Urodziła w taksówce. Kiedy dostała rachunek, była w szoku

Ciężarna Farah Cacanindin była bardzo zaskoczona, gdy wody odeszły jej już w taksówce. Córkę urodziła w drodze do szpitala. To nie koniec niespodzianek.

26-letnia matka dwójki dzieci wybierała się do szpitala taksówką na rutynowe badania. Kobieta była w zaawansowanej ciąży. Zaczęła rodzić w trakcie kursu. Teraz zaskoczył ją rachunek, który otrzymała. Firma taksówkarska chce, żeby pokryła koszty sprzątania. 

Zobacz wideo Rosie Huntington Whiteley urodziła dziecko i od razu poinformowała o tym na Instagramie. Nie ona jedna!

Kobieta urodziła w taksówce. Dostała rachunek za sprzątanie

Brytyjskie media donoszą, że Farah Cacanindin, na co dzień mieszkająca w Buckinghamshire, swoją córkę Naię urodziła na tylnym siedzeniu taksówki. 

Wody odeszły mi po pięciu minutach podróży. Kierowca zapytał, czy chcę, żeby zjechał na pobocze, ale powiedziałam, żeby jechał dalej. Wierzyłam, że dam radę, zanim dziecko się urodzi - powiedziała Farah Cacanindin w rozmowie z "The Sun".

Farah CacanindinFarah Cacanindin Fot. Facebook.com/FarahCacanindin

Kobieta urodziła dziecko, podczas gdy taksówkarz zadzwonił do szpitala, żeby uprzedzić lekarzy. Na Farah czekały już położne, które były w szoku. 

To było nierealne przeżycie. Nie zdążyłam nawet się bać - dodała Farah Cacanindin.

To jednak nie koniec niespodzianek dla Farah. Kilka dni po porodzie kobieta otrzymała od firmy taksówkarskiej rachunek za przejazd. Opiewał na 90 funtów brytyjskich, czyli około 480 złotych. 30 funtów za kurs i 60 funtów za sprzątanie. Poród w taksówce nie zwalnia z opłacenia przejazdu ani pokrycia innych kosztów, jednak zwykle firmy - np. lotnicze - w takiej sytuacji (stresującej dla rodzącej, ale też kierowcy) zamiast rachunków, wysyłają gratulacje. Bywa też, że oferują dziecku darmowe przejazdy do końca życia - to dla nich po prostu dobra reklama i PR.

Wygląda na to, że mama Nai, a także 15-miesięcznego syna Kairo, liczyła bardziej na takie właśnie potraktowanie. W rozmowie z tabloidem wyznała, że jest bardzo rozczarowana zachowaniem korporacji. 

Byłam zaskoczona. Rozumiem, że narobiłam bałaganu, ale wysłanie mi tego rachunku było trochę bezczelne - przyznała Farah Cacanindin.

Gazeta "New York Post" zwróciła się do firmy Arrow Taxi z prośbą o odniesienie się do sprawy, ale przedstawiciele korporacji odmówili komentarza. A wy, jak sądzicie? Kobieta słusznie się oburza czy raczej nie powinna się dziwić, że dostała taki rachunek?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.