"Kuchenne Rewolucje". To nie był odcinek na miarę finału. Gessler ledwo uznała rewolucję

Magda Gessler postanowiła pomóc 42-letniej Chince, która od 20 lat mieszka w Polsce. Lokal przez nią prowadzony miał dużo niedociągnięć, a co najgorsze - brakowało w nim smaku.

W finałowym odcinku 15. sezonu "Kuchennych Rewolucji" Magda Gessler trafiła do Ostródy, do restauracji "Fong Yuan", serwującej dania kuchni chińskiej. Lokal należy do pochodzącej z Chin Fang, która niedawno straciła męża. Od tego czasu nie radzi sobie z prowadzeniem biznesu, który niegdyś był wspólnym "dzieckiem" małżonków.

W kuchni pracuje Bilei, który choć przyjechał do Polski zaledwie przed tygodniem, już stara się robić wszystko po swojemu. Niestety, bardziej niż gotowanie interesuje go przeglądanie swojego telefonu komórkowego. Gessler wyczuła to już w pierwszym próbowanym po przyjeździe daniu.

Słaby ten rosół. Jest jak woda, smak jest rozmyty kompletnie - narzekała.

Nie był jednak tak zły, jak sajgonki, które zachwalała właścicielka. Gdy Gessler je rozkroiła, znalazła w środku surowe mięso. Winny był, a jakże, kucharz, który ustawił zbyt wysoką temperaturę we frytownicy. 

Jest tyle glutaminianu sodu, że trudno, żeby mi smakowała. Wieprzowina mega sucha, sos jest pomidorowy z imbirem, a nie słodko-kwaśny. Naprawdę nieźle pochrzanione. Wydaje mi się, że Chińczyk to tu nie gotuje - zgadywała błędnie.

Podczas rozmowy właścicielka przyznała, że sama nie jest na razie przekonana do umiejętności Bilaia, jednak potrzebuje jego pomocy, bo sama nie daje rady prowadzić biznesu i jednocześnie gotować dla gości. Są jednak dni, gdy właśnie tak postępuje.

Nie ukrywam, że wszystko mi nie smakuje. Czasem wolę osobiście ugotować.

Sajgonki FongSajgonki Fong Screen z player.pl / TVN

Gessler wyciągnęła też z Fang historię jej związku i nagłej śmierci męża, który umarł po udarze.

Na początku było mi ciężko. Codziennie płakałam. Dzieci pytały, czemu to sobie robię. W końcu powiedziałam: "To koniec, musisz stanąć na nogi". Ja wierzę, że ktoś na górze zawsze widzi, co robię. Na początku nie lubiłam chodzić do restauracji, bo on zawsze tam siedział. Ja czuję, że on jest tu wszędzie - mówiła wzruszona, wspominając męża.

Gessler zdecydowała, że restauracja musi nieco zmienić swój charakter, aby dania były bardziej zrozumiałe dla Polaków. "Bistro chińskie Gong Ji" - bo taką nazwę przyjął lokal - nabierał nowych kształtów, ale rewolucja stanęła w miejscu, gdy okazało się, że kucharz nieprawidłowo przygotował kaczki.

Jak to śmierdzi, jakby się pierze gotowało, a nie kaczkę. Od początku robimy to samo - zarządziła Gessler.
Nie mam nic do powiedzenia. Ja robię tylko to, co do mnie należy - bronił się Bilei.

Choć kucharza trzeba było instruować na każdym kroku, kolacja urządzona następnego dnia okazała się sukcesem, ale już w trakcie właścicielka ledwo nadążała ze wszystkim.

Fang jest zmęczona. Jak ma nie być zmęczona, skoro kucharz nic nie potrafi i ona wszystko musi robić sama? - śmiała się matka właścicielki, która także mieszka w Polsce od kilku lat.
Po prostu nie rozumiałem poleceń wydawanych na kuchni po polsku - tłumaczył się później.

Gdy Gessler wróciła do restauracji po czterech tygodniach, jedne dania ją zachwyciły, inne rozczarowały. Te gorsze wyszły spod ręki kucharza, który nadal nic sobie nie robił z zaleceń zarówno szefowej, jak i gwiazdy.

Twój kucharz zrobił swoje. Zunifikował wszystkie smaki w jeden sos. Wszędzie dodaje paprykę! No i anyż w rosole... - wyliczała.

Mimo potknięć Gessler uznała rewolucję. Nie mogło być jednak inaczej - to wreszcie finał!

Zobacz wideo

MK