Monika Kuszyńska o przemocy w Varius Manx: Boję się konfrontacji z przeszłością, z tymi ludźmi

Monika Kuszyńska komentuje doniesienia o molestowaniu i przemocy, której miała doświadczać ona i jej młodsza siostra podczas współpracy wokalistki z Varius Manx. - Dostałam ataku paniki - wyznała.

Więcej ciekawostek z życia gwiazd znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Monika Kuszyńska była jedną z wokalistek zespołu Varius Manx. Jej karierę w 2006 roku przerwał tragiczny wypadek samochodowy. Doszło do niego podczas powrotu z koncertu. Od tego czasu Kuszyńska nie występowała już z grupą. Teraz jednak wróciła wspomnieniami do czasu współpracy z Robertem Jansonem i jego kolegami. Powodem był wpis opublikowany przez jej młodszą siostrę, która oskarżyła muzyków o molestowanie. Chociaż członkowie Varius Manx zaprzeczają tym doniesieniom, Kuszyńska twierdzi, że ją również spotkało z ich strony wiele nadużyć. Zmaga się z ich konsekwencjami do dziś.

Zobacz wideo Echa dokumentu o Jacksonie. Radio BBC nie gra jego muzyki

Monika Kuszyńska o Varius Manx: Boję się konfrontacji z przeszłością, z tymi ludźmi

Wokalistka wystąpiła w filmiku razem ze swoją siostrą, która jako pierwsza opowiedziała o nadużyciach w zespole.

Muszę się z tym zmierzyć. Może powiem, jak zareagowałam. Dostałam ataku paniki. To był sygnał, który dał mi do zrozumienia, jak silna to trauma we mnie. Jak bardzo boję się konfrontacji z przeszłością, z tymi ludźmi, ze wspomnieniami, z całą tą historią. Miałam nadzieję w ostatnich latach, że mam to za sobą. Ale zrozumiałam, że to było wyparcie - wyznała.

Mówi, że to, czego doświadczyła, gdy występowała z Varius Manx, wywołało u niej traumę.

Dotarło to do mnie, że mam nerwicę lękową. Od pół roku chodzę na terapię. (…) Mam takie marzenie, żeby się przestać bać. I dopóki nie powiem tego głośno, nie przestanę się bać. Zawsze delikatnie o tym próbowałam opowiadać, żeby nikogo nie dotknąć. (…) Nie chciałam, żeby ktokolwiek ucierpiał. Dzisiaj wiem, że to ja ucierpiałam.

Siostra wokalistki opowiedziała, że była molestowana jako bardzo młoda dziewczyna.

Nagle podchodzę i chłopak z zespołu - wiedział, że jestem twoją siostrą i wiedział, że jestem niepełnoletnią, młodziutką dziewczyną - mówi do mnie niezwykle wulgarny, opresyjny tekst sugerujący jakieś doświadczenie seksualne. Ja nie znałam takich słów. (…) Chłopaki z zespołu siedzą i się śmieją mi prosto w twarz, przyklaskując mu w ten sposób. To moje pierwsze doświadczenie z tym zespołem. Późniejsze, niestety, przekraczały moją granicę fizyczności - powiedziała.

Do takich sytuacji miało dochodzić częściej.

Ich język był bardzo wulgarny, seksistowski, agresywny. Można zapytać, jak ja się w tym odnajdywałam. Dlaczego nie reagowałam tak, jak powinnam? Dlatego, że byłam młodą dziewczyną, która weszła w struktury starszych ode mnie panów. Dziewczyna spełniająca swoje wielkie marzenie. (…) Na początku było bardzo milutko. Potem zrozumiałam, że działa tam taka zasada: albo jest milutko, albo jest cisza, foch, pasywna agresja. Największy wpływ na to miał lider zespołu - wyznała Kuszyńska.

Dlaczego teraz zabrała głos?

Dzisiaj wiemy, że to nie jest normalne i dzisiaj dajemy sobie prawo, żeby to powiedzieć, bo te rzeczy zostały już zapisane prawnie, co jest dzisiaj znęcaniem i molestowaniem. To mocne słowa, które ludziom kojarzą się bardzo jednoznacznie.

Siostry rozmawiały też o gaslightingu - przemocy psychicznej, która polega na tworzeniu w głowie ofiary zafałszowanego obrazu rzeczywistości i podważaniu jej osądów. Wokalistka miała wiele razy słyszeć, że bez tego zespołu jest nikim, że nic nie osiągnie. Dopiero po odejściu zorientowała się, że takie zachowanie nie jest normą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.