Kirstie Alley tragedię próbowała zagłuszyć w najgorszy sposób. "Myślałam: umieram, umieram, umieram!"

Jako bohaterka komedii bawiła widzów do łez. Jej prawdziwe życie również mogłoby posłużyć za scenariusz - z tym, że raczej dramatu. Bo zmarłej w grudniu zeszłego roku Kirstie Alley los nigdy nie oszczędzał.

Zachwycała w bijącym rekordy popularności serialu "Północ-Południe", ale drzwi do międzynarodowej kariery filmowej otworzyła jej kultowa już dziś rola Molly, w którą Kirstie Alley wcieliła się w filmie "I kto to mówi" z 1989 roku. Spektakularny sukces nie trwał jednak długo - gwiazda Kirstie zaczęła stopniowo przygasać. Do tego doszły problemy i w życiu osobistym, i ogromna tragedia. Wszystko to aktorka próbowała zagłuszyć w najgorszy możliwy sposób - za sprawą używek i kompulsywnego objadania się.

Kiedy Kirstie Alley zaczęła w błyskawicznym tempie tyć, świat show-biznesu nie miał dla niej litości. Czyhający na każdym rogu paparazzi i brak propozycji ról tylko pogłębiły depresję aktorki. Jak przyznała po latach, wsparcie w trudnych chwilach dał jej kościół scjentologiczny. Kirstie Alley nigdy jednak nie udało się odbudować utraconej pozycji. A próbowała na różne sposoby - od udziału w wątpliwej jakości reality shows, po sprzedawanie pikantnych plotek z życia kolegów z branży.

Zobacz wideo John Travolta i Olivia Newton-John znów jako Danny i Sandy

Początek kariery i rodzinna tragedia

Urodzona 12 stycznia 1951 roku w Wichita w stanie Kansas Kirstie Louise Alley nie pochodziła z rodziny o artystycznych tradycjach. Jej ojciec był właścicielem firmy zajmującej się produkcją elementów meblowych, a mama zajmowała się domem i dziećmi. Kirstie nie była też jedną z dziewcząt, które od najmłodszych lat marzą o aktorstwie. Obdarzona wzbudzającą zachwyt kolegów urodą, w liceum udzielała się jako cheerleaderka. Ale swoją przyszłość wiązała z projektowaniem wnętrz. To właśnie tym - oraz występami w teleturniejach - zajmowała się aż do ukończenia 31. roku życia, kiedy to zadebiutowała na planie filmu "Star Trek II: Gniew Khana" (1982). Wcieliła się w nim w rolę Saavik, dowódczyni Gwiezdnej Floty szkolącej się na pokładzie Enterprise. W tym samym roku Alley pojawiła się także w serialu komediowym "Zdrówko!". Niestety, początek kariery Kirstie zbiegł się w czasie w rodzinną tragedią.

W 1981 roku rodzice Kirstie i dwójki jej rodzeństwa - państwo Lillian Maxine i Robert Deale Alley - ulegli wypadkowi samochodowemu, spowodowanemu przez nietrzeźwą kobietę. Pan Alley został w jego wyniku poważnie ranny, ale jego żona miała znacznie mniej szczęścia - zginęła na miejscu. Niespodziewana śmierć matki była dla Kirstie wielką traumą, z którą nigdy nie udało jej się uporać. Kiedy w 2019 roku sprawczyni wypadku szukała kontaktu do aktorki i chciała ją osobiście przeprosić, Alley odmówiła. Przez całe życie za to publicznie potępiała pijanych kierowców i brała udział w akcjach propagujących bezpieczeństwo na drodze. Nie znaczy to jednak, że sama stroniła od alkoholu i innych używek. Wręcz przeciwnie.

Na szczycie i na dnie

Kariera Kirstie Alley zaczęła nabierać rozpędu za sprawą serialu "Północ-Południe" (1985-1986), w którym wystąpiła u boku Patricka Swayze'go. Wcieliła się w postać Virgilii Hazard, odważnej i szlachetnej abolicjonistki walczącej o równouprawnienie rasowe. Choć produkcja okazała się hitem niemal na całym świecie - również w Polsce - prawdziwą sławę Kirstie przyniósł film, w którym wystąpiła w 1989 roku. W komedii "I kto to mówi" Alley bawiła widzów do łez jako Molly - kobieta, która zachodzi ze swoim szefem w nieplanowaną ciążę. Zostaje samotną matką, którą wspiera przystojny taksówkarz grany przez Travoltę. Film okazał się spektakularnym sukcesem, a Kirstie z dnia na dzień stała się gwiazdą. Wystąpiła jeszcze w dwóch częściach "I kto to mówi", na fali sukcesu zagrała też w komedii familijnej "Czy to ty, czy to ja". A potem jej gwiazda zaczęła przygasać, a sukces zawodowy Alley z czasem przyćmiły jej osobiste demony.

Kirstie Alley zawsze otwarcie przyznawała się do swoich błędów i mrocznej strony życia. W jednym z wywiadów wyznała, że po tym, jak rozpadło się jej zawarte jeszcze podczas studiów pierwsze małżeństwo - z dalekim kuzynem, Bobem Alley'em - zaczęła pić alkohol i brać narkotyki.

Nie brałam narkotyków do 25. roku życia. Rozwiodłam się z mężem i zaczęłam się spotykać z facetem, w którym szaleńczo się zakochałam. On już wyszedł z nałogu, ale miał wielu ćpających kolegów - wyznała Alley w programie Howarda Sterna. - Wciągałam kokę, a potem siedziałam i mierzyłam puls, myśląc: "Umieram, umieram, umieram!" Kto by to dalej robił?" - zdradziła z kolei w wywiadzie dla "Entertainment Tonight".

Alley podkreślała wielokrotnie, że w tamtym okresie robiła rzeczy, z których nie jest dumna. Dzień zaczynała od działki kokainy, a pod wpływem narkotyku zdarzało jej się nawet opiekować dziećmi siostry.

Szłam na górę i tam zażywałam kokainę, a potem schodziłam na dół i jakby nigdy nic zajmowałam się siostrzeńcami. To było straszne z mojej strony - zdradziła w programie "Celebrity Big Brother".

Źródłem frustracji Kirstie Alley stał się też fakt, że choć z drugim mężem - poślubionym w 1983 Parkerem Stevensonem - chciała mieć własne dzieci, próby powiększenia rodziny spełzały na niczym. Para adoptowała więc Williama i Lillie, ale wkrótce potem małżeństwo zakończyło się rozwodem. Wówczas Kirstie popadła w depresję, a ukojenia znów zaczęła szukać w używkach, a także w pochłanianym kompulsywnie jedzeniu. W efekcie przytyła w zastraszającym tempie. Miejsca dla otyłych aktorek w Hollywood nie było - chyba że na łamach tabloidów. Alley gościła tam nader często po tym, jak paparazzi śledzili ją na każdym kroku. Jak łatwo się domyślić, kolejne niepochlebne zdjęcia i artykuły tylko pogorszyły stan aktorki.

Walka o siebie

Na początku nowego millenium Kirstie Alle sięgnęła dna. Zaniedbana, w depresji, grała coraz mniej, aż wreszcie przestała to robić wcale. Ale w 2011 roku postanowiła o siebie zawalczyć. W wywiadach mówiła, że siłę, aby stawić czoła własnym demonom, dał jej kościół scjentologiczny, którego członkinią została jeszcze w młodości.

Zanim dołączyłam do scjentologów, czułam wstręt do ludzkości. Zdecydowanie wolałam towarzystwo zwierząt. Później jednak zdałam sobie sprawę, dlaczego byłam tak pełna nienawiści: bo nie brałam odpowiedzialności za pewne sprawy! Teraz podejmuję wielkie, ważne decyzje. Chcę pomóc światu. Pragnę, aby wszyscy na tej planecie doświadczyli tego, co ja - przekonywała aktorka w jednym z wywiadów.

Kirstie Alley powróciła na ekrany nie za sprawą kolejnego filmu czy serialu, a programu "Taniec z Gwiazdami". Udział w show wzięła bardzo na poważnie i szybko dało się dostrzec efekty jej samozaparcia. Dzięki morderczym treningom schudła aż 45 kilogramów. Niestety, czas pokazał, że spektakularna metamorfoza była krótkotrwała. Kiedy show się skończyło, Alley powróciła do dawnych nawyków i w szybkim czasie efekt jojo sprawił, że dawna waga wróciła. Wówczas aktorka zaczęła poprawiać urodę skalpelem. Ale zdaniem fanów, operacje plastyczne sprawiły tylko, że Kirstie przestała przypominać siebie.

A dawnej popularności nie udało jej się odbudować ani udziałem w kolejnych programach telewizyjnych, takich jak "Celebrity Big Brother" czy "Mask Singer", ani dzięki kontrowersyjnym wypowiedziom. O Kirstie stało się głośno za sprawą pikantnych szczegółów z życia innych gwiazd, którymi ochoczo dzieliła się w wywiadach. Takich jak ta, że grając w serialu "Północ-Południe", omal nie nawiązała romansu z Patrickiem Swayze. Zdaniem Alley aktor zdradzał za to swoją ówczesną żonę z innymi kobietami oraz miał wielki problem z alkoholem. Z kolei w "Big Brotherze" zasugerowała, że na planie "I kto to mówi" była o mały krok od romansu z Johnem Travoltą.

Kontrowersje i nieoczekiwana śmierć

Kirstie Alley nie ograniczała się do komentowania wydarzeń ze świata show-biznesu - angażowała się też politycznie. Otwarcie wspierała Donalda Trumpa, zabrała głos w dyskusji o zablokowaniu przez właścicieli Twittera konta byłego prezydenta USA po ataku na Kapitol. Świat obiegła wówczas jej wypowiedź, w której blokadę konta porównała do niewolnictwa. Jak łatwo się domyślić, nie przyjęto tego dobrze. Aktorka próbowała wyjść ze skandalu z twarzą, tłumacząc, że nie miała na myśli krwawej historii Afroamerykanów, a "ograniczenie wolności". Innym razem Kirstie Alley trafiła na łamy tabloidów za sprawą kłótni z byłym mężem. Poszło o fakt, że aktorka zabierała wnuka na spotkania scjentologów, z czym nie zgadzał się jego dziadek. Ale w swoich social mediach komentowała też inne sprawy.

Myślę, że niektórzy z was mają rację. Kiedyś byłam tu mniej polityczna i milsza. Wtedy zdałam sobie sprawę, że "życzliwość" jest cechą, którą zawsze będę mieć pod ręką, ale kiedy rozpęta się piekło, jak w dzisiejszym świecie, przemawianie i walka o wolność przebijają uprzejmości - brzmiał jeden z jej ostatnich wpisów.

Rankiem 6 grudnia świat obiegła smutna informacja, w którą wielu nie mogło uwierzyć. Niestety, okazała się prawdziwa - Kirstie Alley zmarła. Jak wkrótce poinformowali jej bliscy, zabił ją niedawno wykryty u niej nowotwór.

Była otoczona najbliższą rodziną i walczyła z całych sił, pozostawiając nam pewność niekończącej się radości życia i przygód, które ją czekają. Chociaż była ikoną na ekranie, była jeszcze bardziej niesamowitą matką i babcią - pisały dzieci Kirstie. - Zapał i pasja naszej matki do życia, jej dzieci, wnuków i wielu zwierząt, nie wspominając o jej wiecznej radości tworzenia, były niezrównane i zainspirowały nas do życia pełnią życia, tak jak ona - dodali William i Lilli.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.