Ich amerykański sen stał się rzeczywistością. Scorupco była dziewczyną 007, Kulig zagrała z Anne Hathaway

Hollywood od lat przyciąga gwiazdy z różnych stron świata. Ale zrobić karierę w Fabryce Snów przybyszom z zewnątrz nie jest łatwo. Z okazji Dnia Niepodległości USA przypominamy historie polskich aktorek, którym - na stałe lub przelotnie - udało się podbić amerykański show-biznes.

Polką, której udało się zrobić oszałamiającą karierę w USA, jest bez wątpienia Pola Negri. Apolonia Chałupiec, jak naprawdę nazywała się gwiazda kina niemego, do dziś pozostaje niedoścignionym wzorem dla próbujących swoich sił w Hollywood Polek. Ameryka najczęściej nie jest dla naszych aktorek łaskawa - ze względu na niedoskonały akcent grywają zwykle role emigrantek ze wschodu lub są skazane na produkcje niezbyt wysokich lotów. Zdarza się, że odnoszą jednorazowy sukces, a następnie bezskutecznie czekają na kolejne atrakcyjne propozycje. Czasami bywa i tak, że świetnie się zapowiadającą karierę niszczą względy osobiste. Hollywood jest bezlitosne, zdarzają się jednak wyjątki. Czy Pola Negri doczeka się wreszcie godnej następczyni?

Zobacz wideo Izabella Scorupco spadła ze sceny

Zza żelaznej kurtyny za wielką wodę

W czasach PRL-u Ameryka była znacznie bardziej odległa niż dziś. Dla zwykłych śmiertelników, ale nawet gwiazd - kraj za wielką wodą pozostawał jedynie marzeniem. Dla wielu podróż do USA oznaczała bilet w jedną stronę, bo PRL-owskie władze wyjazd do bastionu "zgniłego kapitalizmu" traktowały jako niewybaczalną zdradę. Tak właśnie było w przypadku Elżbiety Czyżewskiej. Nazywana "polską Marylin Monroe" aktorka, wyjeżdżając do Stanów, miała świat u stóp. Była rozchwytywana przez najlepszych reżyserów, błyszczała na ekranie i na scenie. Roli gratulował jej sam mąż Monroe, Arthur Miller, a mąż - Amerykanin - po przeprowadzce obiecywał złote góry. Istotnie, w Nowym Jorku Elżbieta Czyżewska żyła na poziomie, o jakim w Polsce mogła tylko pomarzyć. Cóż jednak z tego, skoro jej amerykański sen wkrótce okazał się koszmarem.

Przeszkodą w zbudowaniu kariery w Hollywood dla wielu gwiazd był nieodpowiedni akcent. W czasach PRL-u nauka angielskiego nie była powszechna, więc Elżbieta Czyżewska po ślubie zaczęła się go uczyć praktycznie od zera. A propozycji ról dla aktorki ze słabą znajomością języka po prostu nie było. Tymczasem "Elka", jak nazywali ją przyjaciele, kochała aktorstwo tak bardzo, że bez niego cierpiała. Smutki topiła więc w hurtowych ilościach alkoholu, zdarzało się, że na casting przychodziła nietrzeźwa. Niepowodzenia i alkohol sprawiły, że stała się kłótliwa, nieprzyjemna, problematyczna, czym dodatkowo niweczyła swe zawodowe szanse. Gorycz potęgował fakt, że do Polski nie miała po co wracać - władze uznały ją za zdrajczynię, a niegdysiejsza sława i uwielbienie fanów prysnęły niczym bańka mydlana. Coraz bardziej tęskniąc za ojczyzną, Czyżewska szukała kontaktu z rodakami - prowadziła z nimi ciągnące się godzinami rozmowy telefoniczne, aż pewnego razu rozwścieczony rachunkiem mąż wyrwał aparat ze ściany. Gościła też u siebie mniej zamożnych rodaków. Kiedy Czyżewska zdążyła już pogrzebać marzenia o wielkiej, amerykańskiej karierze, pod jej skrzydła trafiła dziewczyna, która przypominała jej ją samą z młodych lat.

Rodzina czy kariera?

Joanna Pacuła amerykańską karierę rozpoczęła dzięki przypadkowi. Po tym, jak jej kariera w Paryżu nabrała tempa, wybrała się do Nowego Jorku na wakacje. Traf chciał, że tuż przed planowanym powrotem została okradziona - nie tylko z gotówki, ale również paszportu. Bez dokumentu powrót do Paryża był niemożliwy, a ponieważ w Polsce trwał wówczas stan wojenny, urzędnicy rozłożyli ręce. W trudnej sytuacji Pacule pomogła starsza koleżanka. Elżbieta Czyżewska przyjęła Joannę pod swój dach. Ale jej kilkutygodniowy pobyt w apartamencie aktorki zakończył się karczemną awanturą. Nie wiadomo, o co poszło, ale wielu podejrzewa, że Czyżewska chciała na Pacułę przelać swoje niezrealizowane ambicje. Tymczasem młoda aktorka zaczęła rozwijać w USA skrzydła na własną rękę. Rola w "Parku Gorkiego" otworzyła jej drzwi do amerykańskiej kariery.

Za występ w filmie była nominowana do Złotego Globu, dwukrotnie pojawiła się też na ceremonii wręczania Oscarów - co prawda nie jako nominowana, a wręczająca statuetkę. Amerykanie zachwycali się nie tylko talentem Pacuły, ale też jej słowiańską urodą. Aktorka pojawiła się na okładce magazynu "Vogue", a "People" umieściło ją w rankingu 50. najpiękniejszych osób świata. W Polsce Pacułę zaczęto porównywać do Poli Negri. Ale nagle kariera aktorki zwolniła. Wielu uważa, że zawinił jej chorobliwie zazdrosny mąż, który nie godził się na udział żony w rozbieranych scenach. Pacuła odrzuciła więc role m.in. w "9 i pół tygodnia", "Showgirls" czy "Nagim instynkcie", a także w "Licencji na zabijanie", gdzie mogła wcielić się w dziewczynę Bonda. Sama aktorka w wywiadach przyznawała, że nie wiedziała, jak pokierować swoją karierą i nie uważa, by temu, że nagle jej amerykański sen się skończył, zawinił mąż.

Joanna Pacuła odrzuciła rolę dziewczyny Bonda, więc jedyną Polką, która dotychczas zagrała ukochaną agenta 007 pozostaje Izabela Scorupco. Aktorka jako mała dziewczynka wyjechała do Szwecji. Tam w wieku siedemnastu lat zadebiutowała w filmie "Nikt nie kocha jak my", później zaczęła pracować jako modelka, pojawiła się nawet na okładce włoskiego "Vogue’a". Próbowała też szczęścia w branży muzycznej. Ale najjaśniejszym momentem w karierze Izabeli Scorupco okazała się wspomniana rola w filmie o przygodach agenta 007. W "Golden Eye" aktorka wystąpiła u boku Pierce’a Brosnana. Jednak choć film sprawił, że Izabela Scorupco była dosłownie zasypywana napływającymi ze wszystkich stron propozycjami, z niewielu z nich skorzystała. Dlaczego? Swoje motywy aktorka wyjaśniła w jednym z wywiadów:

Może nie umiałam, a może za bardzo mi nie zależało. Byłam wtedy skoncentrowana na swoim życiu prywatnym, zakochana, w ciąży. Poza tym nie jestem osobą, która za wszelką cenę chce zrobić karierę, nie ma we mnie agresji, chęci walki. Uwielbiam aktorstwo, ale nie będę robiła niczego wbrew sobie - mówiła Scorupco.

Aktorka nie odmówiła jednak występu w polskiej produkcji, filmie "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana. A potem znów skupiła się na życiu osobistym, które było dość bujne. Po tym, jak po dwóch latach rozpadło się jej małżeństwo z Mariuszem Czerkawskim, Scorupco związała się z Jeffreyem Raymondem, ale i ta relacja nie przetrwała próby czasu. W 2019 roku Scorupco poślubiła Karla Rosengrena, z którym do dziś mieszka w Los Angeles. Rzadko udziela wywiadów i sporadycznie pojawia się publicznie. Bajeczna posiadłość, w której mieszka aktorka, pokazuje jednak, że Izabeli Scorupco udało się spełnić amerykański sen - jeśli nie zawodowo, to chociaż prywatnie.

Zdobyć Hollywood

Izabela Scorupco miała szansę, o której wiele polskich aktorek może tylko pomarzyć. Niestety często ich kariera po jednym czy dwóch hitach staje w martwym punkcie. Tak stało się w przypadku Alicji Bachledy-Curuś, która karierę filmową zaczęła w młodym wieku, a szerszej publiczności dała się poznać dzięki roli Zosi w "Panu Tadeuszu". Polska szybko stała się dla Alicji zbyt ciasna i aktorka zaczęła się pojawiać w zagranicznych produkcjach. Najpierw wystąpiła w niemieckim serialu "Letnia burza", a następnie postanowiła zdobyć Hollywood. Wyjechała do USA, gdzie skończyła prestiżowy Instytut Teatralny i Filmowy w Nowym Jorku imienia Lee Strasberga. W Ameryce zadebiutowała w filmie "Handel", który przyniósł jej zachwyt krytyków. O Bachledzie zaczęły pisać takie magazyny jak "GQ" czy "O, The Oprah Winfrey magazine". Recenzje były tak pochlebne, że wkrótce Alicji zaproponowano kolejną rolę. Ta miała stać się punktem zwrotnym w jej życiu - szczególnie prywatnym.

W filmie "Ondine" Alicja Bachleda-Curuś wcieliła się w rolę nimfy, którą z morza wyławia Colin Farrell. Recenzje produkcji nie były zbyt pochlebne, niektórzy porównywali jednak urodę Alicji do młodej Nastassji Kinski. Na jej wdzięki nie pozostał obojętny partner z planu - pomiędzy Bachledą-Curuś a Collinem Farrellem wybuchł romans, którego owocem jest syn pary, Henry Tadeusz. Ale choć wydawać by się mogło, że związek z hollywoodzkim aktorem stanie się dla Alicji trampoliną do kariery, stało się inaczej. Po zaledwie dwóch latach Bachleda-Curuś i Farrell rozstali się, a kariera Polki zatrzymała się w miejscu. Pojawiła się w kilku epizodach w amerykańskich filmach, wszystkie jednak przeszły bez echa. Przełomem miała być produkcja z 2015 roku "The Girl Is In Trouble", gdzie Alicja zagrała główną rolę, jednak na nadziejach się skończyło. Ale jak pisał jakiś czas temu "Super Expres" aktorka wcale nie przejmuje się brakiem ciekawych propozycji. Skupia się na roli mamy, która aktualnie jest w jej życiu tą najważniejszą.

Swoich sił w Hollywood próbowało w ostatnich czasach jeszcze kilka aktorek polskiego pochodzenia - m.in. Weronika Rosati oraz Iza Miko. Ale wszystko wskazuje na to, że największe szanse spełnić swój amerykański sen ma Joanna Kulig. Przełomem w karierze i przepustką do międzynarodowych produkcji stał się dla polskiej aktorki występ w nominowanej do trzech Oscarów i nagrodzonej Złotą Palmą w Cannes "Zimnej wojnie" Pawła Pawlikowskiego. Niektórzy wróżyli Joannie wówczas nawet nominację do nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej dla głównej aktorki pierwszoplanowej. Tak się co prawda nie stało, ale mimo to Joanna Kulig może się poszczycić wieloma sukcesami w Hollywood. Wśród nich wymienić rolę w serialu produkcji Amazona "Hanna". A także dużą rolę w świetnie przyjętym serialu muzycznym "The Eddy", za produkcję którego odpowiadał Netflix i sam Damien Chazelle, twórca "Whiplash" i "La La Land". Kulig wcieliła się w nim w polską emigrantkę, która zachwyca swoim śpiewem w klubie muzycznym. Ma szansę na międzynarodową karierę, jest też uwikłana w skomplikowaną relację miłosną z głównym bohaterem, granym przez André Hollanda.

W tym roku Joanna Kulig była jurorką sekcji Un Certain Regard na festiwalu w Cannes. W wywiadzie dla "Dzień dobry TVN" aktorka zdradziła, że niedawno zakończyła zdjęcia do swojego pierwszego amerykańskiego filmu, "She came to me", w którym zagrała u boku Anne Hathaway.

To świeża sprawa. Ten film był przekładany jakieś pięć razy z powodu pandemii. To jest komedia romantyczna, każdy z bohaterów przechodzi tu pewną drogę. Z Anne Hathaway spotkałam się na lunchu, bo jej film jest w sekcji ("Armageddon Time"). To było super, bo akurat ostatniego dnia zdjęciowego miałyśmy wspólnie scenę, minęło kilka dni i spotykamy się w Cannes - mówiła Joanna Kulig.

Wszystko wskazuje na to, że jej amerykański sen właśnie się ziszcza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.