Odwiedziliśmy "U Fukiera" przed tłustym czwartkiem. Jak wypadła Magda Gessler? Jednego nie dopilnowała [RECENZJA]

Bartosz Pańczyk
Magda Gessler na czas karnawału wprowadziła do swojej warszawskiej restauracji "U Fukiera" pączki. Jak smakują? To sprawdził nasz dziennikarz - Bartosz Pańczyk.

Dzień przed tłustym czwartkiem odwiedziłem słynną warszawską restaurację Magdy Gessler "U Fukiera", by skosztować jej pączków, których cena z roku na rok skacze i przyprawia niektórych o zawrót głowy. To co odróżnia biznes gwiazdy TVN od innych, to nie tylko retro wnętrze z muzyką z dawnych lat, ale i przemiła obsługa, która przy wejściu kłania się w pas. W oczy rzuca się też to, że po każdym kliencie był wymieniany obrus. Niestety dobre pierwsze wrażenie szybko zostało zatarte przez pewne niedopatrzenie. Ku mojemu rozczarowaniu, półtorej godziny po otwarciu restauracji okazało się, że nie ma już pączków z nadzieniem różanym. Powód? - Skończyła się w dniu dzisiejszym konfitura, ale dowiozą i będziemy smażyli. Pączki wyrabiane są ręcznie, na miejscu - poinformowała kelnerka. Choć prowadząca "Kuchenne rewolucje" ma swojej ofercie kilka smaków pączków, tego dnia był tylko jeden... malinowy. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w innym terminie, uznałbym to za lekką niedogodność. Ale tak dzień przed tłustym czwartkiem? Nieładnie. Przypominam, że w swoim programie w TVN Magda Gessler często poucza restauratorów o wcześniejszym odpowiednim zaopatrzeniu się w produkty. Goście powinni dostać z karty wszystko to, co oferuje restauracja.

Zobacz wideo Czy z zasłoniętymi oczami można rozpoznać pączka Magdy Gessler? Sprawdziliśmy to w redakcji!

Jak smakują pączki "U Fukiera"?

Na szczęście to, co dostałem, zaspokoiło moje kubki smakowe. Warto raz do roku pokusić się o dobrego pączka, na naturalnych składnikach, niż wcisnąć w siebie chemię z marketów. Pączki w restauracji Magdy Gessler są duże, ze świeżą maliną i malinową konfiturą, której w wypieku nie brakuje. Wręcz przeciwnie! Nadzienie podczas krojenia wypływa na talerz, co jest zaletą w tym przypadku. Pączki, choć bardzo syte, nie są "ciężkie" i tłuste, a leciutkie jak chmurka, z wyczuwalnym posmakiem naturalnego masła. Pączek wieńczy lukier i suto dodana skórka pomarańczowa. Prawdziwe niebo w gębie. A cena? Jakiś czas temu, media obiegła wiadomość o cenach pączków w "Słodkim Słonym" zarządzanym przez córkę Magdy - Larę. Tam pączki kosztują 22 złote. Co ciekawe, u Fukiera za jednego trzeba "tylko" zapłacić 17 zł. Czy się czymś różnią? Trudno powiedzieć. Gdy tydzień temu miałem okazję skosztować wypieku ze "Słodkiego", smakował niemal tak jak w "U Fukiera". W mojej ocenie cena 17 złotych za sztukę, w tym przypadku nie jest wygórowana. Płaci się za naturalne produkty, ręczny wypiek, jakość. Ponoć według restauratorki na 1 kilogram mąki, dodaje się 38 żółtek, do tego naturalne masło i inne składniki, które muszą kosztować. Lepszych pączków nie jadłem w życiu, polecam z czystym sumieniem. I jak widać, bardziej opłacalne jest odwiedzenie biznesu Magdy aniżeli Lary.

Pączek od Magdy Gessler.Pączek od Magdy Gessler. Fot. Plotek Exclusive

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.