztowała, ale Ewa długo wybierała krój i zależało jej na tym by była dokładnie taka, jak sobie wymarzyła - powiedziała w rozmowie z Plotek.pl Justyna Tomańska, menadżerka Tomasza Luberta.
Ewa sama wymyśliła, jak ma wyglądać suknia ślubna, a ostateczny jej wygląd powstał z połączenia wizji panny młodej i wizji projektantki. Cena jest tak wygórowana ze względu na najwyższą jakość użytych materiałów:
Suknia jest wysadzana kryształkami Svarowskiego, o których wiadomo, że nie należą do tanich, a wszystkie koronki były ręcznie wyszywane. Ewa sama przygotowywała wszystkie kamienie, bez tego, cena sukni byłaby pewnie jeszcze wyższa! - powiedziała nam menadżerka.
Ewa Wojtasik lubi podkreślać, że nie zależy jej na pieniądzach Luberta i ją samą stać na wszelkie fanaberie. Nie inaczej było w przypadku sukni:
Ewa zbierała na suknię od dłuższego czasu i sama za nią zapłaciła! - podkreśla menadżerka.
Miało być bardzo gustownie, wyszło... dosyć kontrowersyjnie. Jest jednak jasny punkt tej historii: panna młoda zamierza sprzedać suknię, a uzyskanie w ten sposób pieniądze przeznaczyć na cele charytatywne.
Czy ta suknia jest rzeczywiście warta takich pieniędzy?
Baisha
Gienek z Plutycz żali się na wysokość emerytury. "I co za 42 lata roboty dostałem?"
Lewandowscy szykują się do wyprowadzki z luksusowej willi. Wiadomo, gdzie zamieszkają
Numerolożka wprost o związku Kaczorowskiej i Rogacewicza. "To relacja, która może prowadzić do..."
Mama Tomaszewskiej nie może wrócić do Dubaju. Dziennikarka zdradza nowe szczegóły
Przybysz i Dąbrowski przeprowadzili się do Kanady. Tak będą mieszkać
Gessler trafiła do szpitala. Wiadomo, co się stało
T.Love z zaskakującym oświadczeniem. Chodzi o najbliższe koncerty
19-letnia córka Jolie i Pitta wystąpiła w teledysku. Fani w szoku: Jest taka podobna do...
Olejnik zaskoczyła święconką. Talerz zamiast koszyczka to dopiero początek