Jan Nowicki. Wielki aktor i łamacz damskich serc. Jego plakaty wisiały nawet nad łóżkami na Kubie

W środę do mediów trafiła informacja o śmierci Jana Nowickiego. Przypominamy, jak wyglądała jego kariera oraz co działo się w życiu prywatnym legendy polskiego kina. Tekst ten po raz pierwszy został opublikowany na naszym portalu w październiku 2022 roku.

Mówiło się o nim "czołowy amant polskiego kina". Istotnie, takie role odgrywał niezwykle często. Amantem bywał też w życiu prywatnym - powodzenie u kobiet zawsze było domeną Jana Nowickiego. Ale choć w młodości regularnie romansował, na ślubnym kobiercu stanął dopiero jako dojrzały mężczyzna i ojciec dwójki dorosłych dzieci z nieformalnych związków. Brak stałości w uczuciach stał się - wraz z wielkim talentem aktorskim i nieodłącznym kapeluszem - znakiem rozpoznawczym Jana Nowickiego. Widzowie pokochali go przede wszystkim dzięki kultowej roli Wielkiego Szu - karcianego oszusta, szulera wielkiego kalibru. Jan Nowicki ma na koncie także role u reżyserów takich jak Krzysztof Zanussi, Andrzej Żuławski, Wojciech Jerzy Has czy Andrzej Wajda. Był gwiazdą nie tylko w Polsce, ale i na Węgrzech, zagrał w przeszło dwustu produkcjach.

Zobacz wideo "Ikar. Legenda Mietka Kosza" - ZWIASTUN. Dawid Ogrodnik jako niewidomy geniusz fortepianu

Ten, kto wytrzymał

Jan Nowicki przyszedł na świat w niezwykle trudnym dla Polski momencie - 5 listopada 1939 roku. Początek wojennej zawieruchy nie wróżył zbyt dobrze dla nowo narodzonego chłopca. Szczególnie że i bez spadających z nieba bomb maluchy w rodzinnych stronach Jana Nowickiego nie miały łatwego startu.

Moje pokolenie wzięło się z naturalnego odsiewu. Na wsi żył tylko ten, kto wytrzymał. Mocniejszy. Jak słaby zachorował i nie pomógł mu rosół, psi smalec ani miód - musiał umrzeć - wspominał Jan Nowicki w książce "Jan Nowicki - droga do domu".

Tak stało się zresztą w przypadku starszego rodzeństwa pana Jana. Dwoje dzieci zmarło tej samej nocy na szkarlatynę. W czasie wojny mały Janek stracił też ojca, który zmarł na gruźlicę.

Jan Nowicki wspominał, że z rodzinnej miejscowości Kowal wyjechał w wieku 13 lat. Szkołę średnią zmieniał siedmiokrotnie, maturę zdał ostatecznie w jednym z łódzkich liceów. Skąd u młodego chłopaka pojawił się pomysł, by zdawać do szkoły aktorskiej? Jak twierdził pan Jan, aktorem został przez przypadek.

Ja po prostu nie chciałem iść do wojska. Jak wyrzucili mnie z Łodzi, poszedłem pracować do kopalni, ale wojsko dalej mnie szukało. Szkoła aktorska była jedyną deską ratunku dla dyslektyka, który nie umie mnożyć, dzielić, a jak widzi cyfry, to zasypia. Do kolejnych egzaminów namówił mnie profesor Modrzewski. A później powiodło mi się w zawodzie. Dlaczego miałbym go nie wykonywać, skoro mogłem zarobić parę groszy i wyjechać z teatrem w świat? - wyznał Nowicki w rozmowie z portalem Interia Film.

Ostatecznie Jan Nowicki ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, dyplom zrobił w roku 1964. W tym samym roku zadebiutował w "Zaproszeniu do zamku" na deskach Starego Teatru w Krakowie, pojawił się też po raz pierwszy na ekranie w filmie "Pierwszy dzień wolności".

Pierwszy amant polskiego kina

Jedną z pierwszych ról w dorobku Jana Nowickiego był występ w "Popiołach" Andrzeja Wajdy. Jak pisze Emila Padol w książce "Dżentelmeni PRL-u", na planie filmu młody aktor przeżył srogie upokorzenie. Wajda w obecności Beaty Tyszkiewicz i Poli Raksy miał bardzo nieelegancko wygarnąć Nowickiemu nieprzygotowanie. "Co to jest za aktor. Nie umie tekstu" - krzyczał ponoć reżyser. Ale choć jego słowa musiały bardzo zaboleć młodego Nowickiego, rola kapitana Wyganowskiego została oceniona jako  świetny debiut i została uznana przez krytyków. Wkrótce potem posypały się kolejne propozycje. I to nie od byle kogo, bo jeszcze w latach 60. Jan Nowicki zaczął występować u Jerzego Skolimowskiego czy Jerzego Hoffmana.

Lata 70. były dla niego niezwykle pracowite. W 1971 zagrał w "Życiu rodzinnym" Krzysztofa Zanussiego oraz w filmie "Skorpion, Panna i Łucznik" Andrzeja Kondratiuka. Kolejny rok przyniósł występ w "Anatomii miłości". Jak pisze Emila Padol w "Dżentelmenach PRL-u", rola przysporzyła aktorowi ogromnej popularności "nie tylko w Polsce, nie tylko w ZSRR, ale nawet na... Kubie. Portrety Nowickiego rozwieszano tam na matach nad łóżkami". Od tamtej pory do Jana Nowickiego przylgnęła łatka "pierwszego amanta polskiego kina". Później do tego emploi dołączyły role bardziej skomplikowanych postaci, takich jak kultowy Wielki Szu z filmu Sylwestra Chęcińskiego z 1983 roku. Niemniej jednak kobiece serca Jan Nowicki podbijał nie tylko na ekranie, ale i w życiu prywatnym.

Miłość bez ślubu

Jan Nowicki zapisał się w świadomości fanów jako genialny aktor. Ale wielu zna go też jako starszego pana, który pomimo upływu lat zachował młodzieńczy wigor i pełnymi garściami korzysta z życia. Bo Jan Nowicki na ślubnym kobiercu po raz pierwszy stanął w wieku siedemdziesięciu lat. Nie znaczy to jednak wcale, że wcześniej stronił od kobiecych wdzięków. Wręcz przeciwnie.

Na początku lat 70. Jan Nowicki na basenie ujrzał wynurzającą się z wody atrakcyjną kobietę. Ponoć zachwycony jej wdziękami, miał wówczas wypowiedzieć słowa, które okazały się prorocze: "To będzie matka mojego dziecka". Istotnie, w 1973 roku Barbara Janiszewska-Sobotta, polska lekkoatletka i sprinterka, urodziła Janowi syna Łukasza. Wkrótce wyszło jednak na jaw, że aktor ani myśli poświęcić się życiu rodzinnemu.

Nie miałem wtedy wyrzutów sumienia, że zaniedbuję syna. Nie znałem mojego ojca, zmarł, gdy miałem rok. A ojczym potrafił znikać na kilka lat. I to w niczym nie przeszkadzało mi go kochać. W Kowalu wokół nie widziałem ojców zajmujących się dziećmi. Tak jak w góralskiej piosence: "Kołysz se go sama, boś ty jego mama, ja kołysał nie będę". Mężczyźni w moim miasteczku byli prostymi rzemieślnikami. Całymi dniami ciężko pracowali, by zarobić na rodzinę. Zapamiętałem, że facet ma ciężko pracować, a potem może się napić. Po rozstaniach wciąż utrzymywałem i dzieci, i byłe kobiety - wyznał aktor w rozmowie z Agnieszką Sztyler dla "Twojego Stylu".

Związek z matką pierworodnego syna wkrótce przeszedł do historii. Ale w ówczesnym życiu Jana Nowickiego nie było miejsca na samotność. Na planie "Anatomii miłości" pomiędzy aktorem a Ireną Paszyn, dyrektorką Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, wybuchł płomienny romans. Jego owocem jest córka pary, Sajana. Jednak narodziny dziecka nie scementowały również tego związku. Jan Nowicki wkrótce poznał kobietę, z którą choć nie stanął nigdy przed ołtarzem, spędził niemal trzy dekady życia. Pierwsze spotkanie z Martą Mészáros, węgierską reżyserką, nie zapowiadało wprawdzie romansu.

Pani wygląda, jakby dziecko próbowało namalować kobietę na płocie, wszystko u pani jest nie na miejscu. A ona pytała: Dlaczego? Bo co? Niech pani spojrzy na swój nos, gdzie ma pani szyję, przecież pani nawet udusić nie można. Cały czas w oczach Marty widziałem postępujące rozbawienie, dlatego, że to, co mówiłem, nie było pozbawione słuszności, choć brutalnej" - czytamy w "Dżentelmenach PRL-u".

Mimo trudnych początków, para stworzyła zgrany duet w życiu prywatnym i zawodowym. Relacja Jana Nowickiego i Marty Meszaros wywoływała jednak wiele komentarzy. W Polsce zastanawiano się, dlaczego amant wiążę się ze starszą od siebie kobietą. W wywiadzie dla "Gali" aktor przyznał:

Na Węgrzech też nas związek krytykowano, ale z innego powodu. Mówiono, że jeśli facet wiąże się z reżyserką, to na pewno jest karierowiczem. Zwłaszcza że Węgrzy bardzo cenili ówczesnego męża Marty, słynnego reżysera Miklósa Jancsó.

Para żyła pomiędzy Budapesztem a Krakowem, rozstawała się i wracała do siebie. Do ślubu jednak nigdy nie doszło i również ten związek, który wielu wydawał się tak zgrany, przeszedł do historii.

Jeżeli mam o coś żal, to tylko o to, że rozstaliśmy się nieelegancko. Cóż, ja myślę, że on nie potrafi kochać ludzi. Chociaż chce. Nie potrafi stworzyć ciepłych relacji ze swoim otoczeniem - wyznała pani Marta w wywiadzie dla magazynu "Viva!".

Dwa śluby i koniec kariery

Jan Nowicki miał niezwykle burzliwe życie prywatne i był uważany za najbardziej zatwardziałego kawalera polskiego kina. Kiedy więc w wieku 70. lat ogłosił, że się żeni, jego fani przecierali ze zdziwienia oczy. Wybranką aktora została Małgorzata Potocka - choreografka i założycielka legendarnego zespołu tańca Sabat. Ponoć kobieta miała powiedzieć ukochanemu, że nie zamierza być jego kolejną kochanką. Niestety, pierwsze małżeństwo Jana Nowickiego zakończyło się fiaskiem po zaledwie sześciu latach.

Po jakimś czasie dotarło do mnie, że wzięłam ślub ze wspomnieniami, które nie pokryły się z rzeczywistością. Nie byliśmy w stanie zbudować silnego związku z prozaicznych powodów. Ja mieszkam w Warszawie, tu mam swoje miejsce, swoją scenę. Jan nie mógł zrozumieć mojego poświęcenia dla teatru. Jemu to już dawno przeszło, chciał żyć bez zobowiązań i spacerować po Plantach - wyznała Potocka w rozmowie z Krystyną Pytlakowską dla "Vivy!".

Porażka nie zniechęciła jednak Jana Nowickiego do instytucji małżeństwa. I tak, w 2016 roku, aktor po raz drugi powiedział sakramentalne "tak". Tym razem jednak obyło się bez informowania o ślubie całego świata. Para pobrała się w tajemnicy. Z Anną Kondratowicz - swoją byłą menadżerką - aktor po raz pierwszy pokazał się publicznie podczas Festiwalu Reżyserii Filmowej w Wałbrzychu w czerwcu 2018 roku. Jak podkreślał Jan Nowicki, żona była dla niego ogromnym oparciem. Dla niej opuścił ukochany Kraków. Podkreśla, że kobieta ma "szczególny ogląd na świat, inteligencję i wrażliwość na ludzi, zwierzęta, słowo". Przekonywał również, że to jego ostatnia miłość, a świadomość iż Anna jest obok, wpływa na niego uspokajająco i czuł się znacznie lepiej.

Jan Nowicki w 2020 roku ogłosił, że kończy karierę. Wydał wspomnieniową książkę "Moje psie myśli". Ale niedawno fanów aktora zasmuciła wiadomość o jego problemach ze zdrowiem. Ponoć Jan Nowicki traci pamięć i coraz gorzej funkcjonuje w codziennych sytuacjach. Aktor wyznał też, że jest przygotowany na swoje odejście - ma już nawet grobowiec w rodzinnej miejscowości Kowal.

Powoli trzeba się zbierać z tego świata, mając jednak na uwadze to, co powinien w tej sytuacji zrobić każdy mężczyzna – posprzątać po sobie. Trzeba coś zrobić z książkami, pomyśleć, komu który obraz dać, żeby trafił we właściwe ręce. Przecież nie wezmę tego do grobu! - wyznał Jan Nowicki w rozmowie z magazynem "Super Express".

Odszedł na początku grudnia 2022 roku. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.