Nawrocka trafiła z kolorem, ale zawiódł fason. "Przywołuje skojarzenie z uniformem kościelnym"

Karol Nawrocki wraz z małżonką spotkał się z parą prezydencką Czarnogóry. Uwagę przykuła nietuzinkowa stylizacja Marty Nawrockiej. W rozmowie z Plotkiem jej stój oceniła ekspertka.
Marta Nawrocka
Fot. East News, Mikołaj Bujak/KPRP

14 października na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego odbyło się oficjalne przywitanie prezydenta Czarnogóry Jakova Milatovicia. Doszło również do spotkania par prezydenckich, więc u boku Karola Nawrockiego nie zabrakło małżonki. Kreacji Marty Nawrockiej przyjrzała się na prośbę Plotka stylistka, Ewa Rubasińska-Ianiro. Ekspertka zachwycona nie była. 

Zobacz wideo Tyszka o modowych wyborach Marty Nawrockiej. "Obserwuję bacznie"

Marta Nawrocka chciała dobrze, ale wyszło niczym... kościelny uniform 

Stylistka już na wstępie przyznała, że "lepsze jest wrogiem dobrego". - W przypadku oficjalnych stylizacji Marty Nawrockiej ta zasada sprawdza się zaskakująco często. Kiedy pierwsza dama trafia już na właściwy trop, jeśli chodzi o dress code, proporcje i elegancję, najwyraźniej pojawia się pokusa, by jeszcze coś poprawić, dodać, skomplikować. A przecież w modzie dyplomatycznej nie zawsze wygrywa ten, kto robi więcej - podkreśla ekspertka w rozmowie z Plotkiem. 

Sam punkt wyjścia był dobry, ale specjalistka modowa mówi nam, co zawiodło. - Tym razem punktem wyjścia był całkiem dobry pomysł: czerń przełamana bielą, oszczędna forma i rząd jasnych, perłowych guzików, które mogły stać się subtelną biżuterią samego ubrania. Problem w tym, że minimalizm jest bezlitosny. Kiedy rezygnujemy z ozdobników, każdy detal konstrukcyjny zaczyna mieć znaczenie. Nie ma już czym zamaskować nietrafionych proporcji. A tutaj właśnie proporcje zawodzą - tłumaczy Rubasińska-Ianiro.

- Góra kompletu jest optycznie zbyt ciężka, dół sprawia wrażenie równie masywnego, a białe wykończenia kołnierzyka i mankietów nie wystarczają, by rozjaśnić i poprawić całość. Zamiast wysmuklać sylwetkę, fason ją obudowuje - wylicza stylistka. - Przy drobniejszej, niewysokiej figurze pierwszej damy taki układ wymaga szczególnej precyzji: odpowiednio poprowadzonej linii ramion, dobrze zaznaczonej talii i nogawek, które nie odbierają sylwetce lekkości. Tymczasem całość przywołuje skojarzenie z bardzo formalnym strojem instytucjonalnym, niemal z odświętnym uniformem kościelnym, tyle że w wersji luksusowej. Powagi jest tu pod dostatkiem, ale gracja gdzieś po drodze się zgubiła. A przecież oficjalny garnitur kobiecy nie musi być ani dekoracyjny, ani przesadnie kobiecy. Powinien przede wszystkim posiadać właściwe proporcje i tworzyć spójną, dopracowaną sylwetkę - uważa ekspertka.

Marta Nawrocka postawiła na zły fason

Stylistka podkreśla, że problemem nie są wybrane przez Nawrocką kolory. - Chodzi o to, że tym razem forma zaczęła dominować nad osobą, która ją nosi. W modzie określamy to mianem braku równowagi między konstrukcją ubrania a sylwetką. Zamiast pracować na korzyść pierwszej damy, komplet narzuca jej własną, przyciężką geometrię. Szkoda tym większa, że Marta Nawrocka ma już na koncie stylizacje, które pokazały, że potrafi odnaleźć się w oficjalnym dress codzie znacznie lepiej - mówi nam Rubasińska-Ianiro, wspominając m.in. o kreacja z wizyty w Watykanie. Ekspertka podkreśla, że tam stylizacja pierwszej damy "była odpowiednio uroczysta, kobieca i podporządkowana okazji, bez wrażenia, że ubranie próbuje za wszelką cenę zademonstrować swoją formalność".

Ekspertka doceniła stylizację prezydenta, ale jego małżonka nie stworzyła z nim dobrego duetu. - Nie bez znaczenia jest również kontekst wspólnego wystąpienia. Prezydent w dobrze skrojonym, granatowym garniturze prezentuje się klasycznie i spójnie z rangą spotkania. Jego żona, zamiast tworzyć z nim harmonijny duet, wizualnie funkcjonuje obok niego, jako oderwany osobny byt. Nie chodzi o identyczne kolory ani o stylizacyjną synchronizację rodem z katalogu mody dla par. Chodzi o wspólny poziom formalności, lekkość i proporcje, które pozwalają obojgu wyglądać równie przekonująco - zaznacza Rubasińska-Ianiro. 

- W dyplomacji ubranie nie jest wyłącznie kwestią gustu. To także komunikat o randze sytuacji, wyczuciu i umiejętności odnalezienia się w określonym kontekście. Tym razem Marta Nawrocka postawiła na powagę, ale zapłaciła za nią utratą lekkości i ugrzęzła w ciężkim ubraniu, które ją zasłoniło i przygniotło. Wygląda na dużo niższą i to wyraźnie widać na zdjęciach! A właśnie te pozostają po takiej wizycie na długo i są świadkiem wydarzeń - podsumowała specjalistka. 

Więcej o: